ch 4 10%
korekta 0%

aktualizacja 20.10.2017
Ostrzeżenie! W opowiadaniu pojawiają się przekleństwa i sceny +18!
Treść przeznaczona głównie dla dorosłych czytelników. Nie biorę odpowiedzialności, jeżeli ktokolwiek niepełnoletni to przeczyta.

Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 19 września 2017

Ch 3

Nie wiem, jak długo spałam. Pamiętam tylko potoki łez, wycieńczenie i rezygnację. To ta ostatnia pozwoliła mi ostatecznie zasnąć niespokojnym snem. Ułożyłam dłoń na czole, gdy drugą rozciągnęłam w poprzek łóżka. Wpatrywałam się w biały sufit, gdy mój umysł ogarniała pustka. Nie myślałam o niczym, nie przejmowałam się również ani jedną rzeczą. Koniec końców, nie wiedziałam już czym mam się martwić. Było tego za wiele. Podniosłam się do siadu i rozejrzałam po pomieszczeniu, lekko zaspanym wzrokiem. Przetarłam oczy zewnętrzną częścią lewej dłoni, gdy drugą się podparłam. Po prawej miałam drzwi, a klucz wciąż tkwił w zamku nienaruszony. Naprzeciwko stała szafa i regały, na których nic się nie znajdowało. Pokój wydawał  się tak pusty i bez duszy. Zwykłe pomieszczenie z paroma meblami. Obejrzałam się w drugą stronę i zauważyłam mały, węższy korytarzyk, wewnątrz którego, na prawej ściance znajdowały się ciemne drzwi. Wstałam pomału i stawiając krok za krokiem podeszłam do nich. Wyciągnęłam dłoń i pociągając za klamkę moim oczom ukazała się mała, jasna łazienka. Białe, proste kafelki były na ścianach, natomiast podłoga była identyczna. Całą szerokość pomieszczenia na przeciwko zajmowała wanna, po prawej stała umywalka, a pod nią szafeczka. Za drzwiami odnalazłam toaletę. W kącie stało duże lustro, oparte jedynie o ścianę. Nie chciałam nawet wiedzieć, jak wyglądam. To jak się czułam mi wystarczało. Sprawdziłam szuflady i znalazłam w nich czyste ręczniki. Wrzuconych tam było też parę kostek szarego mydła. Przemożne pragnienie kąpieli ogarnęło mnie ponad wszystko inne. Przegnało zaspanie, obojętność, czy jakiekolwiek inne emocje.
Zaczęłam wlewać wody do wanny. Rozebrałam się pospiesznie, nie zwracając nawet uwagi na to, gdzie rzucam rzeczy. Chwyciłam jedynie jakiś pojedynczy ręcznik, mydło wrzuciłam do wody i zaraz sama się w niej znalazłam. Odetchnęłam z przyjemnością, gdy poczułam, jak rozkoszne ciepło rozchodzi się po moich nogach. Wanna nie zdążyła się jeszcze napełnić, ale ta odrobina przyjemności wystarczyła, bym całkowicie się zapomniała. Zmrużyłam oczy i zgarbiłam się.  Zamoczyłam ręcznik i przycisnęłam do piersi, wyciskając go. Zadrżałam. Z westchnięciem zrobiłam znów to samo. Tyle dni minęło odkąd miałam styczność z wodą.. Pozwolono nam się tylko jeden raz umyć, przed samą rozprawą. Woda była jednak lodowata. Nie wytrzymałam w niej nie więcej, niż pięć minut.
Zanurzyłam się po sam czubek głowy, gdy zakręciłam kurki. Wzięłam głęboki oddech i znalazłam się pod wodą na parę chwil. Miałam zamknięte oczy; czułam tylko przyjemne ciepło na całym ciele. Na nim się skupiłam i czerpałam radość z tak banalnej czynności, jaką jest kąpiel.
Po pewnym czasie zaczęłam się szorować mydłem. Wróciła do mnie bezlitosna świadomość tego, gdzie się znalazłam. Radość z odnalezienia chrzestnego nie przesłaniała innych, ponurych faktów. Nie miałam się dokąd podziać; nie mogłam nigdzie wyjść, bo zaraz byłabym ponownie uwięziona. Moją twarz znano wszędzie i będzie od teraz kojarzona jedynie ze światkiem przestępczym.
Zastanawiało mnie, jak On się tutaj znalazł. Nie miałam o nim żadnych wieści. Nie widziano go, a rodzice nie odpowiadali na żadne moje pytania. Nawet szukając go na własną rękę, wszystkie poszlaki trafiały ostatecznie w martwy punkt, z którego nie mogłam ruszyć dalej. Oblewałam się cały czas wodą, chcąc zrobić coś z rękami. Przyjemne uczucie łagodziło moje zszargane nerwy, jednak nie byłam w stanie zapomnieć o tym wszystkim. Co musiało się wydarzyć, że stał się tym, kim jest? Co musiał zrobić aby zasłużyć. Wzdrygnęłam się na samą myśl, a obraz krwi na podłodze mignął mi w wyobraźni. Kogo zabił? Co popełnił? Jego zimna postawa, której byłam wcześniej świadkiem, jasno dawała do zrozumienia do czego jest zdolny. Nie łudziłam się, że z innymi jest inaczej. To bezwzględni ludzie, kierujący się swoimi pobudkami. Najbardziej przytłaczała świadomość, że Nagato był z nich wszystkich najgorszy. Wiedza, że miał w sobie choć trochę człowieczeństwa dawała mi nikłą nadzieję, że nie jest dla niego za późno. Był w stanie zdobyć się na czułe gesty – pozostawał więc człowiekiem.
Krew.. tyle krwi. Bezlitosny obraz pojawił się w mojej wyobraźni. Dwa ciała na podłodze. Zrobiło mi się niedobrze. Pokręciłam zamaszyście głową.
Nie pomyślałam ani razu o niej.. Ani o tym co musi przechodzić. Moja biedna Yuri. Byłam tak zaabsorbowana tym wszystkim dookoła, że zapomniałam o najbliższej mi osobie. Ona jako jedyna zawsze wiedziała, jak jest naprawdę. Znała całą mnie. Ja znałam ją. Pojedyncze myśli i troska o nią, co musiała przeżywać, przetaczały się po moim umyśle. Serce boleśnie się ścisnęło. Ból, że nie mogę jej powiedzieć prawdy, rozdzierał mnie od wewnątrz.
Miałam ochotę ponownie się rozpłakać. Zacisnęłam jednak mocno dłonie, aż mydło znalazło się pod moimi paznokciami. Zagryzłam mocno zęby i wymierzyłam sobie mentalny policzek. Będziesz się tak nad sobą użalała? Dalej, może pokaż jeszcze innym, jaka jesteś beznadziejna. Z determinacją, ponownie zaczęłam szorować skórę. Brutalnie wcierałam szorstkie mydło, aż ramiona mi poczerwieniały.
Wychodząc z wanny skrzywiłam się na myśl, że będę zmuszona ponownie założyć na siebie brudne rzeczy. Oddałabym wszystko aby mieć choć czystą bieliznę. Wciągając na siebie szybko czarne spodnie i bluzkę, weszłam do pokoju. Wycierając włosy ręcznikiem podeszłam zdecydowanym krokiem do szafy i otworzyłam ją. Zaczęłam przetrząsać szuflady i szafki, w poszukiwaniu czegokolwiek zdatnego do ubrania. Na nic. Wszystko jak było puste, tak dalej pozostawało. Z irytacją rzuciłam mokry ręcznik na łóżko. W tym samym czasie usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi. Zastygłam w bezruchu, a moja głowa odwróciła się  w tamtym kierunku. Serce zaczęło mi szybciej bić z niepewności. Nagato wspominał, że nikt tu się nie kręci bez celu. Nie odzywałam się. Oczekiwałam, czy może nieproszony gość sobie pójdzie. Słysząc głos, który za chwilę się rozległ, moja chęć otwarcia drzwi zmalała zupełnie do poziomu minusowego.
- Skarbie mój najdroższy. Otworzysz? – Głos na pewno należał do Hidana. Nie miałam co do tego nawet wątpliwości. Ponownie uderzył dłonią. – Hej! – Znów stukot drzwi rozniósł się po pokoju. Zza nich usłyszałam niecierpliwe westchnięcie.
- Odejdź. – Odkrzyknęłam stanowczym głosem. Dziękowałam bogom, że nie zadrżał.
- O, a jednak tam jesteś. – Odezwał się sztucznie radosnym tonem, że aż się skrzywiłam. Nie wiedziałam czego chciał ani jak się dowiedział, że tutaj jestem. Zdecydowanie nie byłam skłonna mu otworzyć. Nie ufałam mu ani trochę. – Chodźże. Pain urwie mi jaja, jeśli Cię nie odprowadzę na miejsce. 
- Pain?
- Twój.. Nagato. – Imię wypowiedział nieco przyciszonym głosem. Jakby się obawiał, że ktoś go usłyszy. Zagrzmocił po raz kolejny w drzwi. – Słyszysz ty mnie? Wbrew pozorom chce zachować całkowicie cały swój osprzęt. Jeszcze mi się przyda. – Słysząc przekleństwa i kolejne hałasy chwyciłam się za skronie. Pomasowałam je lekko i zrobiłam ostatnią rzecz, za jaką bym siebie podejrzewała. Z myślą, że będę tego żałować otworzyłam drzwi.
Stał przede mną zupełnie inaczej ubrany, niż go wcześniej widziałam. Zdecydowanie się odświeżył, a czarna koszula rozpięta była do połowy torsu. Bez problemu dostrzegłam pod nią zarysy mięśni. Odwróciłam pospiesznie wzrok na bok. Rzucił mi się w oczy przyczepiony do jego pasa nóż oraz pistolet. Zagryzłam dolną wargę i z zaciętym spojrzeniem, ostatecznie zdecydowałam się podnieść głowę. Uśmiechnął się do mnie szelmowsko, a jego ręka powędrowała na futrynę, o którą się oparł na przedramieniu. Drugą dłonią podparł drzwi, abym nie mogła ich zatrzasnąć.
- No proszę. Owieczka odważyła się otworzyć. – Wpatrzył się w kropelki wody, które spływały mi po szyi i znikały w dekolcie. Byłam tego cholernie świadoma i żałowałam w tamtym momencie, że zamoczyłam włosy.
- Możesz z łaski swojej się przestać gapić? – Skrzyżowałam dłonie pod biustem. Gdy się wyprostował i położył dłoń na pasie spodni, na jego twarzy wciąż błąkał się uśmiech. Patrzył mi cały czas w oczy i przez ułamek sekundy pomyślałam nawet, że jest przystojny. Zaraz jednak oprzytomniałam, besztając się.
- Chodź. – Odwrócił się do mnie plecami i zrobił krok do przodu.
- Gdzie znowu mam iść? Jakoś mi się nie podobasz, jako przewodnik. – Wykrzywiłam usta w grymasie, gdy odwrócił głowę do tyłu.
- Słuchaj mała. – Zniżył głos. – Lubię Cię, ale jak mnie zdenerwujesz nie będę patrzył na to, czy jesteś ważna czy nie. Nie mam teraz cierpliwości. – Jego sylwetka w pełni zwróciła się do mnie, a ja wciągnęłam powietrze. Patrzyłam w napięciu, jak podchodzi drażliwie powoli. Trzymałam klamkę drzwi, ale wiedziałam, że mam zbyt mało czasu, aby zatrzasnąć je przed nim. Korytarz i pokój nagle wydały się bardzo malutkie. Świadomość, że nie mam gdzie uciec, sprawiła, że czułam się jak spłoszone zwierzę. On był na polowaniu, a ja byłam ofiarą. Zacisnęłam mocno powieki i oczekiwałam, nawet nie wiedziałam na co. Wzdrygnęłam się, gdy zaczesał mi pieszczotliwie włosy za ucho. Jego kciuk popieścił mnie po policzku i nagle zapomniałam jak oddychać.
- Chodź. – Wyszeptał mi, niczym kuszącą obietnicę, do ucha. Przeszedł mnie dreszcz przerażenia. Od kręgosłupa, aż po całe ciało. Oddalił się ode mnie z ponurym śmiechem. Zaczerpnęłam łapczywie powietrza czując, jak powoli mi go brakuje. Otworzyłam oczy, a on szedł powoli wzdłuż korytarza. Chwyciłam się za serce. Nie miałam najmniejszej ochoty iść z nim gdziekolwiek, choćby i na rozkaz Nagato. Przecież powinien wiedzieć kim on jest.
- Ruszysz się w końcu, czy mówię może do różowej laleczki? – Zmrużyłam gniewnie powieki. Strach przemieszał się z irytacją. Pieprzyć to. Najwyżej to ja go wykastruję. Ruszyłam za nim sposępniała, zamykając drzwi na klucz.


Światło, które wpadało do obszernego gabinetu, sprawiało, że wydawał się on jeszcze większy. Potężne regały zapełnione opasłymi tomami zajmowały obydwie szerokości ścian, po lewej i prawej. Okna za biurkiem, które znajdowało się pod nimi, były olbrzymie. Pomieszczenie było puste, zaraz jednak weszła do niego trójka osób. Wysoki mężczyzna stanął koło obrotowego krzesła, gdy pozostała dwójka stanęła przed nim. Kobieta założyła ramiona na piersi, a jej urodziwą twarz wykrzywiał grymas wściekłości.
- Coś Ty narobił? Miałeś to wygrać. Wygrać. – Wysyczała.
- Widziałaś nagrania. – Odpowiedział za to, jakby miało to wszystko wyjaśnić.
- Chrzanić je! – Uniosła się. Małżonek położył jej dłoń na ramieniu z zaniepokojeniem. – Wygrywałeś o wiele trudniejsze sprawy. – Warknęła. – Nagle oniemiałeś?
- Zdarza się najlepszym.
- Zdarza się? – Zakpił drugi mężczyzna. – Wiesz, jakie to teraz pociągnie za sobą konsekwencje? To nie jest byle wybryk dziecka.
- Jesteś najlepszy! Nie zależy Ci choć na swojej reputacji? – Kobieta uderzyła dłonią o biurko, zrzucając brutalnie tę męża z siebie.
- Nie dbam o reputację. – Wyprostował się i zaczął z ignorancją układać porozrzucane dokumenty z biurka. – Odrobię to w trakcie innych rozpraw.
- Dostał pan pieniądze w zamian za gwarancję sukcesu. Widocznie przyjdzie nam drogo zapłacić za ten błąd. – Mówiąc te słowa zaczął się kierować w stronę drzwi. Widząc jednak, że jego żona nie podąża za nim odwrócił się bokiem z pytającym wzrokiem.
- Idź. Chcę jeszcze powiedzieć parę słów. – W odpowiedzi jedynie skinął głową, ponownie kierując się w do wyjścia. Po chwili zostali w gabinecie sami. Zmierzyła go ostro wzrokiem. Obserwowała te bardzo znajome rysy twarzy, czarne włosy. Ubrany był w elegancki garnitur. Na lewej ręce miał kosztowny zegarek, a przy mankietach znajdowały się ozdobne spinki. Był mężczyzną z klasą. Zawsze o tym wiedziała i nigdy nie dał jej tego zapomnieć. Nie ważne jak bardzo się oszukiwała, ona nie była taka choćby w małym stopniu. Mimo to arogancko unosiła głowę ku górze.
- Wiesz kim ona jest. – Spojrzała w jego oczy.
- Wiem. – Potwierdził skinieniem głowy.
- A mimo to pozwoliłeś jej…! – Obruszyła się. On jedynie wpatrywał się w nią beznamiętnym wzrokiem. Wskazał jej dłonią wyjście.
- Dziękuję za waszą wizytę ale jestem zajęty. Nie mogę wam więcej poświęcić czasu.


Szliśmy tymi samymi korytarzami, którymi prowadził mnie Nagato. W pewnym momencie jednak skręcił w jeden z zakrętów, a ja stałam się jeszcze bardziej podejrzliwa. Wpatrywałam się w jego szerokie plecy i zastanawiałam się, co do jego planów względem mnie. Szedł pewnie, włosy miał rozrzucone na wszystkie strony. Nie odezwał się do mnie ani słowem, odkąd wyszliśmy ze strefy prywatnej. Skrzyżowałam ramiona i dokładnie starałam się zapamiętać wszystkie szczegóły, by w razie konieczności puścić się pędem z powrotem.
Zatrzymał się przed jakimiś podwójnymi drzwiami. Zanim jednak nacisnął klamkę, dał mi jedną radę.
- Nie odzywaj się i postaraj się być obojętna. – I pchnął drzwi. Nie wiedziałam, o co mu chodzi do momentu, aż nie przekroczyłam progu. Zaczerpnęłam głęboko powietrza i rozejrzałam się po sporym pomieszczeniu. Po całej jego powierzchni porozstawiane były stoły, przy których siedziało parę osób. Sami mężczyźni. Każdy z nich wyglądał na niebezpiecznego, zwłaszcza, że niektórzy byli również uzbrojeni. Czułam się zagrożona. Dostrzegłam surowy wzrok Hidana i przypomniałam sobie jego słowa. Całą pozostałą siłą woli, starałam się opanować. Nikt nie zwrócił na mnie szczególnej uwagi. Czułam jednak wzroki skierowane w swoją stronę, gdy nie patrzyłam. Zmarszczyłam materiał spodni w dłoni, ze zdenerwowania. Po co mnie on tutaj przywlekł? Podeszłam za nim do drzwi kolejnego pomieszczenia. Otworzył je przede mną i poczekał, aż przejdę pierwsza. Oglądałam się za ramię nie ufając mu, jednak jego niezadowolony wzrok wbity był gdzieś w salę. Zwróciłam się przed siebie, a widok kuchni mnie zaskoczył. Otworzyłam szerzej oczy, odwracając się bokiem do Hidana. Pomieszczenie było puste.
- Lodówka jest po lewej. Zrób sobie cokolwiek i idziemy dalej. – Wyminął mnie, nawet nie patrząc i usiadł przy długim stole. Wyciągnął zza pasa broń. Obserwowałam go uważnie, nie wiedząc co mam z sobą zrobić. Nagle zrobił się bardzo zdystansowany. Teraz przerażał mnie bardziej, niż gdy drażnił się ze mną. Czułam, jak dłonie mi się pocą. Nie miałam pojęcia, jak mam się zachować względem niego, ani co odpowiedzieć. Ostatecznie ruszyłam niepewnie w kierunku, który mi wskazał. Usłyszałam zgrzyty i zerkając za siebie zauważyłam, jak rozkłada broń na części. Podniósł na mnie wzrok, a to, jak zimno na mnie spojrzał sprawiło, że się wzdrygnęłam. Irytujące. Ciągły strach był tak ujmujący. Ta niepewność sprawiała, że wariowałam. Kątem oka dostrzegłam zestaw noży ustawiony na tym samym blacie, przy którym siedział. Wewnątrz czułam beznadziejną nadzieję, że w razie czego mogę nimi rzucić.
 Chwyciłam za rączkę lodówki i poczułam, jak nagle żołądek mi się skręca na widok jedzenia. Pełno surowego mięsa, jakieś stare warzywa i parę jajek, w normalnych warunkach by mnie nie zachwyciły. Teraz byłam skłonna zjeść cokolwiek. Wzięłam trzy jaja i sięgnęłam po pierwszy rondel w pobliżu. Cały czas obserwowałam Hidana, czy siedzi dalej tam, gdzie wcześniej. On jednak nie zwracał na mnie zupełnie uwagi i sprawdzał dokładnie każdy element pistoletu. Rozejrzałam się dokładniej, już mniej onieśmielona. Oparłam się pośladkami o blat przy ścianie i krzyżując przedramiona, chwyciłam się za biodra. Naprzeciwko znajdował się mężczyzna, ładując magazynek przy stole. Za nim były kolejne, nieco węższe. Obok mnie była kuchenka i zlew. Pomieszczenie było mniejsze, ale zdecydowanie dłuższe od poprzedniego. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie przytłaczające, zgniłozielone płytki dookoła. Podrapałam się po policzku, patrząc na nie z niesmakiem.
Hidan wydawał się być.. czymś zaaferowany. Sprawnie sprawdzał ilość kul w magazynku wyciągając je, a następnie ponownie ładując. Przyglądałam się jego długim palcom, które zręcznie manewrowały drobnymi częściami. Cały czas jego wzrok pozostawał skupiony i jakby w ogóle nie zwrócił uwagi na pełno potencjalnych broni, które mogłabym wykorzystać przeciwko niemu. Z drugiej strony może nie obawiał się mnie. Czemu miałby? Byłam za słaba, aby go nawet popchnąć, a co dopiero na poważnie zaatakować. Jego muskulatura wyraźnie dawała mi to do zrozumienia. Mógłby zrobić ze mną wszystko, co tylko zechce. A jednak nie ruszył mnie. Przyglądając się mu, widziałam wyraźnie zarysowaną linię szczęki. Obojczyki wyraźnie odcinały się na skórze, a na szyi dostrzegłam drobny łańcuszek. Wcześniej nie zwróciłam na niego uwagi. Była na nim mała, okrągła zawieszka. Nie kojarzyłam symbolu, który był wewnątrz. Zaintrygowana zaczęłam bawić się włosami.
- Co? – Mruknął, nie podnosząc na mnie nawet wzroku. – Tak. Podobasz mi się, jeśli o to Ci chodzi. – Na jego twarzy przez chwilę zagościł w kącikach ust drobny uśmieszek. Tak szybko, jak się pojawił, tak zniknął. Zerknął znad rzęs na mnie. Spojrzałam na niego z pobłażaniem modląc się, aby to go nie sprowokowało. Nie będę się przed nim płaszczyć. Już raz dostał to, czego chciał.
- Czemu Ty potrafisz mówić tylko o jednym?
- Dobrze wiem co Ci chodzi po główce. – Mrugnął do mnie i zaczął składać wszystkie części w całość.
- To nie ja jestem… - Zacięłam się przy ostatnim słowie. Gwałcicielem. Podniósł brwi do góry w wyrazie kpiny.
- No kontynuuj. – Machnął ręką lekceważąco. Nie odzywałam się i wpatrywałam się w punkt nad jego głową. Chwyciłam się za ramiona i przytuliłam je do ciała. Miałam nadzieje, że nie dostrzeże mojego zdenerwowania. – Mówię różne rzeczy. Ostatecznie nie wiesz, jaka jest prawda. – Powiedział dobitnie. Zignorował mnie i sprawdził komorę. Szczęk zabrzęczał mi w uszach. Odłożył broń i chwycił za pierwszą z brzegu ściereczkę. Zaczął czyścić nóż. Ostrze błyszczało w świetle lamp.
Jakiś czas później, jeden talerz ustawiłam przed sobą, a drugi z jedną kromką chleba i jednym jajkiem postawiłam w nieznacznej odległości od jego prawej dłoni. Podniósł na mnie wzrok i z niemałą satysfakcją dostrzegłam, że go zaskoczyłam. Nie trwało to długo, bo bez słowa odstawił wszystko i chwycił za posiłek. Obrałam powoli jedno jajko. Widząc jego biel, moja chęć do jedzenia nagle zmalała. Zaczęłam wmuszać w siebie porcje, aby tylko wiedzieć, że cokolwiek przełknęłam. On jednak nie miał tego problemu. Zjadł wszystko o wiele szybciej.
- Dzięki. – Jego głęboki głos przeszył mnie na wskroś. Odwróciłam głowę w bok i wzruszyłam ramionami.

Weszliśmy do tej samej olbrzymiej hali, do której zaprowadził mnie wcześniej z Itachim. Teraz jednak było zdecydowanie więcej osób wewnątrz. Starałam się utrzymać neutralny wyraz twarzy. Nie czułam się tu bezpieczna, a przejawy jakichkolwiek emocji na pewno wykorzystano by przeciwko mnie. I tak już dużo pokazałam. Trzymałam się parę kroków za mężczyzną, aż nie zbliżyliśmy się do okrągłego centrum. Stał w nim Nagato rozmawiając o czymś z Itachim i kobietą o niebieskich włosach. Za nimi siedziała przy komputerze, jakaś inna dziewczyna. Była wyraźnie młodsza od tej pierwszej. Wyglądała na starszą ode mnie może o rok, czy dwa. Hidan podszedł bliżej, a do mnie dotarły strzępki rozmowy.
- Cały dostęp został zablokowany. Nikt nie powinien znaleźć, żadnych informacji. – Te słowa wypowiedział brunet i podał coś mojemu chrzestnemu. Nie zdążyłam dostrzec co to jest, bo schował to niezwłocznie do teczki trzymanej w ręku. Zwrócili na nas uwagę, gdy podeszliśmy blisko nich. Zauważyłam badawczy wzrok czarnowłosego i ciekawski kobiety. Głos zabrał jednak Nagato.
- Dobrze, że ją przyprowadziłeś całą. – Spojrzał na niego chłodno. On jedynie stał z cwanym uśmiechem. Jego humor całkowicie się zmienił, gdy wyszliśmy z kuchni.
- Jestem Konan. – Jako pierwsza odezwała się do mnie Ona i dostrzegłam, że z lewej strony ma przypięty papierowy kwiat do włosów. Wyciągnęła do mnie dłoń.
- Sakura. – Odwzajemniłam gest. Żadna jednak się nie uśmiechnęła, oceniając się nawzajem z dystansem. To była ta, o której wspomniał Nagato w drodze do pokoju. Była bardzo ładna, ubrana w czarną bokserkę i dżinsy. Nie nosiła żadnej broni. Dostrzegłam, że ma umięśnione ramiona.  Domyśliłam się, że w razie konieczności poradziłaby sobie. Nagato kiwnął głową do dziewczyny siedzącej przy aparaturze. Ona z lekkim ociąganiem wstała, patrząc na monitor i wstukując coś w klawiaturze. Ostatecznie jednak oderwała się i podeszła do naszej grupki.
- To Hinata. – Wskazał na nią podbródkiem. Miała długie, granatowe włosy, a jej oczy mnie lekko zaskoczyły, gdyż były prawie całkowicie białe. Odbijała się w nich tylko lekka szarość. Była podobnie ubrana do Konan. Ona jednak uśmiechnęła się do mnie.
- Cześć. – Kiwnęła mi ręką w powietrzu na powitanie. Skinęłam jej głową w odpowiedzi i też wykrzywiłam lekko kąciki ust. Zauważyłam, że Itachi zamierza coś powiedzieć, gdy na monitorze, przy którym wcześniej pracowała Hinata pojawiła się jakaś wiadomość, obramowana w czerwony kolor. Zmarszczył on brwi w zastanowieniu i ostatecznie nie powiedział nic. Dziewczyna widząc, że coś się dzieje, podbiegła pospiesznie do stanowiska. Po chwili wpisała parę linijek kodu i na ekranie za nią pojawiło się okno z popołudniowymi wiadomościami telewizyjnymi. Okręciła się na krześle. Nagato też się odwrócił i skrzyżował dłonie na piersi. Podeszłam do niego i stanęłam obok, wymijając czarnowłosego. Czułam jego obecność tuż za plecami. Zrobiło mi się troszkę niezręcznie. Moją uwagę jednak szybko zwrócił wyświetlany obraz.

Kobieta ubrana była w schludną, białą koszulę, a w ręce trzymała mikrofon. Wiatr targał jej starannie wymodelowanymi wcześniej włosami. Tytuł głosił o ich ucieczce z więzienia. Zbiegli: Uzumaki Naruto, Hoshigaki Kisame, Iwa Deidara, Yuga Hidan, Uchiha Itachi i Haruno Sakura. Chwilę potem scena się zmieniła i pod każdym nazwiskiem pokazane były ich zdjęcia, zrobione w trakcie rozprawy.  

- Pfy. Jak by nie mogli wybrać jakiegoś lepszego. – Zaskrzeczał Hidan. Odwróciłam się do tyłu, ale sylwetka Itachiego całkowicie zasłaniała mi wszystko. Na jego piersi opinała się biała koszulka i mogłam ocenić, że był bardzo dobrze zbudowany. Jak prawie każdy tutaj. Na biodrach miał czarne, wojskowe spodnie. Podnosząc głowę dostrzegłam jego obojętny wzrok i odwróciłam się spłoszona do przodu.

- Dzisiaj w godzinach nocnych zbiegli wyżej wymienieni przestępcy. Policja zgubiła ich trop na trasie I-45. Prosimy tamtejszych mieszkańców aby byli ostrożni. – Spikerka bez zająknięcia wypowiadała kolejne słowa.

Zmarszczyłam czoło w zastanowieniu. Trasa I-45 prowadziła na wschód albo zachód. Biorąc jednak pod uwagę, że przejeżdżaliśmy przez teren zbudowany, to jedyną opcją był zachód. W drugim kierunku rozpościerały się jedynie pola uprawne. Nie wiedziałam jednak, jak daleko od Tokio się znajdowaliśmy. Nie znałam terenów wojskowych, dlatego nie byłam w stanie stwierdzić zupełnie gdzie jesteśmy. Jeżeli wojskowi w ogóle udostępniali takie informacje. Zaniepokoiło to mnie. Byłam tu uwięziona niczym w zakopanej puszce.  

- Jeżeli ktoś posiada informacje, które mogą pomóc w śledztwie są proszeni o niezwłoczny kontakt z policją. Dziękuję. – Jej wypowiedź się skończyła. Obraz przeskoczył na kamerę ze studia.

Widziałam, jak Hinata już wpisuje kolejne dane, a na monitorze pojawiło się kolejne okno, zasłaniając poprzednie. Dźwięk całkowicie się wyciszył. Wystarczył mi jednak ułamek sekundy abym dostrzegła kwadracik ze znajomą twarz. Otworzyłam zdezorientowana usta i odwróciłam się gwałtownie w jej kierunku.
- Przełącz z powrotem! – Zażądałam lekko podniesionym głosem, przez co zwróciłam na siebie jej zdziwione spojrzenie. Czułam, jak pozostała czwórka też mi się przygląda. Hinata natomiast bez słowa ponownie zmieniła na poprzedni kanał. Podniosłam dłoń do góry i zagryzłam kciuk w poprzek. Jego bólem chciałam odgonić łzy, które wywołał obraz bardzo dobrze znanej mi twarzy.

- Nazywasz się Hana Yuri natomiast zbiegła Haruno Sakura była Twoją przyjaciółką, zgadza się? – Yuri stała dzielnie wyprostowana. Jej krótkie, karmelowe włosy powiewały na wietrze, zasłaniając zaróżowioną twarz. Dostrzegłam, że ma czerwone, podkrążone oczy i aż sapnęłam. Jej lico jednak pozostawało zacięte. Zaciskała usta w wąską linię.
- Jest moją przyjaciółką. Tak.
- Nie brałaś udziału w przesłuchaniu. Dlaczego? Mogłabyś być ważnym świadkiem, aby znaleźć więcej odciążających ją dowodów. – Bezlitosne pytanie padło z ust prowadzącej.

Nagle, jakby mnie olśniło. Dlaczego nie było jej wtedy w sądzie? To pytanie było bardzo celne. Ona wiedziała kim jestem i znała mnie bardzo dobrze. Jej słowa mogłyby coś wnieść. Nadzieja zakiełkowała w moim wnętrzu. Zaraz jednak mój zapał ostygł. Gdyby to było takie proste. Nagrania były niezbitym dowodem. Yuri może i mogła opowiedzieć, jaka byłam. Ale sąd mógł uznać, że mogłam ją oszukiwać. W końcu byłam oskarżona o morderstwo, a nie o kradzież. Wszystko mogło być ukartowane. My możemy wiedzieć jak jest. Osób z zewnątrz to nie obchodzi. Żadne słowa nie są w stanie zniwelować namacalnych faktów. Wszystko było tak wyraźne, że nawet ślepy by zobaczył. Kątem oka dostrzegłam uważny wzrok Nagato. Przyglądał mi się, patrząc to na ekran, to na mnie.

- Nie wiem dlaczego. Sama zgłosiłam się w tej sprawie. Nie dostałam jednak żadnego wezwania. – Skrzyżowała ramiona na piersi.
- Uważasz, że dziewczyna była w stanie rzeczywiście zabić?
- Sakura? – Zdziwiła się. – Oczywiście, że nie. Owszem, potrafi być twarda, gdy sytuacja wymaga swego. Ale znam ją. Nie skrzywdziłaby zwierzęcia, a co dopiero człowieka.

Zamknęłam oczy i odwróciłam się plecami do wszystkich. Pozostawałam jedynie twarzą do Hinaty. Nie dbałam o to, czy cokolwiek można z niej wyczytać. Yuri. Ona jedyna wierzyła we mnie do samego końca. Zacisnęłam pięści. Nie dostała żadnych wyjaśnień, ani żadnych informacji. Wszystko co wiedziała.. mogła bez przeszkód mnie znienawidzić, odwrócić się ode mnie. A jednak.. była wciąż moją przyjaciółką.
Podskoczyłam lekko, gdy poczułam dotyk na ramieniu. Zwróciłam swoją głowę w bok i dostrzegłam ciemne spojrzenie Nagato. Niepewna spuściłam wzrok. Szara płyta podłogi zdała się dla mnie bardziej interesująca, niż otoczenie.
- Chodź ze mną. – Nakazał i pociągnął mnie za ramię w nieznanym mi jeszcze kierunku. Przystanął jednak po paru krokach i odwrócił się nieznacznie do reszty. – Zajmijcie się wszystkim i załatwcie obstawę dziewczynie. – Wydał rozkazy nawet nie siląc się o proszący ton. On tu rządził, a inni wykonywali to, co zażądał. Nie chciałam znać konsekwencji, gdyby ktoś się sprzeciwił. Szłam tak zamyślona nie patrząc pod nogi, przez co potykałam się o wystające kable po drodze. Uścisk mężczyzny za każdym razem był co raz mocniejszy. Mijaliśmy stanowiska, przy których siedziała minimum jedna osoba. Zerkali na nas w zaciekawieniu, ale gdy dostrzegali wzrok Nagato, kiwali głowami i w pośpiechu zajmowali się swoimi obowiązkami. Obserwowałam to wszystko w ciszy, a w umyśle, pomimo licznych wspomnień, tylko jedno było całkowicie wyraźne – Yuri z podkrążonymi oczami, która stara się być dzielna.

Przyglądał się jej odkąd została przywieziona do aresztu. Początkowo dawała sobie bardzo dobrze radę z zaistniałą sytuacją. Był prawie na pograniczu podziwu, gdy tak bezprecedensowo odcinała się Hidanowi, za każdą jego odzywkę. Stawiała dzielnie czoło nieustępliwej matce. Nawet pomimo późniejszej wiedzy kim są, było w niej coś z chłodnej kalkulacji. Wszystko się zmieniło, gdy oglądała film z kamery przemysłowej. Widział jej szok i niedowierzanie. Zaprzeczenie na nic jej się zdało.
Miał ochotę rozprawić się własnoręcznie z Saiem i Kibą, gdy wychodząc dostrzegł ciała na podłodze. Mieli wszystko załatwić bez rozlewu krwi, ze względu na dziewczynę. Pain nie był pewny jej reakcji i takie spłoszenie jej, na pewno w niczym by nie pomogło. Zmierzył ich zimno wzrokiem po tym. Oni widząc to, natychmiast zniknęli mu z oczu. Wiedzieli, jakie konsekwencje mogą ich czekać, gdyby to on zabrałby się z ich ukaranie. Stał w hierarchii wyżej niż oni i miał do tego pełne prawo.
Obserwował ją, gdy podbiegła do Paina. Wiedział, że była ważna w sposób osobisty dla niego. Każdy z wewnętrznego kręgu zdawał sobie z tego sprawę. Mimo wszystko pozostawały osoby z zewnątrz, które bez względu na strach nie zawahałyby się zdradzić. On był od tego, aby ich likwidować. Pozostawał prawą ręką Paina.
Teraz stała zmieszana. Był w stanie dostrzec, że starała się być obojętna. Nie ważne jak bardzo siliłaby się, rzeczywistość jednak przedstawiała się nieco inaczej. Strach, niepewność, ból, nadzieja i wiele innych emocji przetaczało się na jej twarzy. Odczytywał je bez najmniejszego problemu i wiedział, że nie był jedyny.
Miała długie, różowe włosy i mógłby przysiąc, że gdyby wplótł w nie swoje palce, pozostawałyby mocne i miękkie. Była wysoka, ale pomimo to niższa od większości mężczyzn w towarzystwie. Długie nogi, krągły tyłek i biodra, wspaniały biust. Starał się nie przyglądać im dłużej, niż to konieczne, ale nie mógł ich zignorować. Swój wzrok zawiesił na drobnym nosku. Był lekko zadarty, a oczy były duże i wystraszone. Ich zieleń przepełniało tak wiele emocji. Była odważna, ale każdy ma swoje granice. Ona do nich dochodziła. Zaciskała nerwowo pełne, malinowe wargi. Była piękna. Pozostawała tak niezwykle niewinna. Nie wiedziała zupełnie, jak bardzo ten świat był brutalny. Z żalem uświadomił sobie, że będzie musiała porzucić tę niewinność, jeśli chciała przetrwać.
Jego twarz pozostawała zimna, ale z niepokojem obserwował kobiecą postać na ekranie i Sakurę. Jeżeli rzeczywiście była blisko z nią, komplikowało to wszystkie sprawy.

A: Zauważyłam, że co raz trudniej mi opisywać niektóre sceny. Głównie przez to, że nie wiem za co mam się zabrać podczas opisywania emocji. Staram się jak najlepiej oddać uczucia bohaterów, ale boje się, że w pewnym momencie coś schrzanię. Zdaje sobie sprawę, że za mało mam doświadczenia w tego typu tematyce i te niektóre wydarzenia mogą się wydawać naiwne. Dlatego proszę, jak by coś było nie tak dajcie mi znać! Bo chciałabym móc się poprawić i napisać to porządnie.

Zostawiam was z trójką, a ja szykuję się na czwórkę. Mam pełno urywków w głowie, które chciałabym dać do opowiadania. Tak (plus/minus) do dziesiątki wiem na pewno co będzie. Dalej mam tylko szkielet. Jak zapewne zauważyliście mam coś do Hidana. Heeeeeeee. Będzie się działo. Powiem tak. :3 
Szablon wykonała Shayen