21 września 2018

Ch 13



Nie wiedziałam, co się dzieje, dopóki mój przerażony krzyk nie wypełnił pustego pokoju. Zerwałam się gwałtownie ze snu, koszmaru, który od kilku dni nie ustępował mi ani jednej nocy. Moje serce biło szaleńczo w piersi, aż nie mogłam wziąć głębszego oddechu. Przeczesałam uspokajająco własne włosy, chcąc się uspokoić. Jednak moje drżące ciało pokazywało, że daleka byłam od stanu, jakim można było je nazwać spokojnym.
Tydzień — tak długo musiałam oglądać każdej nocy jej poranione ciało i krew, która spływała po jej bladych policzkach. Zawsze zmieniały się jedynie szczegóły; jednego razu była przywiązana do pala, a ciemna postać, jej kat, stał nad nią. Przez długi czas, wręcz przez wieczność, musiałam obserwować to, co z nią robił. Widziałam jak z brutalnością wykręcał jej ręce, ciął ją na kawałki, po czym wyrywał jej kończyny. Drugiego dnia stała wolna, uciekając przed krwiożerczymi bestiami, które goniły ją, by na koniec rozszarpać. Poczucie winy paliło mnie od wewnątrz, bo to ja jej nie uratowałam. Przeze mnie miała już nigdy nie żyć.
Tak, jak każdego dnia, tylko prysznic był w stanie obmyć moje przepocone ciało i zabrać ze sobą jakąś część mojego koszmaru. Za dnia odganiałam od siebie wszelkie myśli i skupiałam się w pełni na pracy. Ledwie znajdowałam czas na jedzenie, będąc na granicy wygłodzenia. Dopiero w nocy, gdy pozostawałam sama, bez żadnego zadania, poddana na bezlitosną ciszę, dopadała mnie. Mogłam uciekać od niej, ale nigdy się nie uwolniłam. I pokazywała mi rzeczy, których nigdy nie chciałam oglądać.
Wtoczyłam się do warsztatu w ten sam sposób, jak przez ostatnie dni. Z obojętną miną na twarzy, na której wiedziałam, że było widać wszystko. Odganiałam za każdym razem zmęczenie od siebie i zatapiałam się w naprawie, co raz nowszych samochodów. Zazwyczaj pracowałam sama, jednak czasem Temari siedziała obok mnie i obserwowała, co robię. Nie rozmawiała ze mną, a gdy tylko na nią zerkałam, posyłała w moją stronę kpiący uśmieszek. Mrużyłam zawsze wtedy oczy, ale nic nie mówiłam. Nie widziałam by pracowała przy czymkolwiek, odkąd straciła nogi. Czasem, gdy nie patrzyła, przyłapywałam ją na nieobecnych spojrzeniach, zaczepionych w przestrzeni. Zastanawiało mnie, dlaczego sama nie może zająć się tym wszystkim, czym ja miałam. Mimo wszystko nie narzekałam, bo właśnie to, pozwalało mi odetchnąć na kilka godzin. Tym razem również siedziała obok mnie i jednocześnie wstukiwała coś na ekranie pagera. Podciągnęłam rękawy i rzuciłam ręką w głąb maski, chcąc dosięgnąć odpowiedniej śruby. W tym czasie usłyszałam jej głos.
— Masz pojęcie o szybkiej jeździe? — Z wysoko uniesioną głową, lustrowała moją sylwetkę od góry do dołu.
— Mam prawo jazdy — padła moja obojętna odpowiedź, nie przerywałam sobie.
— Gówno mnie obchodzi prawo jazdy — parsknęła. — Czy kiedykolwiek się ścigałaś?
— Nie – powiedziałam ostrożnie i odchyliłam się do tyłu. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się, do czego dąży. — Jednak urządzałam sobie slalomy na czas, w opuszczonej fabryce. — Jej początkowe niezadowolenie, nieco osłabło.
— W takim razie może się na coś nadasz. Dokończ to, co robisz — kiwnęła głową na nissana pod moimi rękami — i wychodzimy.
— Po co?
— Nie bądź irytująca. — Nim się spostrzegłam, byłam sama. Dwadzieścia minut później weszłam do części Suigetsu i Yuugo, szukając Temari. Kręcąc się w około, w końcu znalazłam ją przy jednym ze stołów, jak rozkręcała jakąś część. Jej grymas wystarczył mi, by dowiedzieć się, że miała z nim mały kłopot. Dostrzegła mnie i rzuciła metal na stół, nawet nie patrząc na niego. Kiwnęła mi głową i zaprowadziła niedaleko drzwi wejściowych. Lecz zamiast przez nie wyjść, weszłyśmy mnie w głąb tunelu, który uciekał w ścianie. Nigdy nie miałam okazji tam być, więc jakaś mała ciekawość, zakiełkowała wewnątrz mnie. Żadna z nas się nie odzywała, a ja nie chciałam zasypywać jej niepotrzebnymi pytaniami. Zaraz i tak się dowiem, gdzie chciała mnie zaprowadzić. Korytarz był nieco długi i zawijał się kilka razy. Moja orientacja w terenie pozwalała mi jednak określić, że znajdowałyśmy się mniej-więcej na wysokości warsztatu. Wyszłyśmy, a moje brwi same podjechały do góry. Zacisnęłam usta, by nie wyglądać, jak idiotka z otwartymi ustami. Przed nami rozpościerała się ogromna przestrzeń podtrzymywana przez betonowe kolumny. Na niej rozstawione były pachołki lub opony, co imitowało w ten sposób tor jazdy. Był ogromny, nie mogłabym się choćby spodziewać, że coś takiego się tutaj znajduje. Pod ścianami stało parę samochodów, a z daleka, po drugiej stronie widziałam wyjazd w górę. Okręciłam się naokoło i dostrzegłam bliźniaczą wnęką, ale tym razem na wprost za naszymi plecami.
— Co to za miejsce? — Niewymowna chęć sprawdzenia samej, co się dzieje na tej trasie, ściskała mnie od wewnątrz. Spojrzałam na Temari, a na jej ustach rozciągał się ogromny uśmiech, a co mnie zdziwiło, to że był on szczery. Wciąż zabarwiony nieco kpiącym wyrazem, ale widziałam delikatny błysk w jej oczach, gdy mi odpowiadała.
— Sala praktyczna, którą nauczysz się perfekcyjnie przejeżdżać. — Rzucając mi pobieżne, figlarne spojrzenie, odjechała do przodu. Zamrugałam i zupełnie zaskoczona jej zachowaniem, ruszyłam za nią. — Wjazd za nami prowadzi do garażu, w którym pracowałaś. Ten z drugiej strony natomiast na powierzchnię. — Kontynuowała, w tym czasie podjeżdżając gdzieś w bok, za gruby filar. Po chwili usłyszałam znajomy, wesoły głos.
— Cześć Temari. — Zmarszczyłam brwi i owijając się ramionami, poszłam za nią. Wyłaniając się zza szarej ściany, przywitał mnie szeroki uśmiech, wiecznie niespokojnego Naruto.
— I Sakura! No tego to się nie spodziewałem! Chodź tu! — I nawet nie bacząc, że swoją postawą wręcz krzyczałam „zostaw mnie!”, zarzucił swoje ramię na mnie i przycisnął do siebie, jakby chciał zaraz konspirować przeciw wszystkiemu i wszystkim. — Wiesz, kiedy ona ostatni raz tutaj kogoś nowego zabrała? Całe wieki minęły — szeptał mi gorączkowo, udając, że go nie słychać. Zaraz potem usłyszałam głośny jęki, gdy Temari przejechała mu po stopie z usatysfakcjonowanym uśmieszkiem. Od razu uwolnił mnie i zaczął skakać na jednej nodze, udając wielce zranionego.
— Ała! — krzyknął teatralnie i ze zmarszczonymi brwiami masował sobie miejsce, gdzie ucierpiał. — Naprawdę masz popędy sadystyczne kobieto — wymamrotał pod nosem, a chwilę później znów omijał koła jej wózka. Mimowolnie uśmiechnęłam się kącikiem ust i parsknęłam pod nosem.
— Zamknij się już dzieciaku i bierz się do roboty! — Dając sobie spokój z nękaniem go, blondynka podjechała do samochodu niedaleko. Uniosłam brwi widząc tego samego białego mercedesa, którego przerabiałam około tydzień temu. Lekki ucisk zniecierpliwienia zacisnął się we mnie jeszcze mocniej, wiedząc, że to właśnie nim będę mogła jechać. Bez słowa otworzyła drzwi od strony kierowcy i kiwnęła mi głową znacząco. Wahając się tylko przez moment, przeszłam obok Naruto i Temari, po czym wsiadłam do środka. Wnętrze pozostało tak samo genialne, jak w mojej pamięci. Moja ręka sama powędrowała do stacyjki, a przyjemny warkot silnika rozszedł się echem po hali. Przymknęłam oczy słuchając tego z przyjemnością. Chwilę później ktoś usiadł obok mnie jako pasażer. Niebieskie oczy wpatrywały się we mnie z ekscytacją.
— Zamykaj drzwi i jedziemy! Zobaczymy, czy uda ci się pobić mój rekord. — Wyrzucił kciuk w swoją stronę, z zaciętym i ucieszonym wyrazem twarzy. Czułam w tym podstęp, ale nie skomentowałam. Zamiast tego zamknęłam drzwi i podjechałam na początek trasy. Przymrużyłam oczy, patrząc na pierwsze zakręty. Odetchnęłam głęboko, dając sobie czas. Patrząc z ukosa na Naurto, czułam, że nie potrzebuję go już więcej. Kilka sekund, a później wystartowałam. Pierwszy odcinek zaczynał się od ostrego skrętu w prawo i nim się obejrzałam, przemknęliśmy przez niego perfekcyjnie. Nie strąciłam ani jednego pachołka. Nie pozbywając się uwagi, skręciłam łagodnie w lewo i od razu odbiłam w drugą stronę. Na samym środku hali, ułożony był cały stos opon, które tworzyły centrum. Ktoś sprytnie wykorzystał go i wszystkie kolumny, jako przeszkody, które trzeba ominąć, wykonując przemyślane ruchy, inaczej może się to skończyć tragicznie.
Adrenalina krążyła w moich żyłach, a ja nawet nie wiedziałam, kiedy uśmiechnęłam się szczerze. Pierwszy raz od jej śmierci odważyłam się na to, czując euforię. Dopiero gdy jechałam, uświadomiłam sobie, jak bardzo mi tego brakowało. Każdy skręt traktowałam jako wyzwanie do pokonania i podejmowałam je bezbłędnie. Objeżdżając stertę na środku, zerknęłam kątem oka na Naruto. Przez moment zaskoczył mnie jego skupiony wyraz twarzy. Zawsze roześmiany i roztrzepany, teraz wydawał się całkowitym tego przeciwieństwem. I tylko nieznaczny uśmiech grający na jego ustach przypominał, że to był właśnie on. Skupiając ponownie swój wzrok na drodze, na moment zagryzłam wargi. Prosta przed nami, ostro zakręcała zaraz przed filarem. Było ryzyko, że nie wyrobię i wjedziemy w niego, przez co moglibyśmy pięknie się na nim rozpłaszczyć. Chytry uśmieszek sam się pojawił na mojej twarzy i dodałam jeszcze więcej gazu. Dosłownie sekundy dzieliły nas przed śmiercią, gdy docisnęłam hamulec i skręcając ominęłam go driftując. Zaśmiałam się głośno, gdy szczęście i to słodkie napięcie wybuchło wewnątrz mnie. Ostatni zakręt, tak, jak pierwszy, był bardzo ostry i musiałam się szybko zastanowić, jak go wziąć przy tej prędkości. Wiedziałam, że nie mogę za ostro skręcić, by nie zacząć dachować. Nie chciałam zbytnio spuszczać z prędkości, chcąc udowodnić samej sobie, że potrafię.
— Użyj ręcznego.
— Co? — szybkie pytanie samo wyrwało się z moich ust, ale pojmując sens słów Naruto, nie potrzebowałam żadnych wyjaśnień. Zamiast tego uchwyciłam dźwignię pod moją prawą ręką i czekałam na odpowiedni moment. Krew dudniła w moich uszach. Parę sekund później nie wahałam się i skręcając lekko kierownicę w prawo, pociągnęłam. Ogromny pisk opon wypełnił moje uszy, a zaraz potem zatrzymaliśmy się. Odchyliłam głowę do tyłu, nie wyłączając silnika. Serce biło mi jak oszalałe, a ręce same zaczęły mi się trząść. Zamykając oczy, napawałam się tym wspaniałym uczuciem, które potrafiła wywołać tylko szybka jazda. Adrenalina wypełniała mnie po brzegi, a zaraz po niej satysfakcja. Chwilę później wyszłam z mercedesa i łapiąc głębokie wdechy spojrzałam do tyłu. Zagryzłam wargę, gdy dostrzegłam jeden, końcowy pachołek strącony parę metrów dalej.
— Tego, to ja się nie spodziewałem! — Naruto obszedł samochód i oparł się o jego maskę. Skrzyżował ramiona na piersi, a jego nieodłączny uśmiech nie schodził z ust. — Musisz przyznać Temari, że była zajebista.
— Ujdzie. — Dojechała do nas, zachowując swój wiecznie niezadowolony wyraz twarzy, ale to coś było tam. Widziałam, że była usatysfakcjonowana tym, co zobaczyła. Mały uśmiech nie schodził z moich ust.
— Musisz nieco poprawić wchodzenie w zakręt, bo tracisz cenne sekundy. — Czoło Naruto śmiesznie się zmarszczyło, gdy myślał intensywnie. Oparłam się ręką o samochód, słuchając go uważnie. — Masz bardzo fajny styl jazdy i nie boisz się w sytuacjach, gdy wiesz, że może się to skończyć tragicznie. To ogromny plus, jednak masz za mało doświadczenia i to widać. — Dziwnie się poczułam, gdy zaczął mierzyć mnie od góry do dołu. Doskonale wiedziałam, że oceniał mnie w myślach. Przestąpiłam z nogi na nogę, pod jego czujnym wzrokiem i zaczesałam włosy z uszy.
— Teraz byłem obok i zareagowałbym, gdyby zrobiło się gorąco, ale kiedyś będziesz jechała sama. Wtedy będziesz musiała sobie poradzić.
— Miesiąc — zawyrokowała Temari. Zamrugałam zaskoczona. — Masz miesiąc, by ją przygotować. Później musimy zacząć działać.
— Jak „działać”? O co chodzi? — zapytałam natychmiast, nie rozumiejąc nic z tego. Marszczyłam brwi, chcąc coś z tego wyłapać, ale oczywiście na nic. Odpowiedzi na te pytania znała tamta dwójka. Temari jedynie spojrzała na mnie ostatni raz i z kpiącym uśmieszkiem odjechała. Odwróciłam się do Naruto, który nie miał żadnych wątpliwości, że chcę wiedzieć. Podrapał się po policzku z zakłopotanym wyrazem twarzy i zarzucił sobie ręce za głowę, splatając je ze sobą.
— Temari chce bym cię przygotował do wyścigów.
— Hę? — Uniosłam brwi w niedowierzaniu i powtórzyłam sobie jego słowa w myślach. Wyścigi?
— Odkąd jest zmuszona się dostosować... — mruknął powoli i wstał na proste nogi. Wiedziałam, o co mu chodziło. Ciężko było nie wiedzieć. Nachmurzyłam się, a poczucie winy znów dało mi o sobie znać. Zacisnęłam pięści, próbując się opanować. Widziałam, jak jego ręce same powędrowały do kieszeni czarnych dżinsów, chcąc coś z nimi zrobić. Kontynuował:
— Nie wsiadła za kółko ani razu. Jej wpływy uciekają, a ludzie się zastanawiają, gdzie zniknęła. Jeśli pojawi się na wózku sama, bez nikogo do podstawienia — przerwał na moment i głęboko westchnął — będzie skreślona. Dlatego potrzebuje zastępcy. Ciebie. — Kiwnął na mnie, na powrót przywołując swój radosny uśmiech. Jednak ja nie dałam się mu zwieść.
— Dlaczego nie ty?
— Zapewne padłoby na mnie, gdybyś nie była osiągalna. Potrzeba jej kobiety, która będzie w stanie namieszać. Macie władzę, często nawet o tym nie wiedząc. — Zaśmiał się i kopnął niewidzialny kamyk spod swojej nogi. Wiedziałam, że muszę pytać, póki jeszcze mogę.
— Co ona z tego ma?
— Pieniądze, przypuszczam. I renomę. — Wzruszył luźno ramionami.
— Tylko?
— Nie wiem.
— Nie wierzę, że nic więcej. — Nie wydawała się osobą, która tylko dla pieniędzy, byłaby w stanie się trudzić, by znaleźć kobietę na jej miejsce. Naruto w zupełności by jej wystarczył. Tak samo, jak sama by za niego poręczyła, jej reputacja utrzymałaby się, gdyby wygrywał. Skubnęłam lekko materiał własnych spodni zastanawiając się chwilę. Z pewnością lały się tą drogą ogromne pieniądze. Nie spodziewałabym się, że nie. W końcu mafia musiała mieć swoje udziały wszędzie i czerpać skądś zyski. Jednak nigdy nie było głośno o Akatsuki, mieszających się w te sprawy. Oczywiście były morderstwa, napady oraz inne, okropne rzeczy, o których nawet nie chciałam myśleć. Zawsze głośno o tym mówiono i prawdopodobnie przypisywano im nawet sprawy, których w rzeczywistości nawet nie tknęli.
Nikt nie wspominał o nich i o wyścigach.
— Organizacja raczej nie miesza się w wyścigi, nie mylę się? — Wiedziałam, że to pytanie nakieruje mnie na odpowiednie tory i informacje, które chciałam znać. Posłał mi długie spojrzenie i powoli zaczął wsiadać do mercedesa, chcąc odjechać. Podeszłam szybko do okna, a on opuścił szybę w dół.
— Nie, nie mylisz. — Rzucił mi ostatni uśmiech. — Bądź tu jutro o dziesiątej. — Nim się obejrzałam, on już wjeżdżał do warsztatu. Zagryzłam wargi, a nowe pytania same pojawiły się w mojej głowie.

Czułam, jak oddycham z trudem, przez te wszystkie emocje, które mną targały. Rozpierająca mnie radość nie mogła być większa. Trzymałam ręce mocno zaciśnięte na kierownicy samochodu, a okrągły znak mercedesa błyszczał mi przed oczami. Uśmiech nie chciał zejść z moich ust, gdy powracałam wciąż i wciąż do tego, jak jechałam kilka sekund temu.
Podobało się?
Jeszcze jak! odkrzyknęłam szczęśliwa i odwróciłam się w stronę pasażera.
Krzyk uwiązł mi w gardle. Jej smutne oczy przebijały minie na wskroś, całkowicie nie pozwalając oddychać. Jej twarz nagle przeciągnął grymas niezadowolenia. Źrenice jej się rozszerzyły, a usta rozciągnęły w paskudnym uśmiechu, pozbawionym jakiejkolwiek radości.
Już zapomniałaś? warknęła, a jej ręka zacisnęła się w brutalnym uścisku na mojej ręce. Jęknęłam czując, jak jej paznokcie wbijają mi się boleśnie w skórę. Radość zastąpiło przerażenie, które sparaliżowało mnie całkowicie. Nie mogłam się ruszyć, a nie myślałam nawet o tym, by spróbować się stamtąd wydostać. To nie była moja Yuri, ona nigdy nie była tak silna i bezwzględna.
Przez ciebie nie żyję! ryknęła na cały głos, a jej słowa echem roznosiły się wokoło. Wzdrygnęłam się, a ciepłe łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Otwierałam i zamykałam usta, nie wiedząc co zrobić. Czułam się całkowicie zagubiona, bałam się.
Patrz do czego doprowadziłaś. Nigdy o tym nie zapomnij.
Tym razem z mojego gardła wydobył się głośny krzyk, gdy jej ciało zaczęła zalewać krew. Jucha spływała jej po twarzy, a czerwone strumienie robiły ślady na jej oczach, nosie. Na rękach znikąd pojawiły cięte, głębokie rany. Miałam ochotę zwymiotować, gdy palce, którymi mnie trzymała, zaczęły wyginać się same w różne strony, jakby zupełnie pozbawione kości. Brałam spazmatyczne wdechy w panice i nagle, jakbym magicznie odzyskała czucie, zaczęłam jej się wyrywać. Jej przerażający uśmiech nie schodził z ust. Ciągnęłam klamkę, chcąc wydostać się stamtąd jak najszybciej, ale drzwi ani drgnęły. W strachu zaczęłam naciskać wszystkie przyciski, aż nie zostałam pociągnięta w tył. Jej palce wbiły się w moje policzki, gdy chwyciła mnie brutalnie za głowę i wykręciła mi ją do tyłu. Zakrztusiłam się, gdy jej przerażająca twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od mojej.
Nigdy cię nie opuszczę syknęła mi do ucha. Potem poczułam ból, gdy coś ostrego wbiło się w mój brzuch.

Zerwałam się z krzykiem, który odbił się od pustych ścian mojego pokoju. Ręka sama zacisnęła się na moim brzuchu. Oddychałam ciężko, łapiąc każdy możliwy haust powietrza. Uświadamiając sobie, że to tylko sen, opadłam na poduszki i wplotłam ręce we włosy. Ciepłe łzy spływały po moich policzkach, a w mojej piersi tliło się palące poczucie winy. Miałam wrażenie, że moje serce pęknie z bólu i tempa z jakim biło.

Pochylając się nad maską samochodu, starałam się nie myśleć o koszmarze. Pragnęłam odgonić od siebie tę krew, która strumieniami lała się z niej, a jej ciało wykręcało się w różne strony. Warknęłam pod nosem i pokręciłam głową. Przestań.
Z pokoju wyszłam po godzinie czwartej. Nie mogłam już później zasnąć, obawiając się, że jej wizja powróci. Dlatego wzięłam zimny prysznic, ubrałam się i przyszłam tutaj. Pracowałam nad wozem, który skończyłam wczoraj, ale chcąc pozbyć się tego wszystkiego, zaczęłam poprawiać własną robotę. Przez to odkryłam, że gdzieś zaplątał się pojedynczy, mało znaczący kabelek i podłączyłam go na miejsce. Dokręciłam śrubki, odmontowałam i zamontowałam z powrotem układ wspomagania, przy okazji sprawdzając zawieszenie. Robiłam cokolwiek byle przetrwać te kilka godzin. I dopiero ssanie w żołądku przypomniało mi, że nic nie jadłam od wczorajszego popołudnia. Krzywiąc się, odrzuciłam klucz na bok i chwyciłam za ścierkę, wycierając w nią dłonie. Zegar na ścianie, który kazałam zamontować Yuugo, pokazywał parę minut po ósmej. Nie zauważyłam, gdy Temari wyjechała ze swojego pokoju, bo na pewno musiała, w ciągu tych kilku godzin. Wyciągnęłam rękę i sprawdzając, czy broń przy moim pasie jest na miejscu, wyszłam z garażu. Parę dni temu Temari załatwiła mi moją własną kartę dostępu, bo nie chciała, cytuję, niańczyć mnie, jak przedszkolaka. Którym według niej i tak byłam, ale ona nie lubiła dzieci. Przez co nie miała skrupułów zostawiając mnie samej sobie. Z jednej strony byłam zadowolona, ale z drugiej stawiałam każdy krok z obawą, nie będąc w warsztacie. I nie chodziło o to, że bałam się innych członków (co i tak było oczywiste), a jej. W ciemnych zakamarkach zawsze widziałam wizje, które nawiedzały mnie w nocy. Zaciskając mocno szczęki szłam sama, mijając niezliczone pary drzwi. Będąc bliżej stołówki, spotykałam więcej osób. Widziałam, jak uważnie mnie obserwują i zastanawiają się, czy mogliby sobie pozwolić, by coś mi zrobić. Zawsze wtedy starałam się zachować kamienną twarz i opierałam rękę na biodrze, niebezpiecznie blisko pistoletu. Wiedziałam, że każdy mój ruch musiał być widoczny i oto mi chodziło. Przechodząc przez podwójne drzwi, jak zawsze przywitał mnie szum rozmów. Ruszyłam od razu do stolika, przy którym zazwyczaj siedziałam, niekiedy w towarzystwie Ino, Kiby i paru innych osób, które wcześniej poznałam. Przeważnie siedziałam cicho i obserwowałam ich. Dzisiaj siedział tam tylko Kisame, który szturchał coś widelcem na swoim talerzu. Dosiadłam się zaraz obok i sięgnęłam po własny. Kiwnęłam mu głową na przywitanie, gdy uniósł w górę głowę.
— Cześć mała. — Posłał mi uśmieszek i wyprostował się na krześle. — Dawno cię nie widziałem. — Wzruszyłam ramionami, niezbyt mając ochotę na rozmowę. Jego paciorkowaty, czarny wzrok wbijał się intensywnie we mnie, sprawiając, że czułam się nieswojo. Nałożyłam sobie nieco jedzenia, nie przywiązując do niego więcej uwagi niż to, czy jest jadalne. Jedno musiałam jednak przyznać — Choji potrafił gotować, mimo, że go nie lubiłam.
— Jak w warsztacie? — Znów zaczął jeść, ale skupiał się cały czas na mnie. Oparłam podbródek na ręce i zaczęłam robić sobie kanapkę.
— W porządku. — Krótka i zwięzła odpowiedź nie zniechęciła go w żadnym stopniu.
— Wpadnij na strzelnice, jak będziesz miała chwilę. Pokażę ci, co Pain zamówił jakiś czas temu. — Mrugnął do mnie zaczepnie i zaczął jeść w ekspresowym tempie. Kiwnęłam głową, ledwo zainteresowana jego nowymi nabytkami. Jedliśmy w ciszy przez następne pięć minut, dopóki huragan, zwany Ino, nie dosiadł się do nas.
— Słyszałam, że Naruto będzie cię uczyć jeździć! — Szturchnęła mnie zaczepnie, przez co mój łokieć ześliznął się ze stołu i o mało nie przyrżnęłam brodą o blat. Zmarszczyłam brwi i zirytowana odłożyłam kanapkę na talerz, otrzepując dłonie z okruszków. Ona, jakby zupełnie tego nie zauważyła, przysunęła się bliżej mnie.
— No i co z tego? — mruknęłam ostatecznie i założyłam ręce na piersi. Zmarszczyła brwi, przyglądając mi się uważniej.
— Znowu?
— To znaczy? — Spojrzała na mnie znacząco. Skrzywiłam się, będąc boleśnie świadomą, że przy stole jest również Kisame. Nie uśmiechało mi się, aby jeszcze większe grono, oprócz Ino i Nagato, wiedziało o tym, że coś się dzieje.
— Mam podobno pojechać w jakimś wyścigu. — Rzuciłam, chcąc zmienić temat. Niemal odetchnęłam z ulgą, kiedy Ino połknęła haczyk. Oczy jej się zaświeciły na tę nowinkę i chwyciła mnie pod ramię.
— Kiedy? Oj, już ja cię odpicuję. — Zachichotała podekscytowana, a mi ochota na jedzenie od razu przeminęła. Nie miałam zupełnie humoru, a takie błahe rzeczy i rozmowa na tematy, które mnie dotyczyły, niezbyt mnie zachwycały. Chciałam po prostu na chwilę zostać sama i uporać się z tym bałaganem w mojej głowie.
— Za miesiąc — odpowiedziałam nijako, mając nadzieje, że odpuści. Oczywiście mogłam tylko o tym marzyć. Kisame gwizdnął zaraz później, jak skończyłam mówić.
— No ładnie. — Przeczesał swoje włosy i wstał od stołu. — Będę czekać na rezultaty. — Posłał nam uśmiech i podnosząc rękę w pożegnaniu, ruszył do wyjścia. Zaraz później poczułam się głupio, że tak chłodno go potraktowałam, podczas gdy on chciał mi tylko dotrzymać towarzystwa. Obiecałam sobie, że skorzystam z jego zaproszenia i zajdę do niego, przy wolnej chwili.
Dalsza część śniadania nie przeszła już tak spokojnie. Ino, widząc, że chcę uciec, zmusiła mnie bym na nią poczekała. Później poszłyśmy razem do warsztatu i wprowadziłam ją na halę treningową. Miałam godzinę do umówionej pory, a ponieważ blondynka się uparła, zabrałam ją tam. Wcześniej, wchodząc do tunelu, minęłyśmy się z Suigetsu, który przywitał się z nami, jak zawsze adekwatnym, w swoim stylu komentarzem. Widziałam, jak wzrok Ino lustruje całość z zainteresowaniem i nie mogłam się powstrzymać od pytania:
— Wiedziałaś o tym miejscu? — Oparłam się o ścianę, obok wnęki, z której wyszłyśmy i skupiłam wzrok na pomarańczowych pachołkach.
— Coś tam słyszałam, ale nigdy tutaj nie byłam. Zbytnio nie trzymam z Temari, czy chłopakami. — Okręciła się w około, chcąc objąć wzrokiem dosłownie wszystko. Wyglądała niczym dziecko, które znalazło się na nowym placu zabaw i które chce coś spsocić. Miałam ochotę pokręcić jedynie na nią głową.
Przez tę godzinę chodziłyśmy po hali przeskakując między przeszkodami. Blondynka wiele razy próbowała zagaić rozmowę, a ja raczej starałam się jej unikać. Pomimo, że starałam się zapomnieć o śnie, nie potrafiłam. Cały czas chodził za mną, a niewidzialna siła dusiła mnie w piersi. Czułam się winna, że przez ten krótki czas byłam szczęśliwa. W kółko pojawiały się w mojej głowie pytania „jakim prawem mogłam się uśmiechać?”, podczas gdy wydarzyło się to, co wydarzyło. Jednak wizja jazdy, samochodów, warsztatu wydawała mi się lepszym rozwiązaniem niż szaleństwo. Rozpaczliwie pragnęłam wyrwać się od okrucieństwa, które spotkało ją. I nie tylko ją. Potarłam ramiona czując się nieswojo. Zastanowiłam się, jak naprawdę musiała czuć się Temari. Pokazywała nam wszystkim, że jest twarda, a ta sytuacja, gdzie jest uwięziona na wózku, zupełnie jej nie tłamsi. Z jednej strony bałam się o tym myśleć, przekonana, że nie potrafiłabym stawić temu czoła jak ona.
Prawdopodobnie dalej zagłębiałabym się w te ponure myśli, gdyby nie hałas silnika, roznoszący się głośnym pomrukiem wokoło. Ze strony warsztatu znów wyjechał biały mercedes, a zza jego kierownicą siedział uśmiechnięty Naruto. Podjechał na start, a następnie wyłonił swoją blond czuprynę.
— Hej, dziewczyny! Ino, ty też chętna pojeździć? — zapytał figlarnie, podchodząc do nas. Ona natomiast zaśmiała się jedynie i uniosła ręce w górę.
— Nie, podziękuję. — Pokręciła głową i założyła ramiona na piersi, również się uśmiechając. Miałam wrażenie, że jedynie mi nie udzielał się humor. Skubnęłam materiał spodni i mruknęłam coś pod nosem. Wzrok blondyna skupił się potem na mnie.
— Zobaczymy najpierw, czy uda ci się mnie pokonać.
— To znaczy? — Zmarszczyłam brwi.
— Zmierzymy się, kto szybciej przejedzie tor. Później porozmawiamy dokładniej o twojej jeździe. — Machnął ręką na halę, a następnie skłonił się teatralnie. — Zapraszam do samochodu. — Przewróciłam oczami, ale ruszyłam się w tamtym kierunku. Z jednej strony miałam dobre przeczucia, druga natomiast podpowiadała mi, że Naruto, wbrew pozorom, potrafi jeździć. Czułam, że jest gdzieś w tym wszystkim haczyk. Wsiadłam do mercedesa i podjechałam na początek. Widziałam, jak Ino wyciągnęła telefon i prawdopodobnie miała już aktywny stoper, by zacząć mierzyć czas. Kiwnęła do mnie głową, nie pozbywając się swojego uśmiechu, a Naruto stanął po lewej stronie.
— Gotowa!? — krzyknął, chcąc się upewnić, a ja podniosłam rękę dając mu potwierdzenie. Zacisnęłam ręce na kierownicy i odetchnęłam głęboko. Przez krótki moment mój wzrok przeniósł się na siedzenie pasażera. Było puste. Pokręciłam głową i w pełni skupiłam się na zadaniu, które mnie czekało. Starałam się stłumić niespodziewany niepokój, narastający, co raz bardziej.
Sekundę później Naruto dał mi znak, a ja ruszyłam z piskiem opon, pokonując pierwszy zakręt.

Shayen: Muszę przyznać, że wciąż mi coś nie pasuje w tym rozdziale. Nie chodzi mi o błędy jako takie, ale o to, co się dzieje. Mam wrażenie, że mało dynamiki jest, nie sądzicie? Wiadomo, że teraz Sakura przechodzi żałobę, no ale żeby serwować flaki z olejem? Tak nudne? XD Co o tym myślicie?
Zabieram się za czternastkę. Stres związany z zapisem na zajęcia już mam na szczęście za sobą i muszę się pochwalić, że ładniutki mi plan wyszedł. Aż jestem dumna! Oh, łał. :D Zdaję sobie jednak sprawę, że teraz muszę nadgonić troszkę z rozdziałami do przodu, bo semestr zapowiada się ciężki. No nic.
Całusy kochani!