Szablon stworzony przez Shayen

26 grudnia 2017

Ch 6

Łał! Dziękuję za taki odzew pod ostatnim rozdziałem. Jesteście wspaniałe!
Od razu również uprzedzam, że rozdział zawiera wiele, wiele przekleństw.

Dla wszystkich komentujących.


- Jesteś słaba – siedziałam na podłodze i dyszałam, nie mogąc uspokoić oddechu.
- Dzięki – mruknęłam i opuściłam głowę nie mając siły jej utrzymać. Usłyszałam, jak ruszył się, a chwilę potem zatrzymał się zaraz obok. Podniosłam głowę do góry z grymasem. Wyciągnął w moją stronę rękę, a ja podałam mu swoją. Pociągnął mnie do góry, więc musiałam stanąć w lekkim rozkroku, by zaraz znów nie polecieć na podłogę.
- Nie o to chodzi – popatrzył mi prosto w oczy – uderzasz przyzwoicie, ale jak bym chciał, to i tak obezwładniłbym Cię w kilka sekund. – Odszedł w stronę wnęki po lewej stronie i wyciągnął ze zgrzewki jedną butelkę wody.
- To co niby powinnam zrobić? – Podał mi ją, a ja wdzięczna wzięłam kilka większych łyków.
- Ćwiczyłaś coś wcześniej? – Odebrał ode mnie butelkę i sam się napił.
- Jedynie biegałam – wzruszyłam ramionami.
- To dobrze – kiwnął głową i poprowadził mnie na drugą stronę sali, w kierunku hantli.

Półtorej godziny później nie byłam w stanie choćby ruszyć palcem u ręki. Myślałam, że zaraz umrę, z wątpliwym podejrzeniem, że nawet moje organy straciły jakąkolwiek siłę do wykonywania funkcji życiowych. Leżałam na podłodze mając rozłożone ręce i nogi na boki, a przyjemny chłód wnikał w moje plecy. Moja klatka unosiła się i opadała w gwałtownych spazmach. Wciągnęłam głęboko i głośno jeden haust powietrza, a potem wypuściłam. Usłyszałam jak drzwi się otwierają, a zaraz potem stukot butów o posadzkę. Nie okręciłam głowy choćby o milimetr. Zaraz potem doszedł do moich uszu głośny śmiech Ino.
- Coś Ty jej zrobił? – Chichotała w najlepsze i podeszła obok mnie. Widziałam jej czarne platformy i w przypływie głupiej fascynacji zastanowiłam się, jak ona się w ogóle na nich utrzymuje. Rzuciłam wzrokiem na jej twarz, na której wykwitał wciąż ogromny uśmiech.
- Musi umieć się bronić – usłyszałam jego odpowiedź, która również była zabarwiona minimalnym, wesołym akcentem.
- Nienawidzę was – przeturlałam się na bok i podparłam z wysiłkiem na ramieniu.
- Powiedziałabym bardziej, że macie za sobą rundkę namiętności, będąc tak obydwoje zdyszani – puściła mi oczko i zaśmiała się głośniej z mojego małego rumieńca. Spojrzałam kątem oka na Itachiego, który ku mojemu zdziwieniu rzeczywiście ciężej oddychał. Pokręcił głową i rzucił jedynie:
- Pozbieraj ją – i bez niczego więcej wyszedł z pomieszczenia. Jęknęłam głośno i opadłam z powrotem na podłogę. Jeśli Ino chciała być wredna, ja również potrafiłam.
- Och, no już kochanie. Wstawaj, musisz się zawlec pod prysznic – pochyliła się i włożyła pod moje ramię rękę, starając się pociągnąć mnie w górę. Ja specjalnie się nie wysilałam i byłam bezwładna, przez co wyślizgiwałam się jej z rąk – nie bądź złośliwa, Ty mała morwo.
- Znasz słowo morwa? – Zapytałam w przytyku z małym uśmieszkiem.
- Jak dla mnie idealnie przypominasz teraz ten dojrzewający, czerwony kolor.
- Urocza – mruknęłam i pozwoliłam się podnieść. Ku mojemu zaskoczeniu odczułam, że nie sprawia jej żadnego problemu udźwignięcie mnie. Gdy stanęłam na nogach poczułam jak lekko drżą.
- Co on Ci zrobił? – Zapytała widząc, że ledwo stoję.
- Mały siłowy maraton – wskazałam jej hantle, które leżały już na swoim miejscu. – Nie tylko ręce, ale nogi też. Pokazał mi, jak działają tamte maszyny – mój podbródek odwrócił się w kierunku przyrządów do pracy na uda.
- Całe szczęście, że to Ty, a nie ja – szturchnęłam ją w ramię, a ona jedynie posłała mi uśmiech. Zaczęłyśmy powoli się przemieszczać do wyjścia. Czułam po prostu ogromne zmęczenie i myśl dostania się do swojego pokoju nagle mi ciążyła. Nie ominęło mnie to jednak. Doszłyśmy tam w dziesięć minut, co i tak było zaskakująco szybkim wynikiem. Zaraz potem wśliznęłam się do wanny i kucnęłam. Ukojenie które poczułam, gdy strumień gorącej wody obmył moje ciało było nie do opisania. Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tym ciepłem, kierując strumień na plecy. Wszystko co było spięte powoli się rozluźniało. Wytarłam się ręcznikiem i ubrałam bieliznę oraz spodnie. Przepoconą koszulkę rzuciłam na toaletę z myślą, że wieczorem się nią zajmę. Zauważyłam Ino, która rozłożyła się na moim łóżku i przeglądała coś na telefonie. Zatrzymałam się w progu i położyłam rękę na framudze. Ona musiała wyczuć, że nie wyszłam dalej, więc rzuciła mi krótkie spojrzenie. Zaraz potem zaczęła wstukiwać coś szybko na ekranie.
- Hm? – Mruknęła i zmarszczyła nos w ten swój charakterystyczny sposób.
- Masz telefon? – Weszłam do pokoju i zaczęłam podchodzić do szuflady.
- A co w tym dziwnego? – Rozłożyła na moment ręce na boki - halo? Dwudziesty pierwszy wiek? – Uśmiech pojawił się na jej ustach, co dało mi znać, że bardzo dobrze wie, o co mi chodzi.
- Małpa – rzuciłam podkoszulkiem w nią. Ona natomiast odrzuciła ją na bok – możecie mieć komórki?
- Nie każdy – urządzenie zawibrowało, więc zwróciła swoją uwagę ponownie na nie. – Zajmuję się tutaj zaopatrzeniem. Potrzebuje jakiejś formy kontaktu z niektórymi dostawcami.
- Dlatego masz włączoną stronę z jakimiś ciuchami? – Podniosłam brew do góry widząc zdjęcie czerwonej sukienki. Ona natychmiastowo zablokowała telefon.
- Cicho – mruknęła i przyjrzała się mi, gdy zakładałam koszulkę. – Świat jest niesprawiedliwy. Jakim cudem masz taki płaski brzuch i nie jesteś deską? - Wzruszyłam ramionami, ale wymownie spojrzałam na nią. Ona machnęła ręką widząc to.
- Chętna zobaczyć co u Temari? Czy dalej tak się piekli? – Zanim skończyła sama ułożyłam się obok niej, rozprostowując wszystkie kończyny. Wiedziałam, że jutro nie będę mogła chodzić, a cudem będzie, jeśli się ruszę. Jęknęłam sfrustrowana. To niewygodne łóżko zdawało się być teraz największym możliwym dla mnie luksusem. – Nie marudź. Póki jeszcze możesz wstać.
- Daj mi chwilę odetchnąć. Wbrew pozorom nie leżałam ostatnie dwie godziny – mruknęłam i chwyciłam telefon Ino w ręce. – Mogę? – Ona odebrała mi na chwilę urządzenie odblokowując je – jak to w ogóle możliwe, że on działa pod ziemią? Sygnał nie powinien zanikać?
- Zapominasz, że jesteśmy w bazie wojskowej. Mamy swoje własne anteny, które przekierowują sygnał – zaczęła ściągać buty. – Dodatkowo Hinata zablokowała mi usługi lokalizacji permanentnie. Baaa – przeciągnęła się – stłumiła je tak, że nawet jak by ktoś bardzo chciał, to by mnie nie odnalazł. – Ostatecznie ułożyła się obok mnie tak, by widzieć co robię. Ja natomiast weszłam w przeglądarkę i weszłam na portale społecznościowe – tylko nie loguj się. Ta aktywność zostanie odnotowana u nich w serwerze – kiwnęłam głową w zgodzie i wpisałam nazwisko w wyszukiwarce. Uśmiechnięta twarz Yuri pojawiła się na ekranie. Westchnęłam cichutko i przesunęłam palcem do góry. Wiele osób skomentowało post, który opublikowała jakaś dziewczyna na jej tablicy. Był to link do relacji online z wywiadu, który udzieliła. Skrzywiłam się widząc, że w większości były to nieprzychylne uwagi, czy choćby nawet wyzwiska.

Jak możesz bronić morderczyni? Może jesteś taka sama?

Na pewno musiałaś brać w tym udział. Albo pomogłaś się jej ukryć? W końcu, gdyby była niewinna, to by nie uciekła. Kłamca.

Coś Ty kurwa nagadała w tej gazecie? Masz jakieś wtyki? Odkręć to!!!!!!!

Autorem ostatniego komentarza był chłopak, którego nazwisko kojarzyłam z sfałszowanego przez Nagato artykułu. Patrzyłam zraniona i zła na to wszystko. Jakim prawem wyżywali się na niej? Co im niby pozwalało obrażać ją za to, że mnie broniła? Zacisnęłam ręce w pięści czując tak ogromną furię, że nie byłam w stanie jej wyrazić. Warknęłam przez zęby w telefon, który wcześniej rzuciłam przed siebie na pościel i uderzyłam dłońmi o łóżko.
- Co za idioci! – Nie wytrzymałam i krzyknęłam – banda bezmózgich kretynów. Ugh – zaczęłam przewijać ponownie w dół widząc same negatywne opinie. Nie znalazła się choćby jedna osoba, która by jej broniła. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać, jak samotna musiała się teraz czuć. Była sama w Tokio, natomiast jedyną jej rodziną była babcia na wsi. Patrząc na odzew ludzi, teraz musiała czuć się cholernie odrzucona. A mnie przy niej nie było. Poczułam dłoń na ramieniu, a potem Ino przycisnęła twarz do mojej ręki.
- Przykro mi – przetarłam policzki uświadamiając sobie, że płaczę zarówno ze złości i smutku.
- Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie ma nikogo przy niej. Nikogo – ostatnie słowo wyszeptałam. Trwałyśmy w ciszy, a ja nie chcąc już więcej widzieć tego co się działo zmieniłam wyszukiwanie na swoje imię. Ku mojemu zaskoczeniu nie odnalazłam niczego. Przysunęłam ekran chcąc widzieć, czy na pewno dobrze wszystko wpisałam. Nie było ani jednego błędu.
- Musieli usunąć. Nie ma się co dziwić. Potencjalny więzień raczej nie ma dostępu do czegoś takiego jak profil społecznościowy – odsunęła się – raczej byś nie robiła sobie selfie przy stole pełnych przestępców. Oczywiście zakładając, że zdobyłabyś w jakiś niemożliwy sposób komórkę – parsknęłam śmiechem przez łzy wyobrażając to sobie. Ona była niemożliwa. Nie wiedziałam, czy mam się złościć, smucić, płakać albo może śmiać. Przy tym czułam ogromne wyrzuty sumienia, że jestem w stanie wykrzesać z siebie trochę wesołości, podczas gdy Yuri cierpiała. Podałam jej telefon i opadłam głową w kołdrę kręcąc nią na boki. Zaraz potem Ino przygniotła mnie swoim ciałem i poczułam lekkie drgania jej śmiechu.
- Chodź. Nie ma sensu się smucić – wstała ze mnie, a ja podniosłam zapłakane, oburzone spojrzenie. – To jej nie pomoże. Mazgając się możesz jedynie pokazać jaka jesteś słaba.
- Nie jestem słaba – zaprotestowałam od razu, ale zaraz potem skrzywiłam się widząc, że moje zachowanie jest dziecinne. Weź się w garść kobieto. Ale z Ciebie smarkacz. Zmiękłaś.
- Nie? – Podniosła brew do góry, a ja zirytowana otarłam policzki i pociągnęłam butnie nosem. – Weźmiemy coś z kuchni i pójdziemy do tej Temari. Chcę zobaczyć jak się płaszczy przed Tobą i dziękuje – podeszła do drzwi otwierając je na oścież. – Oczywiście tego nie zrobi, ale warto mieć złudne nadzieje – pokręciłam z niedowierzaniem głową i ledwo dźwignęłam się z łóżka. Naciągnęłam białą koszulkę w dół, która zwinęła się podczas podnoszenia. To mi przypomniało jedną rzecz.
- Gdzie teraz może być Itachi? – Ino stała wciąż przy otwartych drzwiach poprawiając buty, które założyła parę chwil temu.
- Zapewne w gabinecie z Painem albo w centrum dowodzenia. Czemu pytasz?
- Muszę mu oddać koszulkę – wzruszyłam ramionami, podczas gdy na jej ustach pojawił się mały, cwany uśmieszek. Zignorowałam to i wchodząc do łazienki wzięłam z grzejnika czarny materiał. Wpatrzyłam się dłuższą chwilę w czerwono biały wachlarz. Przetarłam po nim kciukiem w niemej pieszczocie. Nie rozumiałam tej dziwnej, nieuzasadnionej fascynacji. Pojawiła się tam, w celi, a teraz dalej nie mijała. Wręcz się nasilała.
- Wessało Cię tam, czy co?! – Krzyk dziewczyny wyrwał mnie z letargu i weszłam z powrotem do sypialni z materiałem w dłoni. – Wiesz, jeśli tak podoba Ci się ta koszulka, to zostaw ją sobie – powiedziała złośliwie, otwierając jeszcze szerzej drzwi, zapraszając mnie na zewnątrz. – I tak jesteś już przez niego zaklepana.
- Wiesz dobrze czemu – przeszłam przez drzwi i zamknęłam je na klucz, gdy tamta stanęła obok mnie.
- Oh, przestań – szturchnęła mnie, gdy ruszyłyśmy – bo uwierzę, że nie jesteś zainteresowana.
- A jestem? – Rzuciłam swobodnym tonem, nie chcąc być aż tak przewidywalną.
- Widzę jak na niego patrzysz – stukot jej butów odbijał się od ścian tunelu. Stawiała pewnie każdy krok.
- Niby jak?
- Jak na rozkoszny kawałek czekoladowego ciasta, po które nie możesz sięgnąć – parsknęłam słysząc jej porównanie i rzuciłam jej niedowierzające spojrzenie. – No co? Ja tam mam słabość do czekolady.
- I też masz skłonności do gadania głupot – powiedziałam złośliwie, a potem lekko się uśmiechnęłam słysząc jej oburzone sapnięcie.
- Mów co chcesz, a ja i tak swoje wiem – zarzuciła swoje długie blond włosy na ramię i nie odezwała się więcej. Szłyśmy w ciszy. Przyglądając się jej nie widziałam jednak tej wesołości, którą rzucała naokoło. Przygryzała wargę w zdenerwowaniu, natomiast wyraz twarz był poważny. Odwróciła się do mnie widząc, że wpatruję się w nią. Posłała mi szeroki uśmiech, jednak nie dosięgnął on oczu. Odwróciłam się przed siebie. Jej towarzystwo podtrzymało mnie, gdy pojawił się ten wybuch złości, za co byłam jej wdzięczna. Jednak teraz ta zmiana mnie nieco dodatkowo zdezorientowała. Stwierdziłam, że i tak mam już zbyt dużo do myślenia. Tak błaha sprawa nie była warta dodatkowej uwagi. Weszłyśmy do stołówki, która była nieco zaludniona. Do pory obiadu pozostały jeszcze dwie, bądź trzy godziny, jednak nie powstrzymało to niektórych do jedzenia już teraz. Przymknęłam powieki i starałam się upchnąć wszystkie emocje w najdalszy kąt świadomości. Po co komu wiedzieć, że niepokoiłam się będąc tutaj. Udając obojętność szłam za Ino, jednak czułam na sobie ciekawskie wzroki. Zauważyłam, że gdy byłam z nią, to co raz więcej osób przyglądało mi się bardziej otwarcie. Niekiedy otrzymałam pełny kpiny uśmiech, czy pogardliwe spojrzenie, od którego czułam się niczym najgorszy pasożyt. Dreszcz przerażenia przeszedł po moich barkach, gdy zauważyłam grupę sześciu mężczyzn. Czterech z nich mierzyło nas uważnym, oceniającym spojrzeniem. Ino nonszalanckim krokiem podążała przed siebie, jednak z gustownym przekazem gładziła rękojeść noża na swoim pasie. Włosy spięte w wysokiego kucyka falowały za nią, a na ramieniu widziałam lekki zarys wypracowanych mięśni. Sprawiała wrażenie zadziornej dziewczyny, która świergota i dogryza ludziom dookoła, ale czułam, że jest coś więcej. Widziałam, że jest coś więcej. Po naszej małej, cierpiętniczej przechadzce dotarłyśmy do drzwi od kuchni. Przeszłyśmy przez nie i dostrzegłam, że ramiona Ino nieco opadły.
- Zapomniałam, że teraz ludzie z drugich zmian schodzą się coś zjeść. Moje niedopatrzenie – rzuciła mi przepraszający wzrok i ruszyła w stronę blatu. Dopiero gdy podniosłam tam wzrok dostrzegłam, że nie jesteśmy same. Przy kuchence, tej samej, gdzie wcześniej gotowałam jajka, stał mężczyzna. Był nieco przy tuszy (no dobrze, bardzo przy tuszy) i ubrany w biały fartuch. Zręcznie przerzucał na patelni mięso. Odwrócił się jednak, gdy usłyszał głos blondynki. Jego twarz była łagodna i rozkosznie zaokrąglona. Uśmiechnął się szeroko i objął ją ogromnym ramieniem.
- Myślałem, że zobaczymy się później.
- Jakoś tak wyszło. Choji, poznaj Sakurę – kiwnęła w moim kierunku. Podniosłam delikatnie rękę w górę i miałam nadzieje, że nie dostrzegł delikatnego grymasu, jaki pojawił się na mojej twarzy. Ramię już zaczynało boleć.
- A więc to ona, co? – Pokręcił nosem i odwrócił się z powrotem do kuchni – nic dziwnego, że Itachi ją wybrał. Choć się dziwię, że przyprowadził ją tutaj – dolał z dzbanka nieco wody na patelnię, przez co małe syczenie rozeszło się dookoła. – Jest niczym smaczny kąsek, taka bezbronna.
- Jest ze mną – odparła Ino i sięgnęła po kawałek chleba w koszu. Tamten jedynie zaśmiał się, a ogromne cielsko razem z nim. Nie odpowiedział na to nic, za to rzucił mi krótkie spojrzenie.
- Pilnuj się. Jesteś tutaj niczym myszka wśród kotów – jego rozbawiony chichot ponownie rozbrzmiał dookoła. Nie podobało mi się to ostentacyjne zachowanie. Niby mówił do mnie, a równie dobrze mógłby mówić tylko do Ino. Prychnęłam lekko pod nosem i podeszłam do dziewczyny. Wyciągnęłam dłoń po bułkę, podczas gdy tamta wyciągała coś na wierzch z lodówki. Wyszłyśmy stamtąd dziesięć minut później trzymając w rękach jedzenie. Musiała zauważyć moją niechęć do tego całego Chouji’ego oraz innych mężczyzn zgromadzonych w pomieszczeniu obok. Ona sama też nie była zachwycona, gdy przechodziłyśmy przez sale. Cały czas jej ręka błądziła przy pasie. Szłyśmy i jadłyśmy w ciszy. Dopiero, gdy wzięłam kilka kęsów żołądek rozluźnił mi się na tyle, że byłam w stanie przełknąć cokolwiek. Tym bardziej zdziwiłam się, że kończąc kanapkę poczułam lekki głód. Widocznie po tak dużym wysiłku, tak mała porcja nie była wystarczająca.
Weszłyśmy po schodach na górę, a Ino wyciągnęła kartę. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka, a za mną ona. Słyszałam stukot narzędzi oraz muzykę rozbrzmiewającą dookoła. Nie zaszłyśmy daleko, gdy przed nami pojawiła się niezadowolona Temari. Założyła ręce na piersi i fuknęła.
- Czego tutaj szukacie?
- Co tam Diablico? – Blondynka luźno rzuciła jedynie i udawała, że jest zainteresowana wnętrzem – możemy wejść dalej?
- Może jeszcze dać wam dostęp do mojego całego warsztatu? – Zapytała chamsko – wynocha mi stąd. – Podniosła rękę i wskazała palcem na drzwi.
- Nie pokazuje się palcem – upomniała ją Ino udając, że jest oburzona jej zachowaniem.
- Powiedziałam: wypierdalać – podniosła okropnie głos, że aż musiałam złapać się za prawe ucho, które było najbliżej. Jak stała w poprzednim miejscu, tak nie ruszyła się o milimetr.
- O co Ci…
- O to, że wlazłyście sobie tutaj jak do siebie – warknęła – jeszcze zniosłabym wałęsanie się dookoła i oglądanie – spojrzała wymownie w moim kierunku, nie oszczędzając na ostrości ani w głosie, ani wzroku. – Położyłaś łapy bez pozwolenia? Świetnie. Pobawiłyście się, a teraz żegnam. – Zacisnęłam usta w wąską linię i obruszyłam się niespokojnie. Poczułam jednak chłodne palce Ino na ramieniu. Spojrzałam na nią, a ona jedynie pokręciła głową.
- Pain się o tym dowie.
- To niech się dowiaduje. Mam to w nosie – prychnęła i odwróciła się do nas plecami. – Albo was tutaj zaraz nie ma, albo będziemy miały poważny kurwa problem. – Palce dziewczyny mocniej zacisnęły się, a ja powstrzymałam syknięcie. Ból jednak przyćmił nieco złość, która ponownie we mnie wezbrała. Miałam ochotę przywalić tej całej Temari, za jej zachowanie. Zachowuje się jak pieprzony pępek świata i nawet nie łaska powiedzieć głupiego, drobnego dziękuję. Wiedziałam, że nie powinnam była się pakować w coś takiego. Co mnie podkusiło, aby… Ah, no tak. Charger. Wypuściłam ze świstem powietrze z ust powstrzymując się przed wypowiedzeniem tych słów, a co dopiero rzuceniem się na nią. Wiedziałam, że to nie był dobry pomysł, bo na pewno rozniosłaby mnie od razu. Teraz jednak miałam ochotę coś zniszczyć. Poczułam szarpnięcie, gdy Ino wyciągnęła mnie z warsztatu i z ogromnym łoskotem trzasnęła drzwiami. Lekkie drgania rozniosły się dookoła.
- Jebana krowa – wysyczała przez zęby i ruszyła przed siebie. Bez słowa, ale nie w mniej paskudnym humorze podążyłam za nią – wiedziałam, że będzie miała problem, ale nie sądziłam, że zamieni się w taką Księżną – prychnęła i kontynuowała swoją tyradę. Przy każdym słowie przyznawałam jej w myślach rację, jednak nie odezwałam się ani słowem. Wiedziałam, że gdybym to zrobiła, to nieograniczona fala nie zakończyłaby się tak szybko.
Do tego całego wachlarza uczuć dołączyło jednak coś jeszcze. Strach. Stanęłam gwałtownie i przylgnęłam do ściany, gdy nagle dwóch barczystych mężczyzn złapało Ino pod barki i podniosło do góry. Przede mną pojawiła się natomiast jeszcze inna sylwetka. Facet chwycił mnie za gardło i przytrzymał przy ścianie. Zaczerpnęłam gwałtownie tchu czując, jak boleśnie wbija mi palce w skórę. Chwyciłam jego owłosione dłonie i zaczęłam się szarpać. Uniosłam kolano chcąc wbić mu je w krocze, jednak on mi na to nie pozwolił. Zablokował mi nogi swoimi i przyparł całym ciałem. Obrzydzenie dołączyło do okropnego strachu, który mogłam wręcz wyczuć dookoła siebie. Zaśmiał się chrapliwie, gdy poczuł, jak paznokciami oram mu skórę. Nie zwrócił nawet uwagi na to, że zaczyna mu lecieć krew. Owiał mi twarz nieświeżym oddechem, przez co skrzywiłam się okropnie. Jego tłuste włosy przyklejały się do czoła, a niebieskie oczy wpatrywały z pogardą. Śmiał się widząc panikę w moich ochach. Kątem oka zauważyłam, jak Ino sprytnie wykonała obrót do tyłu i wyginając ręce szarpnęła nimi. Spowodowało to, że wyrwała jedno ramię i sięgnęła za pas spodni. Nie zdążyła jednak wyciągnąć noża, gdy ten, któremu się wyrwała przystawił jej pistolet do czoła. Dziewczyna zamarła. Serce dudniło mi mocno w piersi, a mój oddech stawał się co raz bardziej urywany. Dostrzegałam powoli małe mroczki przed oczami.
- Niby taka ochrona, a proszę. Mam Cię w swoich rękach – jego wolna dłoń zacisnęła się na moim prawym biodrze. Koszulka Itachiego dawno leżała na podłodze, jakiś odcinek dalej.
- Zrób cokolwiek Kariko, a pożałujesz nie tylko Ty – warknęła kobieta – już jesteś skończony. – Tamten zaczął powoli przekręcać głowę. Nie odrywał ode mnie wzroku, aż nie odwrócił się do mnie całkowicie profilem. Na moment jego ręka zniknęła z mojego ciała, ale ta, co mnie przyduszała pozostała. Wyciągałam szyję najwyżej jak mogłam, łapiąc każdą, choćby małą dawkę tlenu. Zaczęłam lekko słaniać głową na boki. Widziałam przez powieki tylko jak kręci palcem, niczym karcący dziecko rodzic.
- Patrząc na to w jakiej sytuacji jesteście, nie wypada Ci grozić mi w żaden sposób – zaśmiał się tubalnie, a jego dłoń znów znalazła się na mnie. Tym razem jednak poczułam słaby ślad na biuście. Musiał go ściskać, ale ciemność przed oczami była co raz bardziej wyraźniejsza.
- Co to ma znaczyć? – Dotarło do mnie warknięcie z daleka. Poczułam tylko, jak ktoś odrywa brutalnie ode mnie ręce tego obleśnego mężczyzny, a ja sama upadłam na podłogę. Ktoś przytrzymał mnie ciepłymi dłońmi za ramiona, bym nie opadła całkiem bezwładnie. Chwyciłam się za gardło i zaczęłam rozpaczliwie łapać powietrze z nieprzyjemnym charkotem. Usłyszałam w tle tylko szamotaninę i chrzęst łamanej kości. Skrzywiłam się z bólu, a zaraz po tym nastąpił okropny atak kaszlu. Myślałam, że nie może być gorzej, ale gdy tak dusiłam się, czułam rozrywający ból w krtani. Odsunęłam rękę od twarzy i oparłam się ponownie plecami o ścianę. Spod przymrużonych powiek dostrzegłam na dłoni krew.
- … wiesz… właśnie popełniłeś.
- … było… miękkie… – Głosy zaczęły zlewać mi się ze sobą. Straciłam przytomność.

*

- Co to ma znaczyć? – Tylko raz miałem okazję słyszeć taką furię w głosie Paina. Jednak ta, którą ja sam odczuwałem, była zdecydowanie o wiele większa. Podążaliśmy wraz z Hidanem i Shikamaru do zaopatrzenia, gdy dosięgły nas odgłosy szamotaniny i rozmowy zza rogu. Widząc teraz co tu się dzieje, miałem ochotę rozszarpać wszystkich gołymi rękami. Sakura była przyciśnięta do ściany i definitywnie traciła już przytomność. Ten skurwiel ją przyduszał, gdy drugą ręką sobie używał dowoli. Zalała mnie zimna fala żądzy mordu. Chęć roztrzaskania jego głowy o ścianę była obezwładniająca. Ruszyliśmy z Painem w tym samym momencie. On oderwał ręce Kariko od Sakury i rzucił nim o podłogę. Ja natomiast złapałem dziewczynę i ostrożnie pozwoliłem jej opaść na podłogę. Nie zastanawiałem się więcej, podniosłem się i brutalnie przycisnąłem kolano do mostka tego drania. Krew ciekła z jego głowy, a twarz wykrzywiła się w pogardliwym grymasie. Na razie jednak powstrzymałem się od rozmazania go na podłodze. To byłoby zbyt szybkie. Zasługiwał na wiele więcej. Wpatrywałem się z cichą wściekłością w jego zakazaną gębę. W między czasie zarejestrowałem, że Ino wbiła łokieć w twarz faceta, który ją trzymał i podcięła mu nogi, przez co upadł z łoskotem na podłogę. Z premedytacją wbiła mu obcas w rękę, a chrzęst łamanej dłoni rozniósł się echem. Wrzasnął jak opętany. Raz potem zamachnęła się, a ten, który mierzył do niej z broni, stał wgnieciony w ścianę trzymając się za złamany nos. Dobiła go ciosem w brzuch, a on upadł na kolana. Chwyciłem Kariko za gardło, dociskając go mocniej do betonu.
- Nie wiesz, jak wielki błąd właśnie popełniłeś – powiedziałem cichym, lodowatym tonem i z satysfakcją odebrałem to, jak zadrżał pode mną. Och tak, powinieneś się bać.
- Warto było. Ta suka ma miękkie cycki – na tę uwagę moja samokontrola pierwszy raz urwała się na moment. W ułamku sekundy wyciągnąłem broń zza pasa i odblokowałem ją przykładając do jego policzka.
- Stul pysk śmieciu – Hidan z ostrzeżeniem wbił nóż obok jego głowy. Tamten zamilkł widząc z tak bliska ostrze i spluwę.
- Nie pożyjesz długo kolego – Pain zbliżył się spokojnym krokiem do Ino, która właśnie podnosiła swój nóż z podłogi oraz broń tamtych dwóch mężczyzn. Wetknęła to wszystko za pas spodni.
- Przepraszam. To moja wina – powiedziała wściekła i kopnęła w głowę mężczyznę co leżał na podłodze. Zajęczał przeraźliwie kuląc się – byłam wyprowadzona z równowagi i dałam się zaskoczyć.
- Porozmawiamy później – rudowłosy odwrócił się w moim kierunku. – Jest Twój Itachi. Dotykał twojej własności, więc podejrzewam, że Ty masz ochotę się nim zająć – na tę uwagę uśmiechnąłem się przerażająco, a Kariko struchlał pode mną. Z całą pewnością nie zdawał sobie sprawy z tego, co rzeczywiście go czeka.
- Z wielką przyjemnością – odparłem lodowato i jednym pociągnięciem podniosłem tę wywłokę do góry. W myślach już wyliczałem z rozkoszą wszystkie rzeczy, które mu zrobię. Zanim jednak ruszyłem z nim w głąb korytarza, najpierw popatrzyłem na dziewczynę. Była nieprzytomna i oddychała z wyraźnym trudem, będąc wspartą o Hidana. Spojrzałem na niego twardo, czując, że mam ochotę również i jemu przywalić w mordę. Nie mogłem zaakceptować tego, w jakim stanie się znalazła. Byłem wściekły na Ino, że dała się w tak dziecinny sposób podejść. Sakura była zbyt niewinna, zbyt niedoświadczona i słaba, by dać sobie samej radę. Trzeba to zmienić, zanim zginie. Teraz jednak miałem przyjemniejsze rzeczy do zrobienia. Ściskając za kark tego skurwysyna ruszyłem w stronę zachodniego skrzydła.

*

Kiedy obudziłam się w obcym łóżku, widziałam przed sobą sufit w lekkim półmroku. Gardło paliło mnie niemiłosiernie i łapiąc haust powietrza słyszałam cichy skrzek. Nagły atak kaszlu przywołał kolejną falę bólu. Ktoś podniósł mnie do półprzysiadu i przytknął do moich ust szklankę. Skrzywiłam się pijąc wodę, bo podrażniła mi przełyk, ale chwilę później przyszła lekka ulga. Czułam w ustach smak krwi. Przyłożyłam dłoń do gardła i wymasowałam je lekko. Unosząc powieki dotarło do mnie, że osobą, która się mną teraz zajęła był Hidan. Odłożył szklankę na stolik nocny i usiadł z powrotem na pościeli. Rozłożył nogi na boki, a w ręce chwycił nieodpalonego papierosa. Patrzył na mnie roziskrzonymi oczami.
- Widzisz skarbie? – Zapytał cicho – a jednak wylądowałaś w moim łóżku – uśmiechnął się dwuznacznie. Jednak pomimo tego wyrazu, słyszałam lekką wściekłość w jego głosie, pomieszaną ze zmartwieniem. Bawił się nikotyną w papierku. Przewróciłam oczami i przetoczyłam głową dookoła karku. Jęknęłam cicho, gdy odchylając się w tył poczułam pulsujący ból. – Nie rób tak, tylko sobie sama krzywdę robisz – mruknął i przytrzymał mi głowę w miejscu – połóż się.
- Co się…? – Zaczęłam zdezorientowana, ale zaraz potem, niczym prawdziwy flashback, wróciły wspomnienia. Układając się na poduszce, zacisnęłam dłonie na kołdrze. Wypełniła mnie żałość i wściekłość. Nie cierpiałam bezsilności, którą czułam w tamtym momencie. Byłam sparaliżowana gniewem, strachem i własną niemocą. Przecież byłam wolna, gdy zajęli się Ino. Mogłam zrobić coś. Cokolwiek. Zdusiłam warknięcie, gdy poczułam, że gardło nie odpuszcza. Zmarszczyłam czoło rozzłoszczona. Uderzyłam jedną ręką w łóżko, gdy drugą zasłoniłam sobie oczy. Łzy upokorzenia popłynęły po moich policzkach. Drugi raz w życiu pokazałam komuś tę stronę siebie, ale miałam to gdzieś. Jak chciał, mógł sobie patrzeć, ale teraz zbyt dużo emocji czułam. Byłam wykończona psychicznie. Miałam wszystkiego dosyć. Aresztowanie, ta niemoc, gdy zadecydowano za mnie o moim losie, spotkanie chrzestnego, który zniknął, ciągły strach i niepewność, troska o Yuri. Teraz ta sytuacja. Byłam słaba i to mnie irytowało najbardziej. Pozostawałam cały czas zależna od innych, dlatego tak bardzo nienawidziłam siebie.
- I czego ryczysz? – Jego głos przeciął ciszę. Nie wyczułam w nim niczego, żadnej barwy. Przełknęłam z trudem ogromną gulę w gardle i przetarłam policzki – to nie była Twoja wina.
- Może i nie była – mój głos był słaby i chrapliwy, ale mówienie ku mojemu zaskoczeniu nie sprawiało mi problemu. – Ale byłam beznadziejna. Stałam jak ta ostatnia piczka i nie zrobiłam nic. – On w tym czasie wstał i podszedł do fotela po drugiej stronie.
- Nawet jeśli, to nie miałaś żadnych szans.
- No właśnie – odpowiedziałam z goryczą. Usłyszałam brzdęknięcie szkła, gdy nalał sobie whisky do szklanki. Przechylił ją szybko. Nie odezwał się słowem, ale usiadł i wyprostował nogi przed siebie. – Możesz zapalić tu światło? Ten półmrok jest irytujący – parsknął, ale sięgnął do lampki na stoliku. Nie dało to wiele, ale zawsze lepsze takie światło, jak żadne. Z zamyśleniem przerzucał papierosa między palcami i wpatrywał się w ścianę nad moją głową.
- Jak Twoje gardło?
- Boli – odpowiedziałam krótko i znów rozmasowałam szyję. Wiedziałam, że z pewnością będę miała siniaki.
- Przebierz się – skinął głową na ciemny materiał niedaleko mnie. Spojrzałam po sobie i zobaczyłam odcinające się znacząco ślady krwi na bluzce. Wyciągnęłam rękę po koszulkę i zobaczyłam, że jest to ta sama, którą dał mi Itachi. Nie wahając się, sięgnęłam po krańce białego topu. Usłyszałam jak gwałtownie wciągnął powietrze przez nos, ale nie rzucił żadnego komentarza. Narzuciłam na siebie czarny materiał. Przekładając włosy na ramię spojrzałam obojętnie w jego kierunku. Na jego ustach na powrót widniał ten cwany uśmieszek.
- Kto by pomyślał – zakręcił kółeczko w powietrzu petem – że masz takie ładne wdzięki. – Przewróciłam oczami i wbrew jego poprzedniemu nakazowi nie położyłam się z powrotem, a opuściłam nogi na podłogę.
- Mam nadzieje, że się napatrzyłeś – mruknęłam – w końcu życie w celibacie zapewne Ci nie służy, co?
- A kto Ci powiedział, że żyję w celibacie? – Zaśmiał się głośno na moje słowa. Poprawił się w fotelu.
- Wątpię, by którakolwiek z kobiet tutaj skusiłaby się na Ciebie – rzuciłam mu spojrzenie z ukosa. – Więc nie mów, że jesteś zainteresowany też mężczyznami? – Nie odpowiedział, ale za to dalej wpatrywał się tym swoim pewnym siebie wzrokiem prosto we mnie. Ja natomiast rozejrzałam się dokładniej po pokoju. Za moimi plecami znajdowały się drzwi, prawdopodobnie do łazienki. Po drugiej stronie stolika stało dodatkowo jedno krzesło, a ściany były w ciemnym odcieniu. Żadnych ozdób.
- Wiesz maleństwo, zdecydowanie nie pociągają mnie mężczyźni – powiedział spokojnie wkładając sobie papierosa między wargi, ale nie odpalał go. – Ty za to jak najbardziej – ułożył ręce na oparciach fotela i wpatrywał się we mnie chytrze. Poczułam się nieco niepewnie. Wiedziałam, że wbrew temu co cały czas deklaruje nie ruszy mnie. Gdyby miał taki zamiar, to nie rozmawiałby ze mną, tylko działał. Zamiast tego, tylko bawił się ze mną w utarczki słowne. Mimo to, nie wiedziałam jaki w tym jego cel. Rozchyliłam usta chcąc coś powiedzieć, ale w tym momencie drzwi wejściowe się otworzyły. Ciężkim krokiem wszedł do środka Nagato, a zaraz za nim niebiesko-włosa kobieta. Zamknęli za sobą drzwi. Hidan jedynie podniósł brwi do góry i wyciągnął papierosa z ust.
- Jak się czujesz? – Rudowłosy mierzył mnie stanowczym spojrzeniem. Wzruszyłam ramionami. Poczułam, jak mięśnie napinają mi się, przypominając o poprzednim wysiłku.
- Mogło być lepiej, ale żyję – powiedziałam mocniejszym głosem. Pomimo rozmowy, czułam, że jest nieco lepiej.
- To dobrze - skrzyżował ramiona na piersi – to się więcej nie powtórzy. Nie po tym, co Itachi z nim zrobi.
- Itachi? – Zapytałam zaskoczona. Nie wiedziałam, że był tam wtedy. Jednak teraz nie to było ważne. Wiedziałam, że jestem utrapieniem. Ta sytuacja wyraźnie dała temu dowód. Potrzebowałam niańki cały czas, bo sama nie miałam najmniejszych szans. Albo musiałam nauczyć się walczyć. Ściągnęłam brwi, a na mojej twarzy pojawił się grymas. Poczułam ból, gdy przełykałam ślinę, ale zignorowałam to.
- O co chodzi? – Zapytał widząc, że coś do mnie dotarło.
- Muszę umieć się bronić – powtórzyłam słowa Itachiego i ścisnęłam dłonie w pięść. Wstałam na proste nogi. Zachwiałam się nieco, ale przygryzając przy okazji wargę utrzymałam pion – to było żałosne. Stałam i pozwoliłam mu, nawet bez żadnego protestu, mnie złapać – wplotłam rękę we włosy i pociągnęłam kosmyk. Dostrzegłam ruch, a chwilę później ręka Nagato podniosła mi podbródek do góry. Miał surowy wyraz twarzy, jednak palce delikatnie trzymały mnie przy policzkach.
- To nie będzie zabawa, nie będę się z Tobą cackał. Jeśli chcesz być niezależna – w porządku. Ale muszę mieć pewność, że będziesz lepsza od innych – ścisnął lekko swoje palce. – Nie będzie mnie obchodzić, że będziesz wymordowana czy coś Cię będzie boleć. Będę wymagać od Ciebie pełnej odpowiedzialności – wyrwałam głowę z jego uścisku i spojrzałam zacięcie w jego oczy. Odsunęłam się o krok i sama założyłam ręce na piersi.
- A czy kiedykolwiek byłam nieodpowiedzialna? – Warknęłam, a potem sapnęłam, gdy podrażniło mi to gardło. Mały uśmieszek pojawił się na ustach Nagato – nawet nie wiesz jakie to irytujące nie móc zrobić nic. Chcesz bym doprowadziła się do skraju wytrzymałości? Proszę Cię bardzo. Chcesz mnie potraktować, jak worek treningowy? Oh, nawet Ci pomogę. Wolę to od stania i patrzenia, co się dzieje w około – stanęłam w rozkroku. – Mam dosyć bycia ofiarą – zakończyłam butnie. On jedynie kiwnął głową, ale widziałam satysfakcję w jego oczach. Rzucił do Hidana:
- Zaprowadź ją do pokoju – drań. Z pełną premedytacją wypowiedział te słowa. Zamachnęłam się i uderzyłam go w pierś oburzona. Zaśmiał się i złapał mój nadgarstek, niewzruszony ciosem – grzeczna dziewczynka – prychnęłam. Spojrzałam na kobietę za nim i ku mojemu zdziwieniu, dostrzegłam mały uśmieszek w kąciku jej ust. Nie powiedziała ani słowa i pozostawała w cieniu za Nagato. Mimo to, jej postawa wyrażała wyraźne rozbawienie. Miała podpartą rękę na biodrze, a jej wzrok wędrował to raz na mnie, to raz na mężczyznę przede mną.
- Dobrze, że nic poważnego Ci się nie stało – musnął ostatni raz mój policzek i odwrócił się do wyjścia. Zanim jednak wyszli, odwrócił się przez ramię – dziękuję za naprawę Chimery.

Minęły kolejne dwa dni, od tamtego momentu na korytarzu. Praktycznie cały czas spędzałam w pokoju sama lub z Ino, która akurat miała okazję by przyjść. Ta samotność nie przeszkadzała mi zbytnio. Kuliłam się na łóżku i myślałam. Cały czas myślałam. Byłam słaba, naiwna i głupia. Słaba, bo nie zrobiłam nic by ochronić siebie, czy chociażby Ino. Nie zapominając o wszystkich tych łzach, które ukazałam przy kimś. Teraz czułam się zażenowana tym. Nikt nie powinien wiedzieć, że aż tak dobitnie niektóre rzeczy się odbijają na mnie. To tylko rujnuje mnie w ich oczach. Oni nie płaczą z byle powodu, a walczą. Widziałam to w każdym z nich. Podziwiałam to, jak bardzo trzeba być silnym psychicznie, by wytrzymać te wszystkie rzeczy. Może za tym stało czasem szaleństwo bądź obłąkanie.
Nagato musiał się bardzo mocno wściec na Ino, bo była u mnie dosłownie przez parę chwil. Z tego co słyszałam, to ma od groma zamówień, które musi zrealizować, a nagle dziwnym trafem została sama. Dziwiło mnie jednak, że tak bardzo przejmowała się mną. Byłam dla niej nikim, a jednak interesowała się tym co się działo. Nie mogłam podejrzewać o to wyrzutów sumienia po tym, co się stało. Owszem – na pewno miały jakąś część udziału w tym, ale zachowywała się również tak wcześniej. Może było to z polecenia Nagato?
On był jedną wielką zagadką. Dalej zachowywał się tak samo opryskliwie jak kiedyś. Pozostawał jednak tajemnicą, jak i całe Akatsuki. Wyjaśnił mi zaledwie kilka rzeczy, które aż tak bardzo nie były istotne. Kto mu zagrażał? Do czego był w takim razie zdolny i czego chciał?
Kim był sam Nagato? Ludzie tutaj nie znają jego przeszłości. Nie trudno mi się dziwić, że nie był wylewny – w końcu to nie jest koło gospodyń wiejskich, a organizacja przestępcza. Tutaj nie możesz liczyć na nikogo. Z zaskoczeniem odebrałam jednak to, że nawet Itachi nie znał nic. Wydawał się być blisko z nim, jeśli chodzi o sprawy Akatsuki. To również on wydawał rozkazy, gdy tak naprawdę ratowali mnie z więzienia. Co mnie zaskoczyło, to również to, że wiedzieli, że nie ma dla mnie innego wyjścia. Bo gdyby było inaczej, dlaczego Nagato miałby ryzykować życiem jego, podejrzewam, najlepszych ludzi? Musiał być już na samym początku pewien końcowego wyniku.
A teraz jestem tutaj. Bezbronna dziewczynka, która musi pozostawać na jego łasce i wszystkim mu podległym. Bardzo nie podobało mi się to. Zawsze pozostawałam niezależna, nawet pomimo zachowania rodziców. Oni nie byli śmiertelnym zagrożeniem. Teraz zostałam zdana na umiejętności innych. Byłam naiwna i głupia, bo łudziłam się, że będę w stanie wytrzymać to. Miałam wrażenie, że to tylko tymczasowy stan i zostanę oddelegowana zaraz na następny dzień, w jakieś inne miejsce. Zbyt idealizowałam całą rzeczywistość i teraz kiedy przyszło do zderzenia z tym kim oni byli, nagle jestem zaskoczona.
Siniaki na szyi zbladły i przybrały żółto-zielony kolor, a ból całkiem odpuścił wczoraj. Lekkie drapnie w gardle było bardziej irytujące. Dostałam jednak lekcję, że to nie jest to, kim chciałabym być. Nie mam ochoty pozostawać czyjąś ofiarą. Zamierzałam zawalczyć o swoje.

Jęknęłam, gdy ktoś zaczął dobijać się do moich drzwi. Skuliłam się bardziej w cieple, mając nadzieje, że ktoś zdecydowanie pomylił korytarz.
- Otwórz drzwi – usłyszałam spokojny, zimny głos, ku mojemu zaskoczeniu, Itachiego. Nie krzyczał, a zaledwie podniósł głos nieco wyżej. Nie potrzebował wiele, bo był on już sam w sobie bardzo mocny. Nie widziałam go od naszego spotkania siłowego. Pytając o niego, dostawałam jedynie odpowiedź, że dostał zadanie. Teraz dobijał się do moich drzwi. Z ogromnym wysiłkiem wstałam z łóżka i podeszłam do nich. Zimno owiało moje gołe nogi, a ja sama naciągnęłam koszulkę w dół. Nie krępowałam się tym, że miałam na sobie jeszcze tylko majtki. W końcu nie jeden z nich już musiał widzieć kobiece ciało, a pół uda to nie było wiele. Nie zamierzałam zachowywać się jak nieśmiała cnotka. Pociągnęłam za klamkę, a w tym czasie drugą ręką zaczęłam przecierać oczy.
Stał przed drzwiami w lekkim rozkroku mając na sobie luźne dresy i bluzę z kapturem. Nie patrzyłam dłużej jak sekundę, gdy na mojej twarzy wylądował czarny materiał.
- Masz pięć minut. Zaraz Cię widzę z powrotem.
- Co…? – Ściągnęłam materiał z głowy i spod różowych włosów spojrzałam na niego. Odgarnęłam je za uszy i zbadałam to co we mnie rzucił. Podniosłam materiał do góry z niemym zapytaniem.
- Pozostały Ci cztery minuty, a potem idziemy – rzucił wymowne spojrzenie na moje nogi – sądzę, że raczej nie chciałabyś pokazywać się z pośladkami na wierzchu.
- Jak bym już tego nie robiła – mruknęłam pod nosem, natomiast on skrzyżował ramiona na piersi i podniósł jedną brew do góry. Wydawał się nie mieć dzisiaj humoru. Nie chciałam naciągać jego cierpliwości jeszcze bardziej i zamknęłam szybko za sobą drzwi. Ubrałam na siebie elastyczne legginsy, które mi dał i zakładając biustonosz zmieniłam pospiesznie koszulkę. Wpadając do łazienki ochlapałam twarz zimną wodą, aby się rozbudzić. Patrząc w lustro widziałam, że ogromne cienie pod oczami odcinają się na bladej skórze. Włosy sterczały mi na wszystkie strony, a czas co raz bardziej mi uciekał. Czułam, że gdybym rzeczywiście nie zjawiła się tam za dokładnie minutę, która pozostała, mogłabym mieć spore nieprzyjemności. Chwyciłam tylko gumkę do włosów i klucze, a chwilę później stałam na korytarzu. Czekał z wciąż założonymi rękami na piersi. Widząc mnie ruszył przed siebie i nawet nie zaczekał, czy rzeczywiście idę za nim. Zamknęłam szybko drzwi i pobiegłam, bo go dogonić. W tym stroju było mi bardzo wygodnie, ale miał jedną wadę. Nie miałam co zrobić z kluczem. Musiał zauważyć, że bawię się nim nieporadnie, więc wyciągnął bez słowa dłoń do mnie.  Podałam mu go, natomiast on schował go do kieszeni spodni z suwakiem. Szedł szybkim krokiem nie wykonując żadnych innych niepotrzebnych ruchów. Jego twarz pozostawała obojętna, ale jego oczy wydawały się zamyślone. Prowadził mnie przez korytarze, których zupełnie nie kojarzyłam. W międzyczasie zaplatałam warkocza, aby choć trochę zapanować nad włosami. Poprowadził nas schodami w górę, ale nie spodziewałam się tego, co zastaliśmy na ich końcu.
Stałam w delikatnym świetle wschodzącego słońca, a z moich ust wydobywała się biała mgiełka pary. Dookoła nas znajdował się las, który budził się dopiero do życia. Wspaniały szum drzew koił moje zmysły. Zamknęłam oczy i wysunęła twarz do słońca, napawając się jego delikatnymi promieniami. Chłód, który trącał moje odsłonięte ramiona w żadnym wypadku mi nie przeszkadzał. To było obezwładniająco przyjemne uczucie, znaleźć się znów na świeżym powietrzu. Musiała być bardzo wczesna godzina, jeśli świat wyglądał w ten sposób. Spod przymrużonych powiek spojrzałam na Itachiego. Wpatrywał się we mnie, ale z jego wzroku nie byłam wstanie nic wyczytać. Stał tam i po prostu obserwował co robię. Musiał dostrzec, że mu się przyglądam, bo kiwną głową w stronę ścieżki za nami.
- Mówiłaś, że chcesz nauczyć się bronić. Jednak same umiejętności to nie wszystko – chwycił za gumkę do włosów i rozpuścił je. Zwróciłam uwagę, że zaczął również zaplatać warkocza. Zafascynowana przyglądałam się jego zwinnym palcom, nie mogąc się nadziwić – musisz być w bardzo dobrej kondycji. Od teraz będziemy biegać codziennie rano i nie chcę słyszeć żadnych jęków – kiwnęłam w jego kierunku w zgodzie. Wiedziałam czego chcę, a tego nie otrzymywało się za darmo. Ruszyliśmy wzdłuż ścieżki lekkim truchtem. Była bardzo wąska, więc musieliśmy biec jedno za drugim. Moje mięśnie zaprotestowały, gdy echo naszego poprzedniego treningu dalej gdzieniegdzie się utrzymywało. Był to przyjemny ból, taki, z którego czerpie się satysfakcję. Rozglądałam się w około, chcąc zapamiętać każdy szczegół. Wyszliśmy z podobnego bunkra, którym zostałam wprowadzona do środka. Teraz jednak wieża, którą widziałam za pierwszym razem była bardzo blisko. Znad koron drzew pięła się metalowa konstrukcja. Nie mogłam powstrzymać swojej ciekawości i zapytałam:
- Co to za wieża? – Był przez moment cicho jakby oceniając, czy warto mi zdradzić cokolwiek.
- Kontroli – odwrócił się przez ramię i rzucił mi szybkie spojrzenie – jest tu takich kilka – skinął w lewo i ku mojemu zaskoczeniu rzeczywiście dostrzegłam kolejną. – Musimy wiedzieć, czy ktokolwiek zbliża się do zabezpieczeń. Mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
- Daleko jest tutaj do drogi?
- Zamierzasz uciec? – Usłyszałam rozbawioną nutkę w jego głosie. Pokręciłam głową. Potem się zreflektowałam, bo przecież nie mógł tego zauważyć.
- Nie – przyspieszyłam, gdy tamten z truchtu przeszedł w bieg. Mój oddech stawał się co raz bardziej nierówny. Mimo wszystko czułam, że brakowało mi tego. Zaniechałam treningów jakieś dwa tygodnie przed aresztowaniem. Nie sadziłam, że będę miała tak wiele energii do powrotu. Przede wszystkim mając na uwadze ostatnie wydarzenia. Przez dłuższą chwilę biegliśmy w ciszy, a w międzyczasie Itachi narzucał co raz to większe tempo. W końcu przeszedł do truchtu. Obok nas otoczenie zmieniło się, a wielkie krzewy kryły nas z obydwu stron.
- Osiem kilometrów do betonowej drogi. Potem potrzeba następnych dziesięciu by dotrzeć do głównej – wciągałam rześkie powietrze i zamknęłam na chwilę powieki. Przestraszona prawie upadłam, gdy zatrzymałam się na jego plecach, gdy stanął. Poczułam dłonie na ramionach, gdy przytrzymał mnie – uważaj.
- Przepraszam – założyłam kosmyk włosów za ucho i spojrzałam w bok zakłopotana. Zaraz jednak się poprawiłam i popatrzyłam prosto w jego oczy. Czemu zachowuję się jak jakaś idiotka? Zabrał ręce, które opadły wzdłuż ciała. Kiwnął głową w prawo, więc podążyłam tam wzrokiem. Sapałam ciężko nie mogąc wyrównać oddechu. Dostrzegłam w oddali ogromną, dwuskrzydłową bramę. Droga, która przez nią przechodziła miała szerokość około sześciu metrów. Od strony zachodniej znikała między pniami drzew. Wewnątrz terenu natomiast ciągnęła się jeszcze jakiś czas a potem… znikała? Popatrzyłam zdziwiona na mężczyznę, wskazując mu zanikającą drogę.
- Tunel podziemny. Wejście otwiera się w momencie, gdy coś wjeżdża lub wyjeżdża – stanął na środku dróżki, która rozwidlała się w trzy strony. – Mam nadzieje, że trochę odpoczęłaś – popatrzył na mnie uważnie i na pewno zwrócił uwagę, że mój oddech wciąż jest ciężki. – Biegniemy dalej – ruszył w prawo i nie mając żadnego wyjścia, podążyłam za nim.
Słońce dawno było wysoko ponad linią horyzontu, gdy stanęliśmy przy wejściu do podziemia. Opierałam się rękoma o kolana i łapałam powietrze ogromnymi haustami. Nie wiedziałam jakim cudem udało mi się wytrzymać ten maraton. Nigdy nie zdarzyło mi się narzucać, aż tak morderczego tempa. Czułam, jak nogi drżą mi od nadmiaru wysiłku. Wyprostowałam się z trudem. Z satysfakcją przyjęłam jednak, że nie ja jedna jestem tak zmachana. Klatka piersiowa Itachiego gwałtownie wznosiła się i opadała. Widać jednak było, że mam zdecydowanie gorszą kondycję od niego. Jego włosy powiewały na wietrze i teraz mogłam w pełni oglądać, jak były długie i gęste. Nie miał dziewczęcych rysów twarzy, wręcz przeciwnie. Ostra linia szczęki, wyrzeźbione odpowiednio kości policzkowe. Te ciemne włosy dodawały mu tylko charakteru. Odwróciłam głowę w bok, nie chcąc zostać przyłapana na tak otwartym przyglądaniu się. Bunkier, przy którym staliśmy był mniejszy od poprzedniego. Miałam już pewność, że znajdowały się tutaj przynajmniej trzy wejścia. Otworzył drzwi i wpuścił mnie pierwszą. Skrzywiłam się wchodząc w mrok. Rzuciłam ostatnie tęskne spojrzenie za siebie, w kierunku promieni słonecznych. Z wielkim trudem schodziłam w dół, czując, że nie mam siły.
Weszliśmy chwilę potem do stołówki. Nie obchodziło mnie to, że jestem przepocona i z pewnością przyjemnie nie pachniałam. Picie i jedzenie było w tamtym momencie najważniejsze. Czułam za sobą cały czas obecność Itachiego. Przechodząc między stolikami dostrzegłam z zaskoczeniem, że te pojedyncze osoby, które się tutaj znajdowały, nie zaszczyciły nas ani jednym spojrzeniem. Spotkałam się przez ostatnie dwa dni z mniejszą ilością pogardliwych wzroków. Zmieniły się one niekiedy, nawet w po prostu pełne zobojętnienia. Nigdy jednak nie zdarzyło się, że zostałam w pełni zignorowana. Czułam się z tym nieswojo. Tak, jakby czyhało na mnie jakieś większe niebezpieczeństwo. Zwolniłam nieco kroku, idąc teraz ramię w ramię z mężczyzną. On jednak zdawał się nawet nie zauważyć tego, że wyjątkowo nie wzbudzaliśmy zainteresowania.
Usiedliśmy przy tym samym stoliku co zawsze, ale nikogo przy nim nie było. Zastanowiła mnie jedna rzecz.
- Która jest godzina? – Itachi podciągnął bluzę do góry i spojrzał na pager przy pasie.
- Ósma – podniosłam brwi do góry w zdziwieniu.
- Czemu nikogo nie ma? – Omiotłam ramieniem stolik i resztę pomieszczenia.
- Zlecenia. Pain właśnie rozsyła ludzi – chwycił za talerz i zaczął nakładać sobie z miski sałatkę. – Może teraz wydawać Ci się to dziwne, ale normalnie jest właśnie tak, jak teraz – kiwnął głową wskazując na sale.
- Ale gdzie jest choćby Ino, czy jak mu tam, Naruto? – Spojrzał na mnie dłuższą chwilę. Nie spiesząc się z odpowiedzią uniósł widelec do ust. Połknął i dopiero wyjaśnił:
– Ino z Kibą pojechali gdzieś prywatnie. Wrócą wieczorem z tego, co mi wiadomo. Reszta jest przy swoich obowiązkach. Teraz mają trochę pracy, gdy inni wyruszają – oparłam dłoń na brodzie i przyjrzałam się wszystkiemu dookoła. Nie mogłam przyswoić sobie tego, zaledwie delikatnego szemrania w tle. Dostrzegłam z satysfakcją jednak, że taki spokój jest o wiele bardziej przyjemniejszy.
Jedliśmy w ciszy, a stukot widelców był jedynym dźwiękiem, jaki dochodził od naszej dwójki. Nie odzywałam się, bo nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć. Nie chciałam zasypywać go ogromem pytań, ale nagle jedno przyszło mi na myśl.
- Gdzie byłeś przez ostatnie dwa dni? – Odwrócił powoli głowę w moim kierunku.
- Aż tak Ci przeszkadzała moja nieobecność? – Podniósł jedną brew do góry. Zmieszałam się lekko, nie wiedząc co powiedzieć. Wzruszyłam ramionami udając, że moją uwagę przyciąga kanapka na talerzu.
 - Po prostu zastanawiałam się, gdzie jesteś – mruknęłam.
- Miałem zadanie – chwycił kubek z kawą i dopił ją do końca. Czyli nie powiedział mi nic, czego bym nie wiedziała. Myślałam, że już nie odezwie się w ogóle, jednak mnie zaskoczył – kończmy to śniadanie. Mamy jeszcze sporo rzeczy do zrobienia – nie wiedziałam o co mu chodzi, ale odłożyłam sztućce na talerz i podniosłam się z miejsca.
Zdziwiłam się, gdy nie prowadził mnie do mojego pokoju, a w stronę sali treningowej. Jęknęłam niemo na samą myśl, że czeka mnie dalszy wysiłek, ale ku mojemu zaskoczeniu ominęliśmy ją. Spojrzałam na profil mężczyzny.
- Gdzie idziemy? – Nie opowiedział. Zirytowało mnie to nieco, ale nie skomentowałam tego w żaden sposób. Ścisnęłam jedynie pięści i usta w cienką linię. Wytrzymam. Wyszliśmy za róg i stanęliśmy przed ogromnymi, mosiężnymi drzwiami. Były bardzo podobne do tych, które stały w gabinecie Nagato. Itachi wyciągnął kartę i zeskanował ją na czytniku. Ponownie wpuścił mnie pierwszą do środka.
To była strzelnica. Mały dreszcz przerażenia przeszedł po moich plecach. Przede mną były trzy stanowiska strzeleckie odgrodzone od siebie drewnianą konstrukcją. Taka sama wyznaczała obszar ograniczony do tarczy i tam, gdzie stał strzelający. Na blacie przed, rozłożone były magazynki. Po lewej stronie, w dalszej części pomieszczenia, był osobno oddzielony teren. Jednak nie wiedziałam do czego, bo szare, brudne zasłony całkowicie ograniczały widoczność.
- O proszę – zaskoczona drgnęłam i rzuciłam wzrokiem na prawo. Przy biurku siedział Kisame i widziałam, jak nabija magazynek. Widząc jednak nas wstał i oparł się udem o blat – czyżby Itachi chciał się przed Tobą popisać? – Złośliwy uśmieszek wypłynął na jego usta i bez skrępowania patrzył na naszą dwójkę.
- Raczej ona będzie miała okazję się wykazać – odpowiedział beznamiętnie.
- Słucham? – Osłupiała odwróciłam się gwałtownie w jego stronę. Stał dalej obojętny, dostrzegając moją reakcję.
- Chciałaś nauczyć się bronić, prawda? – Zapytał spokojnie i zaczął podchodzić w kierunku biurka. Gdy minął mnie, owiał mnie delikatnie jego zapach. Nie pachniał źle, a wręcz ta nuta była nieco upajająca. Ugh. Zawarczałam i przymknęłam powieki niezadowolona. Nie takie rzeczy powinny mi zaprzątać teraz głowę. Właśnie miałam wziąć do ręki broń, co niezbyt mi się podobało. Zaczęli coś mówić między sobą i wyciągać określone modele pistoletów z szafy przy ścianie. Skrzyżowałam ramiona na piersi i patrzyłam na to wszystko niepewna. Itachi wybrał ostatecznie jeden z nich i biorąc magazynek od Kisame, stanął przede mną.
- Zajmij stanowisko – wiedząc, że tak naprawdę nie mam zbyt wielkiego wyboru, poszłam do środkowego boksu. Spojrzałam przed siebie. Na drugim końcu pomieszczenia stała tarcza w kształcie człowieka. Przestąpiłam z nogi na nogę.
- Jest pełnowymiarowa, w porównaniu do sylwetki mężczyzny. Masz – wyciągnął w moim kierunku dłoń. Podawał mi średniej wielkości pistolet, który rozmiarowo wydawał się idealny do mojej drobnej dłoni. Zawahałam się przez moment. Nieśmiało chwyciłam ją. Była ciężka, ale idealnie wyważona proporcjonalnie. Ułożyłam ją w dłoni uważając, by nie zahaczyć o spust.
- Jest nienaładowana. Obróć się do tarczy, wyprostuj ręce i przymierz się – poinstruował mnie, podpierając się o blat przed nami. Sztywno odwróciłam się tak, jak kazał i podtrzymując ciężar pistoletu, wyprostowałam przed siebie ramiona. To było dziwne uczucie. Nie czułam tej władzy, o którą wszyscy mogliby posądzać kogoś, kto właśnie był uzbrojony. Nie bałam się, jednak czułam pewien dystans. Podświadomie wiedziałam, że coś jest nie na miejscu. Zacisnęłam mocniej palce. Nie chciałam poddawać się na samym początku. Zmrużyłam jedno oko i starałam się wycelować w głowę.
- Popraw uchwyt – nie wiedziałam o co mu chodzi. Westchnęłam cicho i opuszczając na chwilę broń, ustawiłam się ponownie w poprzedniej pozycji. Starałam się trzymać nieco stabilniej ręce – nie tak. – Drgnęłam, gdy stanął nieco bliżej i chwycił mnie w okolicy prawego łokcia. Poczułam jak jego dłoń nakłada się na moją i dociska – nie bój się jej. – Przygryzłam wargę. Nie było sensu tłumaczyć mu moich odczuć. Poczułam rozczarowanie, gdy szybko się odsunął, ale skupiłam się. Stanęłam pewniej na nogach i wzmocniłam nieco uścisk – dobrze. – Skinęłam głową i chciałam odłożyć spluwę, jednak nie pozwolił mi na to. Wskazał na mały pstryczek od mojej strony – zanim będziesz chciała oddać strzał musisz odbezpieczyć broń. Zrób to jednak dopiero wtedy, gdy będziesz tego pewna.
- Okej – patrzyłam, jak odbiera mi pistolet i wkłada do niego pełny magazynek.
- Celuj w klatkę piersiową. Spróbuj jeszcze raz, ale nie odbezpieczaj broni na razie – przymknęłam na ułamek sekundy oczy i ustawiłam się. Miałam na muszce idealnie mostek. Trwałam w tej pozycji kilka chwil, aż ręce zaczęły nieco mi drętwieć – odbezpiecz i strzel. - Zrobiłam co kazał. To był ułamek sekundy. Głośny huk wystrzału wypełnił mi uszy, a moje ręce odskoczyły do tyłu. Siła odrzutu była mała, ale wyraźnie poczułam mięśnie na ramionach. Odetchnęłam głośno.
- Nie tak źle – kiwnął głową, a ja skrzywiłam się na tę uwagę. Ku mojemu zdziwieniu, dostrzegłam małą dziurę w tarczy. Nie był to mostek co prawda, ale wyraźny przestrzał na wysokości biodra. Poczułam nikły cień satysfakcji – jeszcze raz.
Wystrzeliłam cały magazynek, zanim odważyłam się odezwać.
- To nie dla mnie – powiedziałam wyraźnie. Patrzyłam przed siebie i widziałam kilka trafień w tarczy. Nie chodziło o to, że mi to nie wychodziło. Wręcz przeciwnie – Itachi mówił, że zaskakująco celnie strzelam, jak na osobę, która nigdy nie trzymała w rękach broni. Jednak dzierżąc ją pozostawałam w lekkim napięciu. Nie lubiłam tego uczucia.
Mężczyzna założył ręce na piersi.
- Poddajesz się?
- Nie o to chodzi – warknęłam – co czujesz, gdy trzymasz broń? – Zaskoczyłam go tym pytaniem.
- Nic.
- Nie czujesz pewności siebie?
- Czuję – kiwnęłam głową.
- No właśnie. A ja nie – nie dałam mu dojść do słowa, gdy widziałam, że zamierza coś powiedzieć – nie chodzi o to, że się boję – odłożyłam pistolet. – Cholera, właśnie oddałam całą serię. Jednak czuję dystans do tego. Wystrzał mnie nie przeraża ani to, że kogoś zranię – przymknęłam powieki na samą myśl, że mogłabym kogoś postrzelić. Nie była ona przyjemna – ale… - zawahałam się, nie wiedząc co powiedzieć.
- Wybacz, ale nie rozumiem tego – patrzył na mnie przeszywająco. – Ale nie pozbędziesz się tego, jeśli nie będziesz próbować – nieprzyjemny grymas wypłynął na moją twarz. Wiedziałam, że ma rację, ale nie zmieniało to faktu, że nie miałam ochoty bawić się w to. Wypuściłam powietrze z ust i kontynuowaliśmy.
Gdy wystrzeliłam ostatnią kulę przewidzianą na dzisiaj, moje ręce bolały mnie od utrzymywania ich, a żołądek ściskał mi się z głodu. Opuściłam ramiona, a ostatnia tarcza, do której strzelałam, zaczęła podjeżdżać do przodu. Zablokowałam broń i wyciągnęłam pusty magazynek.
- Jeśli będziemy ćwiczyć codziennie, powinnaś poprawić swój cel w ciągu kilku dni – kiwnęłam głową i spojrzałam na niego. Stał odwrócony do mnie profilem i oceniał każdy osobny strzał. Pięć kul trafiło zaraz obok siebie. Pozostałe pięć było rozstrzelonych w różnych kierunkach. Byłam dumna z tego, co udało mi się osiągnąć. Mimo to, wolałabym jednak nie trzymać broni dłużej, niż to konieczne.
Zapatrzyłam się na niego. Dwudniowy zarost pokrywał jego policzki. Byliśmy sami na strzelnicy, bo Kisame jakąś godzinę temu wyszedł. Po tej długiej sesji pełnej huków, cisza wydawała się wręcz nienaturalna. Odłożył plansze i odwrócił się w moją stronę. Zauważył, że mu się przyglądam, ale nie odwróciłam wzroku. Tym razem nie dam mu tej satysfakcji. Jego wzrok błądził po mojej twarzy, aż nie zjechał na szyję. Wzrok mu pociemniał. Wiedziałam na co patrzy, mimo, że ślady były już prawie niezauważalne. Pokonał dzielącą nas odległość, a chwilę później poczułam jego dłonie na gołej skórze. Dreszcz przeszedł mi po ramionach, gdy odgarnął mi włosy na plecy. Odchylił mi głowę nieco w bok, chwytając za policzek. Jego długie palce śledziły znamiona, a wzrok podążał za nimi.
- Boli?
- Nie – wyszeptałam, a każdy oddech brałam z trudem. Jego dotyk powodował, że reagowałam w każdym dotkniętym miejscu. Spojrzał mi w oczy, dalej gładząc moją szyję. Wstrzymałam oddech.
Sekundę później wszystko się skończyło. Odsunął się ode mnie gwałtownie, chwycił broń i odszedł stanowczym krokiem do biurka. Sprawdził komorę, ponownie zablokował broń i ze szczęknięciem odrzucił ją do metalowej szafy.

Shayen: I co? I co? Nie powiem, żebym myślami nie odbiegała dalej, ohohoho, hen daleko od tego. XD Trzeba być jednak cierpliwym, bo mam taki zamysł na to opowiadanie, że szok.
Rozdział ma szesnaście stron (bez mojego komentarza), przez co jest zdecydowanie dłuższy w porównaniu do sześciu/siedmiu. Nie jest to za wiele? Bo osobiście, tak mniej-więcej na etapie biegania naszej złotej dwójki, byłam już lekko znużona. Ale to może moje własne wrażenie, gdy jestem tak na 22 stronie, od tego momentu, która zawiera się już w siódemce? XD Z drugiej strony jestem pełna podziwu dla osób, które potrafią napisać ponad 20 stron na jeden rozdział. Także tego.
Lecę do dalszego pisania, póki mogę. XD Mam nadzieje, że Święta minęły wszystkim w tak przyjaznej atmosferze, że mają siłę (zwłaszcza po ogromie uszek i pierogów! :D) by balować w Sylwestra.

Paa~

28 komentarzy:

  1. Mnie te 22 strony odprężyły ale nie dodawaj wielu szczegółów bo się pogubie przy takiej długości rozdziału , serio u blue się tak zaszportnelam . Nie twierdzę że to źle że za dlugo czy coś . Satysfakcjonujące a końcowa scena idealna w punkt i ze smakiem. Jestem na tak i czekam na nexta z niecierpliwością bo widzę że się zaczyna rozkręcać 😘💖
    WENY!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, postaram się popracować nad tymi szczegółami. Dziękuję, że zwróciłaś na to uwagę. ;)
      I super, że trafiłam akurat. Potem będzie zdecydowanie ciekawiej.
      Dzięki! c:

      Usuń
  2. Fajny szablon. W pierwszej chwili, jak weszłam na bloga, to pomyślałam, że chyba się pomyliłam i weszłam gdzie indziej. xd
    Jestem usatysfakcjonowana ilością zarówno ilością treningu Sakury, jak i długością rozdziału. Jak dla mnie możesz pisać nawet i więcej stron, nie pogardzę. ^^
    Temari mnie denerwuje. Tak trudno powiedzieć "dziękuję"? I jszcze wywaliła je z warsztatu. No co za menda...
    Szkoda mi Yuri. Biedaczka jest sama i musi się czuć strasznie, nie wiedząc, co dzieje się z jej przyjaciółką, nie rozumiejąc nic z tej sytuacji. Gdyby tak Sakura wysłała jej wiadomość, że nic jej nie jest i żeby się nie martwiła...
    Mam nadzieję, że Itachi zrobił z tamtych trzech papkę. Ten Kariko to chyba jest/był chory na głowę. Jeszcze prowokował Nagato, Hidana i Itachiego, mówiąc o takich rzeczach. Teraz chyba każdy z organizacji wie, co się z nim stanie, jeżeli zrobi coś Sakurze. I mam nadzieję, że wspomnisz gdzieś, co się stało z Kariko, bo jestem ciekawa, jak bardzo Itachi się wściekł. ^^
    Uwielbiam Hidana i jego rozmowy z Sakurą. Strasznie mnie bawią.
    Zdecydowanie najlepszym momentem tego rozdziału jest chwila, gdy Nagato wszedł do pokoju, a Sakura oznajmiła mu, że chce umieć walczyć.
    "Chcesz bym doprowadziła się do skraju wytrzymałości? Proszę Cię bardzo. Chcesz mnie potraktować, jak worek treningowy? Oh, nawet Ci pomogę. " To było najlepsze. W tym momencie to aż zaczęłam sobie nucić:
    I put my armor on, show you how strong I am
    I put my armor on, I'll show you that I am
    I'm unstoppable
    I'm a Porsche with no brakes
    I'm invincible
    Yeah, I win every single game
    I'm so powerful"
    Uwielbiam też scenę na strzelnicy. Zdarzyło mi się kilka razy strzelać i nigdy nie zapomnę tej radości, jaką wtedy czułam. Może gdybym częściej trenowała, to byłabym w tym nawet dobra. Nigdy nie zapomnę miny mojej rodziny, kiedy trafiłam z wiatrówki mojego wujka w puszkę po piwie z odległości jakichś 40m, będąc na balkonie, a puszka na ziemi, kiedy nikt inny, nawet on nie potrafił tego zrobić. Zabawnie też było na strzelnicy takiej rozstawionej z okazji jakiegoś festynu. Zauważyliśmy z tatą, że broń była niewyregulowana, więc jak ktoś próbował strzelać w środek tarczy, to pociski leciały wyżej, ponad tarczę. Strzelaliśmy razem z tatą, wszystkie pociski trafiły w tarczę, a ten facet prawie padł na zawał, bo nikt nigdy nie pomyślał, że wiatrówka była źle ustawiona i że trzeba było celować dużo niżej i bardziej na lewo.
    Ahhh, rozmarzyłam się i nabrałam ochoty, by iść na strzelnicę. xd
    Jak tam ci minęły święta, dostałaś jakieś prezenty? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję i cieszę się, że szablon się podoba. xd Jednak coś mi w nim nie pasi i nie wiem co. Chciałam zrobić coś innego, ale wyszło mi podobne dziadostwo, tylko w innym układzie. Life happends. XD
      I kurcze uprzedziłaś (SPOILER ALERT) to, co będzie później. Taaak, specjalnie nie piszę co, by się nie zdradzić AŻ TAK bardzo ale cholercia. Każda z kwestii będzie poruszona. Czy to później, czy wcześniej. Więcej nie powiem, ale chciałam wyjaśnić, by potem nie było zawodu. ^^"
      Hidan i Sakura to moje ulubione skrzyżowanie osobiście. Baaa, niejednokrotnie mam ich shipping w głowie tutaj. Tak bardzo ich przekomarzanie by pasowało. :D Ale mam dla nich nieco inną rolę. Hueheh. Kurde, jestem zła. Nie wiem, czy powinnam pisać te wszystkie rzeczy w sumie. ;-;

      Ożesz! Osobiście nie słucham Sia (Sii?), ale ten utwór tak bardzo mi tutaj pasuje! Whoaaa. Hm. Jeśli uda mi się wygrać walkę z odtwarzaczem online (bo z niewiadomych mi przyczyn musi kolidować z jakimś innym skryptem, którego użyłam), to wrzucę ten utwór tutaj. Nie ma, kurde, innej możliwości.

      Dzięki wielkie w ogóle za tak ogromny komentarz! Kurczę, dzięki właśnie takim, wiem co jest okej i czy czegoś nie przeoczyłam. <3

      No to idź! Nie ma co się zastanawiać. Zwłaszcza, jeśli rzeczywiście tak dobrze Ci idzie. Prywatnie dowiedzieć się gdzie jest, albo zapisać się do jakiegoś towarzystwa i tak rozwijać się dla samej siebie.
      Nah, chciałabym zobaczyć miny wszystkich wtedy. Musiały być takie, których się nie zapomina. xd
      Sama właśnie też chodziłam w szkole średniej na strzelnicę i taaaaaak. Ta radość! Coś niesamowitego. A jak można pozbyć się przy tym wszystkich stresów. Co prawda właśnie też wiatrówka, ale jednak.
      Ale jeszcze co do tamtego faceta na festynie. Zapewne mało osób, które miał okazję spotkać kiedykolwiek wcześniej trzymało broń. Łatwy interes, jak ktoś się nie zna. Nieeestety. Ale jeszcze większa satysfakcja, gdy takiemu się utrze nosa. :D

      A mi święta minęły bardzo, baaardzo szybko. Jak dzisiaj powiedziałam do mamy, że jest środa, to zawahałam się. " Czy ja dobrze powiedziałam - środa?" I takie. Waaaaaaaaat?
      A prezenty tak. I to bardzo udane! Od chłopaka przede wszystkim, który pomyślał o mojej streamerskiej naturze i kupił mi kamerkę oraz mikrofon do nagrywania. Chciałam go udusić. xd
      A Tobie jak minęły święta i jak prezenty? :d

      Usuń
    2. I znowu się zdziwiłam, kiedy weszłam na stronę. Właśnie słuchałam sobie Sii, tylko The Greatest, które w sumie też pasuje do opowiadania, a nagle słyszę Unstoppable. Fajnie, że umieściłaś tutaj tę piosenkę, bo uwielbiam Się i z wielką chęcią będę tego tutaj słuchać. ^^
      Oh, czyli zgadłam. I Sakura pewnie będzie mieć z tego powodu później problemy. xd
      Mam nadzieję, że będzie tutaj dużo Hidana. Jak go widzę to zawsze się uśmiecham. :)
      Postanowiłam właśnie pisać takie komentarze, bo na nie zasługujesz. Jak opowiadanie jest dobre to się aż chce pisać na jego temat. ^^
      W sumie to już raz byłam na strzelnicy w moim mieście i tam mi się właśnie tak bardzo podobało. Szkoda, że teraz na studiach mam mało czasu, bo naprawdę korci.
      Początkowo nikt nie wierzył, że to ja strzeliłam, ale jak widzieli wiatrówkę w moich dłoniach, to musieli uwierzyć. ^^
      To prawda, przy strzelaniu można się strasznie wyciszyć i uspokoić. ;)
      Ojj tak, utarcie temu facetowi nosa było nieziemskie. Może jeszcze jakby tylko jedno z nas strzelało, to uznałby to za przypadek, ale my stoimy obok siebie, strzelamy i każdy strzał zakończony w tarczy. ^^ Mam te tarcze u siebie w pokoju i czasami z duma na nie patrzę. xd
      Mi też minęły szybko. Więcej było przygotowań, niż samych świąt. Też miałam problem, z dniem tygodnia. Zwykle po niedzieli raczej przychodzi poniedziałek, a tutaj była środa. ^^
      Streamerska natura? Co nagrywasz? :D
      A ja dostałam kosmetyki, słodycze, książkę i pieniądze. No i perfumy, ale buteleczka wypadła z opakowania i się rozbiła. Dywan pięknie pachniał. :)

      Usuń
    3. A z chęcią przesłucham. Od niej znam tylko Chandelier. A radia nie słucham, więc tego. xd Spotify only i co wynajdę.

      A jak to wyjdzie z Sakurą, to się wyjaśni w siódemce już. :D Chcę nieco przyspieszyć tempa, bo to co teraz się dzieje, jest i tak wciąż tylko wprowadzeniem.

      I oh, dziękuję Ci ślicznie! Cieszę się, że tak uważasz. c:

      Ale może za niedługo będzie akurat okazja? Sesja incoming, to jeśli nie będziesz zmuszona pisać wielu egzaminów (nie wiem, jak u Ciebie to działa), to pozostaje wtedy wolny czas. To może..? ;)

      A streamuje głównie lola na twitchu. Może znów się przekonam do csa. Może Fortnite? Bo ostatnio jest na topie. Więc to tak w sumie co wyjdzie. :D

      Ojoj, to szkoda tych perfum! ;-;

      Usuń
    4. U mnie podobnie, radia nie słucham, używam Spotify i dodatkowo piosenki znajdywane na Youtube, głównie za pomocą AMV. :)
      W sumie to egzaminów za wielu nie mam, ale esej z filozofii i przeczytanie 4 książek, z tego dwóch archeologicznych mnie na pewno wyczerpie. :(
      A jak się nazywasz na twitchu? Może wpadnę. ^^
      Babcia powiedziała, że nie daruje i mi już kupiła nowe. xd

      Usuń
    5. A, no to wiemy o co chodzi. ;)
      Ojojojoj... No to współczuję. Ja mam teraz sporo przed sesją do zaliczenia, ale jednak. ._. To powodzenia tam!

      Uh, to bardzo miło z jej strony. Tyle dobrego. :d
      A twitch: twitch.tv/shayennu
      Zapraszam, zapraszam. ;)

      Usuń
    6. Kochana, a jeszcze tak zapytam. Dzisiaj przeczytałam rozdziały na ai-o-isoide i jestem bardzo ciekawa, czy będziesz jeszcze kontynuowała to opowiadanie. Bardzo mi się spodobało. :)

      Usuń
    7. O, to cieszę się. c: Zapewne tak. To moje pierwsze, poważne opowiadanie, więc mam do niego sentyment. Nie mniej jednak parcie na nie mi nieco zmalało. ;-;

      Usuń
  3. TO BYŁO NIESAMOWITE!
    Scenka na tym korytarzu to takie mocne miodzio, że ja to cała w skowronkach! Bardzo mnie to jara! I jeszcze to, że pokazałaś to z perspektywy Itachiego. NO BOMBA! Ich relacja mnie intryguje, no a przy końcóweczce to ja o mało z zachwytu nie piszczałam, mając takie NOW KISS! Jeny, drażni mnie, że oni się wstrzymują z tym. Itaś może się czegoś obawia i dlatego jakoś wstrzymuje się z tym, żeby się do niej zbliżyć.
    Scena na strzelnicy ogóle sama w sobie mi pewien pomysł podsunęła xDDDD
    Jeny no rozdział bardzo mi się podobał, teraz będę tylko jak na szpilkach siedzieć i czekać na siódemkę. JEEEENYYYY.
    I długość też mnie satysfakcjonuje. Nawet bardzo! <3

    Buzia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naaaah. Dziękuję! <3
      Powiem szczerze, że chodziła mi ona po głowie długo, długo. :D Ale to, że była z perspektywy Itasia, to jakoś tak wyszło. Pasowało mi tutaj pokazać to, jak on to widzi. :D
      I tak jakoś... też chce już ItaSaku w pełnej parze ale no cholercia. Nie ma tak łatwo. Oni taaaaaaką dziurę będą musieli przebyć. xd Sorki!
      A co to za pomysł? Czyżbym mogła się spodziewać jakiegoś ItaSaku mooooże od Ciebie? :D Czy to jednak nie to? XD
      Ajś, to siódemkę już staram się pisać, pisać. Utknęłam troszkę ale wybrnę z tego. Obiecuję ją szybciutko!
      <3

      Trzymaj się!

      Usuń
    2. Oj Kobietko, Twoje ItaSaku to jedyne z jakim mam styczność, niech tak zostanie XD Bo zapewne innego nie tknę :p Pomysł, jak to u mnie. dotyczy SS XDDDDDDDDD

      Ale jeny, serio mam ochotę na więcej ich tutaj o, w tym klimacie itd. Bo są cudowni!

      Usuń
    3. Nach, a miałam nadzieje na IS. xd Nie mam nic nowego pod ręką, a z niektórych opowiadań wyrosłam. Za nic nie jestem w stanie znów ich przeczytać.
      Ale Twoim SasuSaku nie pogardzę. Ooooo, co to to nie. :D

      Będą!

      Usuń
  4. Ale się działo! Rety, aż nie wiem, od czego zacząć. XD
    To najpierw się przyczepię do jednej kwestii. Podczas tej nieprzyjemnej sytuacji na korytarzu Pain powiedział Itachiemu, że może się zając oprawcami, bo dotykali jego własności. I tak się zastanawiam, czemu on to powiedział. To o własności Itachiego. Czyżby razem ustalili, że Uchiha ma się "opiekować" Sakurą? Jeśli tak, to kurczę, nie przeszkadza mu to? Bo przecież Sakura jest dla niego ważna, a jakby nic oddaje ją, wręcza rzca w objęcia Uchihy. xDDD Ja sobie tylko domniemam, czy jakoś to rozwiniesz, czy to tylko jednorazowe... Ale możesz mnie oświecieć, będę wdzięczna. :D
    No i w sumie odniosłam wrażenie, że Pain wcale nie jest taki opanowany i chłodny, i łatwo go jednak odczytać. Choćby to, jak wkurzył się na Ino i nagle zlecił jej jakies dodatkowe misje. W ten sposób tylko pokazuje, że Sakura jest jego słabością... :(
    Ale Temari nadal nie ogarniam. Za nic. W dodatku jest taka wulgarna, rany... :( Ogólnie w tym rozdziale było dużo przekleństw, co mnie trochę, hm, no nie lubię bluzgów. W małych ilościach - OK, ale w dużych, to dla mnie za dużo i w sumie przez to niekoniecznie dobrze mi się czytało. Ale zjadę sobie sprawę, że w tego typu opowiadaniu to nieuniknione.
    No i fajnie, że opisujesz treningi Sakury, bo byłoby słabo, gdyby tylko postanowiła się zmienic i następnego dnia już była zmieniona xDDD A tak przynajmniej widać, że to człowiek, który z całych sił walczy.
    Pozdrawiam i życzę weny! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie specjalnie potraktowałam nawet to słowo kursywą. XD Chciałam to wyjaśnić na końcu rozdziału, ale chciałam się przekonać jaki odzew będzie na to. :D Ogólnie powiedział "Twojej", bo byli na korytarzu. Każdy mógł ich usłyszeć. W końcu oni ich przypadkiem znaleźli, to dlaczego ktokolwiek inny nie miałby?
      Gdyby to Nagato się z nimi rozprawił, a nie Itachi, do którego ona podobno należy, byłoby wielkim znakiem zapytania. W końcu dlaczego on miałby załatwiać jego sprawy?
      Także to o to głównie chodziło. A kwestia tego, że jest tak wyrzucana w objęcia Uchihy też będzie. Wohoooo, później, bo zamierzam to wykorzystać do moich niecnych (buahaha) celów. xd
      Ogólnie Nagato ma zaufanie do tych, którzy byli naokoło, więc mógł sobie nieco więcej pozwolić. Dodatkowo to tylko spostrzeżenia Sakury bo wie, na co zwracać uwagę. Zna go. Dla innych jego uczucia nie są tak oczywiste. Tylko kurde chyba powinnam to jakoś podkreślić. Damn. XD
      Przepraszam, że tak rzucałam przekleństwami. Niestety właśnie założyłam, że nie będą mówić "och jakie to okrutne", czy "oh, jakie to niegodziwe", a będą jechać ostro. I tego teges. ^^" W siódemce jest tego nieco mniej, ale też pozwoliłam sobie w paru chwilach na rozwiązłość języka. Cóż, głównie narratora.
      A historia Temari będzie wywleczona oraz to, dlaczego jest tak wulgarna. Ogólnie mam zamysł by wrzucić Sakurę do samochodów, więc jej obecność w warsztacie będzie konieczna. :D
      Oj, to fakt. Też nie lubię takiego hop siup. Ale teraz wychodzę troszkę na hipokrytkę (siódemka, nanananana), ale nie będzie tego aż tak bardzo. xd

      Również pozdrawiam i dziękuję! :3

      Usuń
  5. ZAKOCHAŁAM SIĘ W PIOSENCE!
    Ale ta Sia tu pasi!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Wybacz,ale jestem zbyt leniwa,żeby komentować wszystkie rozdziały po kolei XD Opiszę Ci jak to wyglądało z mojej strony : wpisałam w google " Sakura Akatsuki" mając nadzieję,że znajdę jakąś perełkę.Ostatnio nie mogę znaleźć nic nowego,a jak już znajdę to...no cóż,Sasuke jest frajersko romantyczny i kochany. Nie nie. Itachi zaś jest jeszcze bardziej romantyczny,kochany i w ogóle jednorożce i tęcza.
    Przeczytałam prolog,po którym pomyślałam : "to będzie dobre". Niestety,oprócz wstępu jest tu tylko 6 rozdziałów. Za każdym kolejnym modliłam się,że jednak magicznie jakoś znajdę +10 rozdziałów XD
    To jest takie...inne. Zakochałam się tutaj w Itachim,a jeszcze bardziej chyba w Hidanie,Nagato i Naruto. Mimo,że ten ostatni nie pojawił się jakoś bardzo często,to jednak oczarował mnie. Nie zrobiłaś z niego debila,kretyna za przeproszeniem. A Sakura ?Żadna wojowniczka,po prostu słaba jednostka. Poza tym : Temari.To chyba 1 opowiadanie,w którym mimo swojego charakterku,który zazwyczaj akceptowałam,ba,wręcz uwielbiałam, nie pozostawiła po sobie dobrej opinii.
    Kolejna sprawa to scena z koszulką z poprzednich rozdziałów. Coś w stylu : jeżeli dał ci swoją koszulkę,jesteś jego.Nie chcę użyć słowa piękne. To jest po prostu seksowne. Myślę sobie : cholera,Wiktoria,nigdy na to nie wpadłaś! Niby tak prosta sprawa,a jednak działa na ludzi.
    Złapałaś mnie, Shayen. Jako,że mój blog jeszcze nawet nie istnieje,nie mogę Cię prosić o powiadamianie mnie. Jednakże,dodałam sobie Ciebie do mojego magicznego dzienniczka,gdzie zapisuję takie perełki jak twoja.
    Czekam z niecierpliwością na numer 7.
    + uzależniłam się od piosenki. I od szablonu. KOCHAM.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. + dzięki twojemu opowiadaniu,na nowo zakochałam się w ItaSaku,mojej pierwszej miłości za czasów małolata XD Dziękuję za to opowiadanie :3

      Usuń
    2. Ojojoj. Nawet nie wiesz, jak mnie zaskoczył (pozytywnie!) Twój komentarz. Dlaczego? Patrzyłam jeszcze raz jak zaczęłam to wszystko rozwijać, chce przeczytać komentarze do niego i... zonk! Aż weszłam raz jeszcze na główną, by sprawdzić SUMĘ komentarzy. No, także tego. c;

      Nie przejmuj się brakiem komentarza do innych rozdziałów. ;)
      Może zajadę szablonowo, ale szczerze(!): nawet nie wiesz, jak cholernie miło mi się zrobiło, że moje wersje tych postaci tak bardzo Ci przypadły do gustu. Po prostu byłam zmęczona pokazywaniem ich ciągle w tej samej otoczce, czy tylko w samych superlatywach. Nie mówię, że to złe! Co to to nie, ale też przydałoby się coś innego, prawda? Chciałam coś z pazurem i właśnie mam potwierdzenie, że rzeczywiście to wychodzi. Dzięki! Naprawdę.
      W ogóle mi miło, że całe to opowiadanie Ci się spodobało. I do tego i szablon i muzyka! Ajajaj.
      Akcja z koszulką była moim małym asem. Heheh. :D

      Za pisanie rozdziałów będę się brała ostro po sesji, więc zobaczysz, te 10 więcej będzie szybciej niż się ktokolwiek spodziewa. Byle do środy. :3
      Jeżeli chciałabyś mieć najpewniejsze informacje o Sought, czy innych blogach (szykuje się długa partówka ItaSaku, więc również zapraszam; teraz już ma 56 stron, a to nie koniec ;-;) to zapraszam na fb. Tam od razu leci informacja o nowym rozdziale. :)

      Mam nadzieje również, że rzeczywiście założysz bloga! Mało teraz jest, tak jak wspomniałaś, nowych wartych swojej uwagi. A może?

      Ah, i to ja dziękuję! To właśnie dzięki takim komentarzom ma się siłę pisać dalej. To jest taki napęd, że tego nie da się opisać. To trzeba po prostu poczuć. :3 [Również ItaSaku jest moją miłością od ohoho, dawnych czasów. Łączmy się! Heh. ;)]

      Również pozdrawiam i obiecuję siódemkę już niedługo. :3

      Usuń
    3. Ah! I jeszcze co do Temari. Mam względem niej jeden malutki plan. Ale cii.

      Usuń
  7. Zauroczyłam się :) Moja ulubiona tematyka i Itachi <3 Kiedy czytam twój opis Akatsuki to mam ich przed oczami :D Według mnie wszystko idealnie i czekam na następny rozdział :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Whoa. <3 Cieszę się bardzo!
      Będzie już niedługo, obiecuję.
      Pozdrawiam również! :*

      Usuń
  8. Zdecydowanie najdłuższy i najlepszy jak dotąd rozdział.
    No bo dużo Itasia, i ja to kocham <3
    Ale nie no, serio. Fajne przedstawienie słabej, a później zdeterminowanej Sakury. Jestem ciekawa, co Itaś zrobił tym typkom, którzy odważyli się ją tknąć. Szkoda, że nie opisałaś tego, byłoby spoko :P ale może dowiem się później :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, będzie wzmianka o tym. Już sobie nawet zaplanowałam jak. :D Ale definitywnie będzie to w baaaaaaaaaardzo późniejszych rozdziałach. :d

      Usuń
  9. Rozdział cholernie długi, więc czytałam go na raty.
    Ale bardzo mi się podobał. Jestem ciekawa, jak rozwinie się Sakua. :) Ta akcja z napaścią mocna, ale wiedziałam, że Itachi się pojawi. :D I podobała mi się jego perspektywa. Jestem ciekawa, co Itachi zrobił temu gnojkowi, co molestował Sakurę. ;)
    I żal mi Ino. Rozumiem, że miała chrnić Sakurę, ale ich było więcej. :c Z drugiej strony Nagato nie jest typem, który pobłaża. To dobrze. ;)

    OdpowiedzUsuń

Na podstawie Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631 oświadczam, że wszelkie prawa do publikowanych przeze mnie materiałów należą wyłącznie do mnie i niniejszym nie udzielam zgody na wykorzystywanie moich materiałów do jakichkolwiek celów bez mojej zgody.