06 czerwca 2018

post informacyjny


Okej, nie jestem zbytnio przychylna do tego typu wpisów ale mam niestety niezbyt dobrą wiadomość. Wiem, że większość z was może nie mieć polubionego fanpejdża, także wstawiam to coś.
Od razu uspokajam  nie zawieszam, nie opuszczam, nie kończę bloga.
Przez najbliższe trzy tygodnie jestem całkowicie wyłączona z życia. Nie spodziewałam się takiej nawałnicy zaliczeń, a niestety muszę w pełni poświęcić uwagę studiom (bo jestem w ogromnej dupie). Dlatego, między innymi, nie ma żadnego odzewu ode mnie – również w komentarzach, za co OGROMNIE przepraszam. Czytam wszystkie wasze słowa i nawet nie wiecie, jak poprawiają mi one humor. Obiecuję, że odpowiem na wszystkie, jak tylko się uwolnię. Również mam tutaj na myśli Starry Hopes!
Proszę, bądźcie cierpliwi. Rozdział z pewnością pojawi się na dniach, jak tylko ogarnę całe to zamieszanie (czyli okolice początku lipca, zabijcie mnie). I na pewno nie będzie to jeden Ch, a o wiele więcej! Słowo!

Bardzo przepraszam, że wyszło jak wyszło. Płakać mi się chce.




ps. Mam pomysł na nowego bloga. Ogarnę go jak najszybciej. Psst. Ninja.

13 maja 2018

Ch 10


Dla nowych i tych starszych czytelników.

– Idziesz?
Przygryzłam wargę, mając świadomość jego ciągłego, pożerającego mnie wręcz wzroku. Widziałam, że się kontrolował. Tak, jakby miał poczucie, że zaraz ją straci, odwrócił się do mnie plecami. Echo jego kroków spowodowało, że jak wyrwana z transu zerwałam się z miejsca. Wyszarpnęłam z szuflady pierwszą, napotkaną bluzkę i zakładając broń za pas, zatrzasnęłam za sobą drzwi. Doganiając go, naciągnęłam materiał czarnej koszulki do końca. Czułam, jak moje policzki wręcz pulsują ciepłem, na samo wspomnienie tego… pocałunku sprzed chwili.
Dlaczego on…?
Prąd przeszedł przeze mnie powodując, że włoski na moich rękach się zjeżyły. Pokręciłam głową na boki. Czułam, jak węzeł zaciska się w moim podbrzuszu co raz intensywniej, gdy stawiałam każdy kolejny krok. Odetchnęłam głęboko. Jadę z nimi, przyszedł po mnie. A jednak to on sprawiał, że byłam tak poddenerwowana. Jego jedno spojrzenie sprawiało, że brakowało mi tchu.
Potem. Obiecałam sobie. Potem będę się nad tym zastanawiać. W tym momencie najważniejsza była Yuri. Nie mogłam się jednak powstrzymać i przyłożyłam delikatnie palce do ust, pamiętając, jak były całowane przez jego.

Wbiegliśmy do tej samej hali, w której miałam już okazję być. Poczułam się bardzo niekomfortowo, gdy zwróciliśmy na siebie uwagę większości osób. Na samym przodzie stały trzy SUV’y, trochę dalej były wojskowe ciężarówki oraz bardzo znajome mi czarne Nissany. Niedaleko nich, w grupce, zbitych było kilka osób. Między innymi Ino, która patrzyła z niedowierzaniem, a potem dziwnym błyskiem w oku. Przy jej boku byli też Naruto i Kiba. Obydwoje wyglądali na zdziwionych, dostrzegając, jak trzymam się za plecami Itachiego. Nie umknęło mi też kilka innych znajomych twarzy.
– Wsiadać! Ruszamy! – Głos Uchihy donośnie odbił się od ścian. Zawahałam się widząc, że część z nich wykonuje ten rozkaz z nieskrywanymi wątpliwościami. Nie ugięłam się jednak i ruszyłam do przodu, zaraz za nim.  
– Co ona tu robi? – Znikąd pojawiła się obok mnie Temari i chwyciła z całą stanowczością moje ramię. Syknęłam, czując jak jej paznokcie wbijają się w moją skórę. Odwróciłam w jej stronę gwałtownie głowę i widziałam, jak na jej twarzy maluje się złość. Obrzuciła mnie pogardliwym spojrzeniem, by potem skupić się całkiem na brunecie.
– Puść ją i jedziemy – Itachi stał już przy pierwszym SUV’ie. Posłał kobiecie twarde spojrzenie i wiedziałam, że zdecydowanie jej się to nie spodobało. Miażdżący uścisk utwierdzał mnie w tym.
– Czy zdajesz sobie sprawę, jakie będą tego konsekwencje? – Jej usta ściągnęły się w wąską linię. Chciałam wyrwać się z jej uchwytu, ale zmierzyła mnie wzrokiem i jedynie jeszcze mocniej szarpnęła w swoją stronę. Napięłam mięśnie i zacisnęłam pięści. Zupełnie nie podobała mi się ta sytuacja.
– Ja ją tu sprowadziłem. Biorę za to pełną odpowiedzialność. – Przy ostatnim zdaniu podniósł głos tak, by każdy wyraźnie go usłyszał. Powiódł wzrokiem dookoła, łapiąc kontakt z każdą najbliższą osobą. Dobitnie dawał do zrozumienia, że jest to sprawa niepodlegająca jakiejkolwiek dyskusji. Obruszyłam się lekko, gdy ostatecznie zatrzymał się na mnie. Jego rysy stały się zdecydowanie o wiele ostrzejsze. Zagryzłam policzek od wewnątrz domyślając się, co to oznaczało.
Kazał mi się pilnować. Wyglądał tak, jakby to, co wydarzyło się przy moim pokoju się nie wydarzyło. Ale czego oczekiwałam? Nie byliśmy sami, więc gdyby okazał słabość wobec mnie publicznie, każdy wiedziałby, że jego decyzja jest podjęta stronniczo. Nawet jeśli nie była. Prawda?
– Mamy opóźnienie – kiwnął znacząco. Wsiadł na miejsce kierowcy i bez chwili zawahania odpalił silnik. Zaraz za nim rozległo się warczenie innych. Prychnięcie Temari bardzo dosadnie dało mi do zrozumienia, że w żadnym stopniu nie podoba jej się ta sytuacja.
– Uważaj – wysyczała mi prosto w twarz. – Zostawię cię tam bez skrupułów, jeśli coś zawalisz. – Jej lazurowe oczy ciskały gromami. Puściła mnie z impetem, jakby moja skóra ją parzyła.
Z nogami niczym z ołowiu, pospieszyłam do samochodu Itachiego i sprawnie wskoczyłam na tylne siedzenie. Wolałam trzymać się blisko niego. Zaraz jak zatrzasnęłam drzwi, poczułam gwałtowne szarpnięcie, gdy ruszyliśmy jako pierwsi. Na przednim siedzeniu jako pasażer siedział Kisame i uśmiechał do mnie znacząco. Uniósł zdecydowanie szerzej kąciki ust, przez co pierwszy raz mogłam dostrzec jego wyraźnie zaostrzone zęby. Dopiero teraz wydały mi się cholernie przerażające. Widząc, że z zaciętą miną nie spuszczam z niego wzroku, ostatecznie odwrócił się. Nie zmienił ani na moment tego ubawionego wyrazu.
Itachi natomiast nie zwracał na niego najmniejszej uwagi. Nawet jeśli również jego starał się sprowokować do powiedzenia słowa więcej. Patrzyłam, jak pewnie trzyma kierownicę i skupia się w pełni na drodze. Jednak wydawał się spięty. Obserwowałam go, aż nasze spojrzenia się spotkały w lusterku. Poczułam zakłopotanie, że zostałam przyłapana. Odwróciłam się powoli do okna, jednak żadne z nas do ostatniego momentu nie przerywało tego kontaktu.
Sprzeciwił się rozkazowi Nagato. Teraz miałam tego całkowite potwierdzenie. Zdziwiło mnie to, że każdy, oprócz Temari, nie odważył się z nim spierać. Jakiś niepokój ściskał mnie wewnątrz, gdy przypominałam sobie jak władczy był. On wtedy rozkazywał, nie zważał na cokolwiek innego, a ludzie się go słuchali. Może i był prawą ręką Paina, ale nie chciałam wiedzieć, co może go czekać za takie decyzje.
Skrzywiłam się lekko, gdy poczułam, jak paznokcie wbijają mi się w skórę dłoni. Nie wiedziałam nawet kiedy, zaczęłam ściskać materiał bluzki tak bardzo, by zaczęło mnie to boleć. Dzięki niemu mogłam tu teraz siedzieć, to on umożliwił mi wzięcie udziału w tym wszystkim. Również wbrew wszystkim słowom, które wypowiadał. Był przekonany, że będę tylko zawadą, problemem. Wiedziałam, że muszę zrobić wszystko by tylko rzeczywiście się nim nie stać. I obiecałam sobie, że zrobię cokolwiek będzie trzeba, by nie poniósł żadnych konsekwencji ze strony Nagato.

Jechaliśmy bardzo szybko między budynkami miasta. Było po północy, więc ruch na ulicy był znikomy. Gdy wjeżdżaliśmy do Tokio, nie sądziłam, że poczuję… tęsknotę?
Wiedziałam, że nie jestem stworzona do życia w podziemiu, a światła z zewnątrz utwierdzały mnie w tym. Spoglądając przez tylną szybę, ku mojemu zaskoczeniu, widziałam tylko jeszcze dwa, inne samochody. Jedną ciężarówkę oraz Nissana. Musieliśmy być pierwszą grupą, a pozostała reszta była spowalniana przez nasze opóźnienie.
Była godzina druga, gdy wjechaliśmy do niedużego hangaru, dwie przecznice od teatru. Minęła ponad doba od narzuconego terminu i patrząc na zegarek modliłam się, by wciąż tam byli. Na samą myśl, że Yuri mogła być martwa, mdłości skręcały mnie w żołądku. Musiałam dopilnować by wyszła z tego cało. Nie widziałam innej możliwości.
Itachi zatrzymał się przy prawej ścianie, a zaraz potem usłyszałam pisk opon za nami. Wychodząc, zauważyłam za kierownicą sportowego samochodu Temari, a wraz z nią byli Yuugo i Suigetsu. Podeszli do nas, a zaraz za nimi dołączyli Naruto, Kiba i Ino. Było widać, że ci pierwsi rzucają w moją stronę nerwowe spojrzenia. Irytowało mnie to. Stało się, jestem tu. Skrzyżowałam ramiona na piersi chcąc pokazać, że jestem pewna swego i nie muszą martwić się o moją dupę. Gorzej, jeśli chodziło o ich.
– Pamiętajcie: mamy dostać znak od drugiej grupy, gdy będą wchodzić. Dziesięć minut później schodzimy do tuneli. – Przypomniał nam wszystkim Itachi, poprawiając przy okazji kaburę z bronią na pasie. Większość osób kiwnęła głową, ale jak się spodziewałam, Temari jako jedyna spojrzała na niego krzywo i podparła się pod bok. Uchiha zdawał się tego zupełnie nie widzieć i lekceważąc ją, wrzucił kurtkę na tylne siedzenie SUV’a. Widziałam tylko jak zaciska usta w wąską linię. Wiedząc, że nie ma tu wpływu na jakąkolwiek decyzję prychnęła i odeszła z powrotem do samochodu.
Większość widocznie spodziewała się czegoś więcej, ale widząc, że nie ma on już nic więcej do powiedzenia, rozprzestrzenili się na boki. Jedynie Ino, chwilę później, uwiesiła się na mojej szyi.
– O co tu chodzi? – Zapytała z ogromnym uśmiechem, konspiracyjnie szepcząc mi do ucha. Rzuciłam spojrzeniem za Itachim i węzeł moim brzuchu nieco się rozluźnił. Ufał mi. Dlatego mnie tutaj zabrał. Nie mogłam jednak powstrzymać tego, że czułam wciąż, jak policzki pieką mnie na samo wspomnienie jego ust na moich.
– Przyszedł po mnie, po prostu. – Trzepnęłam ją w ramię, gdy zaczęła znacząco unosić brwi. – Przestań! Sama jestem tym zaskoczona. – Mruknęłam.
– I to dlatego jesteś czerwona? – Z cwanym wyrazem twarzy oparła się o samochód obok mnie. Pokręciłam głową na boki niedowierzając. Tylko ona mogła zaczynać takie tematy, zaraz przed tak ważną misją.
– Nie. – Przeczesałam swoje włosy i uniosłam głowę w górę. Wpatrywałam się w metalową konstrukcję przy suficie.
– To…?
– Przy innej okazji, okej? – Westchnęłam ciężko i odwróciłam się w jej stronę. Zdziwiłam się, że zamiast iście dociekliwej postawy, spotkałam się z ubawionym spojrzeniem. Chwilę później poczułam, jak mnie obejmuje delikatnie. Zaskoczona odwzajemniłam gest.
– Po prostu słuchaj jego rozkazów. Wtedy wyjdziemy z tego wszyscy cało – wyszeptała do mojego ucha i puściła mnie. Nie miałam okazji jej cokolwiek odpowiedzieć, bo z małym, wyrozumiałym uśmiechem odsunęła się ode mnie i ruszyła do chłopaków.
Zamknęłam oczy i schowałam twarz w ręce. Itachi musiał widocznie wpleść mnie w jakiś sposób w plan, skoro Ino wierzyła w jego decyzję. Pozostawało mi więc uważać i nie dać ponieść się emocjom. Dlatego też starałam się teraz wyciszyć, odrzucić wszystkie niepotrzebne myśli.


Wujek Nagato obiecał, że kupi mi nowy samochodzik. Porsche! On zawsze dotrzymywał słowa.
Kim jest ta dziewczynka? – Uniosłam głowę zaciekawiona, gdy moje koleżanki nagle zebrały się w małą grupkę i szeptały do siebie nawzajem. Aiko, Nobuko i Kana patrzyły na nową dziewczynę, która miała śliczne, długie karmelowe warkoczyki.
To Yuri. – Odpowiedziała Aiko i ścisnęła mocniej rączkę swojego misia.
Nie bawimy się z nią!
Dlaczego? – Wszystkie trzy podskoczyły zaskoczone na moje pytanie. Wyglądały na przestraszone, że się odezwałam do nich. Bardzo tego nie lubiłam. Mama zawsze straszyła moje koleżanki.
Jest dziwna! Nie odzywa się do nikogo i ucieka! – Wstałam powoli i przycisnęłam biały samochodzik do siebie. Widziałam jak Yuri siedzi sama przy ścianie i skubie materiał swojego różowego sweterka. Przekrzywiłam głowę, chcąc wypatrzeć, co jest w niej takiego dziwnego.
Obserwując ją dostrzegłam tylko jedną rzecz. Była bardzo, bardzo smutna.


Pamiętałam bardzo wyraźnie to wspomnienie. To był pierwszy raz, gdy się nią zainteresowałam. Inne dzieci odrzuciły ją, bo była zamknięta. Nie chciała się z nimi bawić. Wolała siedzieć sama albo rysować jedną, niebieską kredką. Jako jedyna próbowałam pokazać jej moje zabawki, ale jej wielkie oczy patrzyły na mnie pusto.
Westchnęłam i w końcu opuściłam ręce. Wtedy tego nie rozumiałam, ale gdy znów miałyśmy okazję się spotkać i zaprzyjaźnić, jej zachowanie stało się dla mnie oczywiste.
Drgnęłam, gdy uświadomiłam sobie, że Itachi stał obok mnie i musiał obserwować mnie od jakieś chwili.
– Trzymaj się blisko mnie. I żadnych działań na własną rękę, zrozumiałaś? – Dreszcz niepokoju przeszedł mi po ramionach, gdy patrzył na mnie twardo. Zdobyłam się tylko na lekkie kiwnięcie głową. Musiał dostrzec, że chyba był nieco zbyt ostry, bo jego oczy złagodniały. Patrzyłam na niego zaskoczona, gdy uniósł rękę i pogładził delikatnie mój policzek. Czułam, jak robi mi się gorąco od jego dotyku i chciałam opuścić głowę w dół. Ostatnio nie potrafiłam być przy nim sobą. Uciekałam wzrokiem, czerwieniłam się i denerwowało mnie to, w jakiś sposób. Poczułam tylko jak przytrzymuje mi podbródek, bym nie chowała się przed nim. Wpatrywał się we mnie intensywnie. Chwilę później puścił mnie.
Odetchnęłam głęboko i przeczesałam ręką włosy. To, co się właśnie działo, było dla mnie dziwne. Nienawidziłam być nieokreślona, co do kogoś. Kim my byliśmy?
Przez następne półgodziny czekaliśmy. Zdążyłam w międzyczasie usiąść na podłodze i opierając się o oponę naszego BMW X6, rozejrzeć dokładnie po hangarze. Oprócz naszych samochodów, były tutaj ukryte koparki i sprzęt drogowy. Pachołki, czerwono–białe balustrady, a w kątach ogromne wory z cementem, były obiektem mojego zainteresowania przez te długie minuty. Potem tylko już siedziałam i patrzyłam w sufit. Nerwy zżerały mnie od wewnątrz, przez co moja warga była tak mocno pogryziona, że aż bolała.
Niemal podskoczyłam, gdy telefon Itachiego zadzwonił. Widziałam, jak rozmawia, przez krótką chwilę, a potem kiwa na nas głową, by się ruszyć. Strzepnęłam nogi czując, że mi ścierpły. Zbierając w sobie tyle odwagi, ile miałam ruszyłam za nim. Ruszaliśmy.
Zaciekawiona rozglądałam się po tunelu, którym szliśmy. Uchiha zaprowadził nas za metalową konstrukcję, która utrzymywała szkielet hangaru i tam, z zaskoczeniem, odkryłam zejście. Korytarz miał szerokość trzech metrów i z każdym krokiem zwężał się, co raz bardziej. Na ścianach widziałam pełno graffiti, a przy ścianach leżało pełno śmieci. Dzieciaki musiały odkryć te tunele, ale widocznie bały się iść dalej, bo po jakiś pięciuset metrach było ich co raz mniej. Nieprzyjemne dreszcze przechodziły mi po ramionach za każdym razem, gdy słyszałam piszczenie szczurów lub gdy jakiś przebiegł mi pod nogami. Ino szła tuż obok mnie i ocierałyśmy się ramionami, co jakiś czas. Nikt się nie odzywał, parliśmy cały czas do przodu. Dwie przecznice, to nie było daleko, ale dziękowałam w duchu, że Itachi musiał znać te kanały. Ten, którym szliśmy rozdzielał się co chwila na boki. Skręciliśmy zaledwie parę razy, ale wiedziałam, że nie byłabym już teraz w stanie wrócić. Wszystko było zbyt jednakowe, beż żadnych znaków, czy choćby śladów na ścianach. Nie miałam zupełnie pojęcia, jak on może nas tak dobrze prowadzić.
Światło było nikłe, rzucane jedynie przez pojedyncze żarówki przy suficie. Trzymałam się blisko Ino, bo ona jako jedna z nielicznych miała latarkę w ręku. Dzięki temu już wiele razy uniknęłam potknięcia się o własne nogi. Znikając za kolejnym zakrętem mogliśmy usłyszeć echo czyjegoś śmiechu i strzępki niewyraźnych rozmów. W oddali było widać, jak jasna poświata wylewa się z wnęki po prawej stronie.
Będąc co raz bliżej, głosy były wyraźniejsze. Dochodząc do końca, nagle przestrzeń powiększyła się do rozmiarów sporego pomieszczenia. Na bokach były rozstawione duże reflektory, a pod nimi rzucone niedbale narzędzia do wiercenia. Na krzesłach siedziała trójka mężczyzn, których zupełnie nie kojarzyłam. Za nimi, w ścianie, ziała ogromna dziura wylotowa. Poczułam na ramionach gęsią skórkę, gdy wiatr z przeciągu przeleciał mi po skórze.
– Wszystko gotowe? – Tamci trzej widząc nas, przerwali swoją zażartą dyskusję o tym, kto miał lepszą laskę w łóżku, na co się mimowolnie wykrzywiłam i wstali gwałtownie.
– Tak. – Najwyższy z nich wystąpił do przodu i uścisnął Itachiemu rękę. Był blondynem i w tym jasnym świetle bez trudu dostrzegałam jego uważne, orzechowe oczy. Musieli znać się bardzo dobrze, bo przez moment barki bruneta się rozluźniły. – Macie otwartą furtkę. Nikt się nie zorientował, że został wywiercony tunel. – Kiwnął głową w czarną przestrzeń za nimi.
– Dobra robota, Sho. – On jedynie uśmiechnął się do niego. Nagle jego spojrzenie przeniosło się na mnie, a ja mimowolnie przestąpiłam z nogi na nogę. Na początku musiał być zaskoczony, ale zaraz potem zmierzył mnie oceniającym spojrzeniem, a uśmieszek nie schodził mu z ust. Poczułam, jak Ino przysuwa się do mnie i chwyta za łokieć. Zmarszczyłam brwi zaniepokojona jej odruchem.
– Idziecie z nami. – Rozkazujący ton Itachiego, na powrót przyciągną jego uwagę. Kim on był?
– Tego nie było w planie. – Obruszył się jeden z dwójki pozostałych mężczyzn. – Mieliśmy jedynie zrobić to jebane przejście. – Widziałam, jak został najzupełniej w świecie zignorowany. Wszyscy czekali, aż ruszę się następna, więc czując napór wszystkich oczu, ruszyłam czym prędzej do przejścia. Przechodząc obok tego blondyna, poczułam, jak musnął palcami moje włosy. Zmarszczyłam gniewnie brwi i posłałam mu wrogie spojrzenie. Nie tolerowałam, gdy ktoś obcy dotykał mnie, w jakikolwiek sposób. Zupełnie nie podobał mi się ten typ. Strzepnęłam mocno jego rękę i nie patrząc na niego, czym prędzej weszłam do środka.
Tunel, w porównaniu do poprzedniego, był kilkakrotnie mniejszy, pozwalał by tylko jedna osoba na raz mogła przejść. Musiałam jeszcze schylać się, by przypadkiem nie zahaczyć o sufit. Czułam się zakłopotana idąc zaraz za Itachim, mając go wręcz przed nosem. Zamknęłam oczy, chcąc nie myśleć o tym wszystkim. Czemu zawsze do mnie, musiały przyczepiać się jakieś obce typy?
Po krótkim przemarszu, przeszliśmy przez dziurę z drugiej strony. Itachi poświecił latarką w około, obserwując otoczenie. Staliśmy w piwnicy teatru, gdzie na jej całej przestrzeni porozrzucane były rekwizyty. Słysząc tę nienaturalną ciszę, całkiem zapomniałam o wszystkim i skupiłam się jedynie na Yuri. Byliśmy już bliżej, jeszcze tylko dostać się na górę. Zagryzałam mocno wargę, mając nadzieje, że zdążyliśmy. Gdy wszyscy byli już na zewnątrz, nad naszymi głowami nagle rozległ się ogromny wybuch. Zasłoniłam głowę obawiając się, że z sufitu zacznie lecieć coś więcej niż tylko pył. Seria wystrzałów, która rozległa się potem, dała mi wystarczające potwierdzenie, że druga grupa dotarła na miejsce.
– Przegrupować się. Wszystko tak, jak było ustalane. Grupa Ino wchodzi na pierwszy balkon i ubezpiecza nas z góry. Temari i reszta, wejdziecie z Shino, gdy tamci przedrą się do środka. Ja z Sakurą będziemy za kotarą. Wy – kiwnął głową na Sho i dwójkę mężczyzn – pilnujecie zejścia. Jeżeli zrobi się gorąco – pomagacie.
Każdy dał znak, że zrozumiał. Określone grupy, rozeszły się do odpowiednich schodów na górę. Wyjść było co najmniej cztery, przez co rozumiałam decyzję Itachiego, by tamta trójka miała zostać na tyłach. Czułam, że nie straciłam zainteresowania tamtego mężczyzny, ale nie odważył się już więcej mnie zaczepić. Nie miałam już więcej czasu, by zastanawiać się nad tym. Itachi szybkim krokiem ruszył do wejścia, w najdalszym kącie piwnicy. Czułam, jak ręce pocą mi się ze zdenerwowania, gdy sięgałam do kabury na moim pasie. Widząc, że zaczął wyciągać broń, zrobiłam to samo. Teraz wszystko zależało od naszego szczęścia. Będąc na górze schodów obrócił się, przez co musiałam zatrzymać się dwa stopnie za nim. Zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać, znów poczułam jego wargi na moich. Jego głęboki, pospieszny pocałunek zabrał ode mnie wszelkie wątpliwości i strach. Był tutaj.
– Po tym wszystkim musimy porozmawiać. – Wzięłam głęboki oddech i pokiwałam głową.
– Zdecydowanie – czując nową siłę, podążyliśmy w przód.
Wyszliśmy na całkowicie pusty korytarz. Nawet jeśli ktoś tu był, wybuch musiał być na tyle spektakularny, że natychmiast ruszył wspomóc przód. Biegliśmy cicho po czerwonym dywanie i kryliśmy się w każdej wnęce z lustrami, która była po drodze. Wciągnęłam gwałtownie powietrze, gdy zza zakrętu wyszło dwóch barczystych mężczyzn, uzbrojonych w karabiny. Ręką z bronią zaczęła mi się trząść, uświadamiając mi, jak absurdalnie wydawaliśmy się przygotowani. Itachi widząc moją panikę w oczach, nakazał mi być cicho i powoli odbezpieczył broń. Zamknęłam oczy, słysząc delikatne szczeknięcie. Ich ciężkie, pospieszne kroki zbliżały się, co raz bliżej. W momencie, w którym brunet miał wyskoczyć na nich, budynkiem wstrząsnął kolejny wybuch. Chwyciłam się gwałtownie ściany, czując, jak tracę równowagę. Dla niego widocznie musiała być to idealna okazja. Nie wiedziałam nawet kiedy przekoziołkował zaraz przed nogi tamtych strażników, a po korytarzu rozniósł się jedynie cichy wystrzał z jego broni. Tłumik całkowicie zagłuszył jakikolwiek huk. Jęknęłam przerażona widząc, jak tamci dwaj leżą pod ścianami, a pod nimi zaczęły tworzyć się powoli kałuże krwi. Nie zdążyłam wyszeptać ani słowa, gdy Itachi chwycił mnie za przed ramię i pociągnął do siebie. Popatrzył mi przez ułamek sekundy w oczy, dodając mi odwagi. Serce ścisnęło mi się w piersi. Wiedziałam, że tamci bez wahania by nas zabili. Zacisnęłam pięści i zebrałam się w sobie. Musiałam przestać przeżywać to wszystko, teraz w niczym to nie pomoże. Więc kiwnęłam mu głową, że wszystko jest już okej i ruszyłam pierwsza. Chwilę później wyprzedził mnie i po kilku następnych zakrętach, zatrzymaliśmy się przed masywnymi drzwiami z napisem backstage. Wystrzały, które tłumione przez ściany rozchodziły się w około, przerwane były jedynie na kilka sekund.
Cała poddenerwowana weszłam za nim przez drzwi. Byliśmy w garderobie, a lustra poustawiane pod ścianami były oświetlone przez neonowe żarówki. Przeciskając się między wieszakami, jakiś wystający pręt przeciął mi skórę na ręce. Syknęłam cicho i przyłożyłam zaraz tam dłoń. Widząc na niej krew, mimowolnie się krzywiłam. Itachi obrócił się przez ramię, słysząc, że coś się ze mną dzieje. Pokręciłam jedynie głową, pokazując, że wszystko w porządku. Przemieszczaliśmy się do przodu, aż nie dotarliśmy do zaciemnionej części. Parę kroków dalej była do połowy zasunięta, czerwona kurtyna. Odetchnęłam, patrząc, jak wysoko od nas znajdował się sufit. Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam na scenie szyderczy śmiech. Zagryzając mocno zęby, byłam zaraz za nim, gdy ruszyliśmy na scenę. Uważałam, by nie zahaczyć o kurtynę, bo wtedy pewnym było, że bylibyśmy odkryci. Definitywnie – byliśmy na miejscu.
Jęknęłam cicho, gdy zza ramienia mężczyzny dostrzegłam wymęczoną Yuri. Przycisnęłam rękę do ust, a łzy niekontrolowanie pojawiły się w moich oczach. Nie poznawałam własnej przyjaciółki w tym wraku człowieka. Wyglądała jak duch, blada i wycieńczona. Ubrania wisiały na niej całe w krwi, gdy siedziała przywiązana do krzesła. Jej głowa słaniała się na boki, jakby nie była w pełni świadoma, gdzie jest. Nieco dalej od niej przywiązany był Michio, w równie opłakanym stanie. Wydawał się jednak bardziej przytomny niż ona.
Ścisnęłam mocno rękę Itachiego. Potrzebowałam poczuć czyjeś ciepło choć na chwilę. On w ogóle nie przejmował się tym, że moje paznokcie boleśnie wbijają się w jego skórę. Odwzajemnił uścisk i niechętnie wyswobodził się. To mi wystarczyło, by złapać choć odrobinę kontroli. Przełykając ogromną gulę w gardle przesunęła wzrok dalej. Na krawędzie sceny siedziała kobieta. Czułam, jak nienawiść przelewa się po mnie całej, gdy uświadomiłam sobie kim ona jest. Odchyliła głowę w tył i z triumfalnym wyrazem twarzy patrzyła w sufit. Oczekiwała kogoś, a ja nie zamierzałam pozwolić jej długo czekać. Odbezpieczyłam broń, ale zanim zdążyłam choćby zrobić krok, poczułam, jak ktoś zaciska dłoń na mojej.
– Żadnych, nieprzemyślanych działań – złość w oczach Itachiego była wyraźna. Zagryzłam wargę we frustracji. Fuknęłam cicho i załamana spojrzałam na ukochaną przyjaciółkę. Czułam, że długo nie wytrzymam stojąc tak, patrząc na nią. Ona potrzebowała pomocy.
Nadzieja odżyła we mnie, gdy nagle westchnęła ciężko i podniosła ociężale głowę nieco w górę. Widziałam, jak najdrobniejszy ruch sprawiał jej ból.
– Oh? Obudziłaś się? – Zapowietrzyłam się słysząc ten pogardliwy ton. – Twoja przyjaciółeczka już po was przyszła. – Zaśmiała się i wstała na równe nogi. Stała od nas zaledwie kilka kroków. Spięłam się. Wystarczyło by obróciła się odrobinę w lewą stronę, a mogłaby nas zauważyć. Wystarczyło tylko lekko skupić wzrok. Pogładziła ją po policzku, ale nawet to sprawiło, że ona jęknęła.
– Kazu, przynieś dodatkowe krzesło. Mamy gości. – Zarechotała okropnie. Poczułam przeraźliwą panikę, gdy nagle w naszą stronę ktoś zaczął stawiać powolne kroki. Itachi szarpnął mnie nieco do tyłu i czym prędzej zaczęliśmy się wycofywać. Serce biło mi jak oszalałe, gdy starałam się poruszać najciszej, jak tylko mogłam. Poczułam, jak zostaję wepchnięta za kotarę zapasowej kurtyny. Okrył mnie szczelnie, nie widziałam zupełnie, co się dzieje po drugiej stronie. Zacisnęłam dłoń na ustach i nosie, by nie było słychać mojego oddechu. Nie wiem, co się stało z brunetem. Słyszałam tylko jak oddala się gdzieś w lewo, a potem tylko te kroki. Napięłam się cała w zdenerwowaniu, gdy był co raz bliżej mnie. Miałam wrażenie, że lada chwila zostanę odkryta. Zamknęłam oczy, modląc się by mnie nie zobaczył. Nie mogłam zrobić choćby kroczku w bok, bo miałam pod nogami jakieś wiadra. Z drugiej strony znowu była ściana, przez co byłam całkowicie zamknięta.
Tłumiłam szaleńcze łkanie w moim gardle, gdy przechodził zaraz obok mnie. Serce mi stanęło, gdy kroki ucichły jakiś odcinek dalej od mojej kryjówki.
Błagam, nie. Błagam, idź sobie. Nie ma mnie tu.
Prosiłam w myślach ze wszystkich sił, by sobie poszedł. Wstrzymałam oddech, gdy cofnął się nieco do tyłu.
– Chcesz zostać zamknięty w izolatce, Kazu? – Zniecierpliwiony głos Matsuri rozszedł się donośnie wokoło, gdy podniosła głos. – Już teraz należy ci się kilka batów. Masz tu natychmiast wracać. – Myślałam, że popłaczę się ze szczęścia, gdy mężczyzna zerwał się wręcz do biegu i wszedł do garderoby. Miałam tylko nadzieje, że Itachi również zdążył się ukryć.
Chwilę później Kazu wrócił tą samą drogą, nie zatrzymując się już ani razu. Odchyliłam głowę do tyłu i opuściłam ręce w dół.
Byłam bezpieczna.
Nie tracąc ani chwili dłużej zrobiłam niepewny krok w przód, chcąc się wydostać. Wszystko byłoby dobrze, gdybym nie poczuła, jak coś owinęło się wokoło mojej nogi. Zachłysnęłam się, gdy nagle zaczęłam upadać, a hałas rozdzieranego materiału i trąconych wiader rozniósł się po całej sali. Jęknęłam, gdy coś boleśnie wbiło mi się w żebra, a potem zgięłam się w pół. Nie zdążyłam choćby wstać, gdy nade mną ktoś stanął.

*

Pokazałam Kibie i Naruto, że mają się nie ruszać. Musieliśmy przedrzeć się przez grupę sześciu facetów, pilnujących wejścia na boczne schody. Myślałam intensywnie, co z robić w takiej sytuacji. Nas było dwukrotnie mniej. W bezpośrednim starciu nie mieliśmy żadnych szans. Korytarze odbijały się w lekki łuk, ale na szczęście wnęki zapewniały nam jakiekolwiek schronienie. Na krótką chwilę wróciłam myślami do Sakury, mając nadzieje, że u nich wszystko w porządku. To, czego dopuścił się Itachi, było bardzo ryzykowne. Mimo wszystko, znałam go. Może nie byliśmy przyjaciółmi, ale lata na obserwacji potrafią wiele. Z jednej strony podziwiałam go. Z drugiej dziwiłam, że był w stanie podporządkować się Painowi. W końcu, tak naprawdę, władza należała się jemu. I właśnie ze względu na to, nie bałam się o nią. Być może nie była jeszcze przygotowana na tego typu akcje, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jednak z nim była bezpieczna, zwłaszcza, gdy przyciągnęła jego uwagę. Nie mogłam powstrzymać się od małego uśmiechu, czując ekscytację.
Usłyszałam niecierpliwe syczenie Kiby z tyłu, bym się pospieszyła. Humor natychmiast mi się pogorszył. Rzuciłam mu piorunujące spojrzenie, by zamknął się. Odwróciłam się z powrotem do przodu. Dwójka z nich usiadła na schodach. Dobrze.
Widziałam korytarz z ich lewej strony, a pomysł narodził się w mojej głowie znienacka. Podstęp był naszą jedyną szansą. Rozbrzmiał kolejny wybuch. Usłyszałam, tak jak reszta mężczyzn, że schody nagle zaczynają pękać. Zacisnęłam wargi wiedząc, że nie mamy dużo czasu. Miałam ochotę zabić Deidarę. W planach nie było ich tak wiele.
Wykorzystując okazję, że ich uwaga była odwrócona, skoczyłam do przodu. Schowałam się w korytarzu idealnie, gdy część z nich odwróciła się. Pokazałam chłopakom, że mają mi zaufać i strzelać na mój znak. Naruto jak zawsze szczerzył się, ale powaga w jego oczach była widoczna. Kochał taką zabawę, jak to niejednokrotnie nazywał. Natomiast Kiba wyraźnie dawał mi do zrozumienia, że pożałuję swojego występku. Posłałam mu całusa w powietrzu i wzięłam głęboki oddech. Wiedziałam, że zginę, jeśli nie nabiorą się na mój teatrzyk. Z drugiej strony i tak kiedyś wszyscy zginiemy, albo teraz, albo później. Z tą szaloną myślą, poluzowałam uścisk na broni.
Chwilę później, gdy nastąpił kolejny wybuch, rzuciłam się do przodu. Przetoczyłam się idealnie przed nich, a broń wypadła mi z ręki. Krzyknęłam przerażona, dodając dramaturgii mojej scenie. Strażnicy natychmiast podnieśli broń, gdy znalazłam się przed nimi, ale żaden z nich nie wystrzelił. Odetchnęłam z ulgą wewnątrz, odhaczając jeden punkt planu. Udawałam roztrzęsioną, widząc, tak wiele luf wycelowanych prosto we mnie. Nie było to jakoś szczególnie trudne, gdy węzeł zdenerwowania mocno zaciskał się w moim brzuchu.
– Nie, proszę! – Wyjęczałam, wyciągając dłoń do przodu i pochylając głowę. Usłyszałam tylko jak tamci zaśmiali się pogardliwie, a zaraz potem szum opuszczanej broni. Poczułam obrzydzenie, na ich kolejne słowa. Jednak to strach, ugrzązł mi w gardle, gdy wspomnienia zaczęły napływać do mnie falą.
– Popatrzcie. Mamy dziwkę do zabawienia się. – Wzięłam ciężki, chroboczący oddech i starałam się opanować.

No dalej suczko, pokaż na co cię stać.

Potrafiłam, to przezwyciężyć.
Zagryzłam mocno wargę, aż poczułam krew na języku. Ból mnie otrzeźwił. Opuściłam dłoń i podparłam się od tyłu. Przesunęłam lewą ręką po podłodze, unosząc jeden palec w górę. Znak.
Natychmiast opadłam na podłogę, gdy seria wystrzałów z karabinów Kiby i Naruto świsnęła nad moją głową. Starałam się unormować oddech, gdy przez ten krótki moment emocje wzięły górę. Łoskot uderzanych ciał o podłogę utwierdził mnie, że mój plan zadziałał. Przetarłam dłonią oczy i jednym ruchem podniosłam się do siadu. Zaraz potem nad moją głową zawisł pistolet, który upuściłam.
– Kiedyś cię zabiję za takie akcje, kochanie.

*

Idąc po korytarzach głównego wydziału spraw antyterrorystycznych, byłem wściekły. Każdy, kogo spotykałem po drodze, schodził na boki, nie chcąc by ten gniew został rozładowany na nich. I dobrze. Po raz kolejny został wzniesiony alarm o rozrachunkach mafii. Po raz kolejny te sukinsyny zaczęły swoje chore gierki, narażając na to niewinnych. Zaledwie parę minut temu odebraliśmy informacje o wybuchach na obrzeżach miasta. Jeden plus był taki, że wysłana jednostka od razu rozpoczęła ewakuacje z pobliskich mieszkań. Wychodząc na zewnątrz, zapaliłem od razu papierosa i zaciągnąłem się głęboko. To przynajmniej pozwalało mi się opanować.
 – Pakować się ciamajdy! Szybciej! – Warknąłem widząc jakiś młodzików, ledwo przeniesionych, gdy pierdolili się z wnoszeniem broni. Miałem ochotę nawrzeszczeć na tych idiotów, którzy dawali tutaj takie dzieci, ledwo wyrośnięte z pieluch. Potrzebowałem żołnierzy, nie takich jak oni.
Odpaliłem kolejnego papierosa, patrząc jak wszyscy wokoło biegają niczym w mrowisku. Wiedziałem, że dzisiaj dorwę ich i już nie pozwolę zwiać.

*

Zaciskałam mocno zęby, widząc jej znienawidzoną twarz zaraz przed sobą. Była rozbawiona, uśmiech satysfakcji rozciągał się na jej ustach. Warknęłam, gdy jej dryblas przywiązał mnie do krzesła. Sznur zaczął wpijać się w moje nadgarstki za każdym razem, jak starałam się uwolnić. Jestem w dupie.
– Moja kochana – zachichotała. – Wreszcie spotykamy się osobiście. Ależ ty jesteś śliczna. – Zaczęła podchodzić powoli w moją stronę. Znad jej ramienia widziałam Yuri i Michio, gdy zostałam ustawiona w znacznej odległości naprzeciwko nich. Byli zbyt nieprzytomni, by wiedzieć co się dzieje wokoło nich. Wściekłość nakręcała mnie z każdą sekundą, co raz bardziej.
– Czego chcesz? – Wysyczałam, gdy stanęła zaraz naprzeciwko mnie. Zacmokała niezadowolona.
– Manier to ty nie masz za grosz. Z drugiej strony lubię taką bezpośredniość. – Obeszła mnie po cichu dookoła, a jej ręce zaczepiały o moje ucho, szyje, ramiona. Wzdrygnęłam się, czując te zimne palce na mojej skórze. Rozejrzałam się nerwowo, szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki. Mając jednak uwiązane nogi i ręce, za wiele nie mogłam zdziałać. Rzuciłam wzrokiem na balkon, gdzie powinna być Ino. Ciemność, która przeszkadzała wypatrzeć cokolwiek, była irytująca. Zaraz potem ulga, jakiej doznałam, widząc ledwo widoczne zarysy postaci, była niewyobrażalna. Nie wiedziałam tylko, gdzie jest Itachi. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że był wściekły na mnie. Pozwoliłam w tak idiotyczny sposób się zdradzić. Zawiodłam go. Żal ścisnął mi serce.
– Nie jestem oczywiście zbytnio zadowolona, że zignorowałaś moje zaproszenie. Bardzo nie lubię spóźnialstwa. – Poczułam, jak bawi się kosmykiem moich włosów, gdy stanęła zaraz za mną. Jej ciepły oddech owiał moje ucho. Poczułam bardzo przyjemne perfumy, jednak nie dałam się zwieść. Kilka kroków od nas stał jej ochroniarz, uważnie mnie obserwując. – Na szczęście wasz posłaniec dotarł. Biedny chłopaczek, poprawiłaś mi tym humor, dlatego pozwoliłam mu wrócić. Przynajmniej wiedziałam, że w końcu przyjdziesz. – Jej ręce sunęły po moim ciele, od ramion w dół. Zaczęłam się wiercić, zupełnie nie podobał mi się jej dotyk. Wciągnęłam ze świstem powietrze, gdy jej ręce musnęły moje piersi i zsunęły się na talię.
Itachi, gdzie jesteś?
– Co ty robisz? – Warknęłam z obrzydzeniem, starając się odchylić twarz, jak najdalej od niej. Nigdy nie sądziłam, że tak wiele negatywnych, intensywnych emocji można czuć do jednej osoby. Zaśmiała się po raz kolejny i zeszła na moje biodra. Z przerażeniem zerknęłam w dół, gdy jej ręce zaczęły odpinać broń. Chwyciła Yuri i z fascynacją zaczęła ją oglądać ze wszystkich stron.
– Pamiętam, jak była moja. – Zamrugałam zaskoczona, patrząc, jak przechodzi naprzeciw mnie. Była jej? W takim razie, jak znalazła się w posiadaniu Nagato? – Piękna, potężna broń. Idealnie wyważona, wykonana częściowo ze srebra. – Westchnęła zachwycona, pieszcząc zawiłe wzory. Bez słowa odbezpieczyła ją i jednym, płynnym ruchem wymierzyła prosto w moją twarz.
Gula stanęła mi w gardle, widząc bardzo dokładnie wylot przed moimi oczami. Strach nie opuszczał mnie ani na chwilę. Widząc ją tuż nad sobą, tak irytująco pewną siebie, władczą, złość zdominowała. Wiedziałam jedno: nie miałam najmniejszego zamiaru błagać jej o litość. Wyprostowałam się i spojrzałam w jej oczy tak pewnie, jak tylko było mnie stać. Na jej ustach zagościł wredny uśmieszek, gdy położyła palec na spuście. Czułam, jak moje ciało drży, ale starałam się być dzielna. Odwróciłam się na chwilę w stronę widowni, mając świadomość, że jest tam Ino. Potem rzuciłam spojrzeniem za kurtyny. Nie wiedziałam, gdzie jest Itachi i nawet jeśli miał plan, nie łudziłam się, że zdąży. Przypomniałam sobie ostatni raz smak jego ust. Oblizałam spuchnięte wargi i ostatecznie uniosłam wzrok na Yuri. Moją kochaną, biedną Yuri. Ten widok już zawsze będzie łamać mi serce, sprawiać, że żal i poczucie winy, nie będą mnie opuszczać nawet tam, gdzie się znajdę później. Nie spuszczałam z niej wzroku, pamiętając, jaka była w pełni sił. Uśmiechnięta i szczęśliwa. Łza spłynęła po moim policzku. Widziałam, jak jej ręka kobiety nieco się zbliżyła. Brałam z trudem każdy oddech, powstrzymując się od jęków przerażenia.
Krew na skroni Yuri była wręcz czarna, na jej twarzy dominowały tylko napuchnięte, ciemne sińce pod oczami. Miała rozciętą wargę, a na lewym policzku widać było tylko ogromne, zielone stłuczenie. Nie byłam w stanie patrzeć na cięte rany na jej ramionach, nogach. Czerwone pręgi odznaczały się na jej łydkach, jakby ktoś wiele godzin stał nad nią z batem. Nie mogłam znieść tego, ona na to w żaden sposób nie zasługiwała. Tym razem łzy już strumieniem ciekły po moich policzkach, mimo, że starałam się zachować kamienną twarz. One i mój drżący podbródek, były jedynymi śladami tego, co się ze mną działo.
– Wybacz mi. – Wyszeptałam i ostatecznie zamknęłam powieki. Byłam gotowa, na wszystko.

*

Wiedziałam.
Nie mogłam się powstrzymać od uderzenia pięścią w ścianę. Wiedziałam, że ta dziewucha będzie tylko samym problemem. Oczywiście nikt nigdy nie słucha się mnie, bo po co. Ja pierdole. Wyklinałam w myślach z każdą sekundą co raz bardziej, myśląc intensywnie. Staliśmy dwudziestoosobową grupą przed głównymi drzwiami. Małe, okrągłe okienko pozwalało obserwować, co się działo wewnątrz. Każdy dostał polecenie być cicho, bo odrąbię im głowy i jak widać, na razie się słuchali. Ich szczęście.
I gdzie do cholery był Uchiha? Miał jej pilnować, a teraz siedziała przywiązana na tej scenie, niczym zwierzę na rzeź. Prychnęłam i oparłam czoło o przedramię na drzwiach. Nie było mi jej szkoda. Znała się może, co nieco, na niektórych sprawach, ale tutaj trzeba było zostawić dziecko w domu. Nie minęła chwila, a poczułam, jak pager wibruje mi na pasie. Jednym ruchem odpięłam go i przeczytałam wiadomość. Odchyliłam głowę, widząc nareszcie dalsze polecenia. Usatysfakcjonowany uśmiech sam rozciągnął się na moich ustach.
– Przygotować się. – Warknęłam cicho i nie zwracałam uwagi czy wszyscy zrozumieli. To oni mieli się pilnować, w innym wypadku poniosą za to karę. Podobał mi się taki układ. Oglądałam uważnie, jak ta suka zaczyna mierzyć do dziewczyny. Spojrzałam zza ramienia na Deidarę i kiwnęłam głową, by się zbliżył.
– Trzy ładunki wybuchowe na główne konstrukcje. Na już. – Zmierzyłam go twardym wzrokiem. Skrzywił się, ale bez słowa przerzucił swoją torbę przez głowę i pobiegł wzdłuż korytarza. Bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę, że nie podobają im się rozkazy wydawane przez kobietę. Mają, kurwa, pecha.

*

– Opuść broń. – Słysząc jego głos, otworzyłam usta, a moje mięśnie nieco się rozluźniły. Radość, jaką poczułam na sam jego widok, chyba na zawsze już zapamiętam. Stał w przerwie między kurtyną i trzymał kobietę na muszce swojego pistoletu. Jego wzrok przeskakiwał między nią, Kazu, a mną. Zatrzymał się dłużej na mnie, kontrolując, czy jestem cała. Kiwnęłam nieznacznie głową i odetchnęłam głęboko. Miał plan. Zdążył.
– Oh, przecież to mój ulubiony bratanek. Wiedziałam, że ta mała nie przyszła sama. – Rozchyliłam szerzej wargi w niedowierzaniu, a moje spojrzenie co rusz zatrzymywało się na nim bądź na niej. Bratanek? Co…? Nie wierzyłam, że ta dwójka może być spokrewniona. Pokręciłam głową na boki i wpatrzyłam się w kamienną twarz Itachiego, chcąc wyczytać z niej jakiekolwiek odpowiedzi.
– Chyba nie chcesz zestrzelić ciotki, co? W końcu Sakura mogłaby na tym ucierpieć. – Lekkim krokiem ponownie stanęła za mną, przystawiając broń do mojej skroni. Napięłam się niczym struna i patrzyłam błagalnie na niego, by zrobił z tym cokolwiek.
Jęknięcie, które usłyszałam, nie należało do mnie. Dostrzegłam, jak naprzeciwko mnie Yuri uniosła podbródek i spojrzała zamglonym wzrokiem prosto na mnie. Zaraz potem znów straciła przytomność. To jednak wystarczyło, bo miliony igieł przebiły moje serce. Zacisnęłam ręce w pięści, powstrzymując zarówno żałość, jak i wściekłość. Determinacja by się stąd wydostać, na nowo zapłonęła wewnątrz mnie.
– Nie ucierpi, jeśli ty będziesz martwa. – Jego władczy ton przywodził mi na myśl ten sam, którym zaledwie marę minut temu przemawiała kobieta. Teraz dopiero dostrzegłam to podobieństwo.
– Może i tak, ale ona również. – Zaśmiała się i kiwnęła głową na strażnika. W jego dłoniach nagle znalazł się karabin maszynowy, którym nie zawahał się mierzyć prosto we mnie. W tym samym czasie Matsuri odsunęła od mojej skroni pistolet, pewna, że już wygrała. Nie opuszczała broni, jednak nie celowała już we mnie. To było zamknięte koło. Jeśli Itachi starałby się ją zestrzelić, Kazu od razu wystrzeliłby serię we mnie. Natomiast gdyby chciał zdjąć jego, kobieta od razu strzeliłaby mi w głowę. Byłam tego przekonana. To koniec.
– Czego chcesz? – On, mimo wszystko, nie poddawał się. Nie opuścił ręki choćby o cal.
– Dobrze wiesz czego. – Skrzywiłam się z niesmakiem, widząc, jak lustruje go wzrokiem. Zatrzymała go na jednym miejscu. – Choć mógłbyś dodać coś od siebie. – Oblizała lubieżnie wargi, a potem poczułam, jak muszę powstrzymywać odruch wymiotny. Na samą myśl, czego od niego chciała, aż zrobiło mi się nie dobrze. Byli rodziną, do cholery!
To co było później, wydarzyło się zaledwie w ułamki sekund. Budynkiem wstrząsnęły kolejne wybuchy, trzykrotnie mocniejsze od tych wcześniejszych. Poleciałam na podłogę, boleśnie obijając sobie bok, a moja głowa odbiła się od podłoża. Skroń pulsowała mi ogromnym bólem. Usłyszałam wystrzały, a do pomieszczenia zaczęli wbiegać, niczym chmara os, uzbrojeni ludzie. Odchyliłam się z trudem i z przerażeniem odkryłam, że zza kurtyny wybiegają jeszcze inni, należący do Matsuri. Jatka, która się potem rozpoczęła, była barbarzyńska. Gdzie nie spojrzałam leżały ciała w kałużach krwi, a wrzaski roznosiły się echem po teatrze. Nie widziałam nigdzie Itachiego, a leżąc na tej scenie byłam całkowicie bezbronna. Napięłam wszystkie mięśnie i panicznie zaczęłam ciągnąć ręce, chcąc wyciągnąć je z tych więzów. Pomiędzy nogami tych wszystkich ludzi widziałam, jak po przeciwnej stronie Michio i Yuri również leżą skrępowani. Przejęta obserwowałam, jak truchła zestrzelonych ludzi, lecą prosto na nich. Nie wiedziałam, jakim cudem jeszcze nie dostałam ani jednej kulki. Stękałam z bólu za każdym razem, czując bezlitosne kopnięcia na całym ciele.
Im dłużej to trwało, tym harmider, co raz bardziej się wyciszał. Poczułam, jak ktoś przykuca za moimi plecami. Zaczęłam szarpać się na wszystkie strony i wywijać, gdy ten ktoś chwycił mnie za nadgarstki.
– To ja, uspokój się. – Odwróciłam gwałtownie głowę, a przede mną zwisła bardzo znajoma mi twarz Itachiego. Zmrużyłam oczy, czując, jak zbierają się w nich łzy. Oswobodził mnie kilkoma cięciami noża. Podparłam się o niego, gdy kucnął zaraz obok. Rozejrzałam się szybko, widząc, że zostało zaledwie kilku ludzi. Na siedzeniach przed sceną dostrzegłam Temari i Yuugo, gdzieś w oddali krzyczał Naruto. Czułam, jak zaczyna szumieć mi w uszach. Spojrzałam na drugi koniec tam, gdzie została moja przyjaciółka. Na jej nogach leżał jakiś mężczyzna.
– Matsuri ucieka! – Jak na komendę zwróciłam swoją głowę w stronę kurtyny, gdzie została posłana seria strzałów. Kobieta schowała się za czerwoną osłonę, że nie było jej całkowicie widać.
Serce mi stanęło, gdy dostrzegłam lufę mojego pistoletu, wystającego w przerwie między dwoma połami materiału. To było niczym w zwolnionym tempie. Wystrzeliła, a jej twarz wykrzywiła się we wściekłym grymasie. Krzyknęłam, gdy pierwsza kula trafiła Yuri w brzuch. Poczułam, jak ręce Itachiego przytrzymują mnie w pasie, gdy przechyliłam się w jej kierunku. Nie! Nie, nie, nie, nie! BŁAGAM. Szloch, jaki wydobył się z mojego gardła, był najbardziej skrzeczącym odgłosem, jaki kiedykolwiek z siebie oddałam. Czułam, że wewnątrz mnie coś umiera. Bezpowrotnie.
Nie dbałam o to, gdzie posłała drugi strzał. Widziałam tylko, jak wyrzuca broń i ucieka przez tylne wyjście. Nie obchodziło mnie to teraz. Wyrwałam się z mocnego uścisku i na czworaka zaczęłam pełznąć w kierunku mojej Yuri. Obraz rozmazywał mi się przed oczami, a ręce bolały mnie, gdy haratałam nimi po kamieniach z walącego się stropu. Huk jaki rozniósł się wokoło był przeraźliwy. Widziałam, jak z sufitu zaczyna kruszyć się tynk, a popękany w niektórych miejscach zaczął się zawalać. Nie dbałam o to. Miałam gdzieś to, że trzeba było uciekać. Tam była moja Yuri.
Dopadłam jej i zrzucając z wielkim trudem cielsko martwego mężczyzny, przycisnęłam rękę do jej szyi. Dostałam ogromnych spazmów, gdy uświadomiłam sobie, że ona jeszcze żyła. Czując łzy w ustach, przetarłam je gwałtownie. Zaczęłam uciskać ranę na jej brzuchu, krztusząc się.
Natychmiast obok mnie pojawił się Itachi. Musiał zrozumieć, że jeszcze nie jest za późno i ściągnął z siebie gwałtownie koszulkę. Zwinął ją i zabierając moje ręce, zaczął zamiast nich dociskać materiał. Patrzyłam roztrzęsiona, jak bierze ją na ręce jednym ruchem. Ułożył ją tak, by rana była cały czas tamowana.
– Uciekamy. Natychmiast. – Proste, stanowcze słowa. Podniosłam się na drżących nogach i jakbym nagle oprzytomniała, spojrzałam w bok, gdzie powinien być Michio. Sapnęłam, gdy ogromny kamień przetarł moje ramię. Syknęłam, a potem poczułam, jak materiał bluzki nasiąka mi krwią. Chłopaka nigdzie nie było. Itachi zaczął biec z Yuri na rękach, a ja nie widząc innego wyjścia pognałam zaraz za nim. Czułam, jak adrenalina krąży w moich żyłach, zmuszając mnie bym parła w przód. Nie mogłam się poddać teraz.
Nikogo nie było już wokoło, zostaliśmy ostatni. Ze strachem odkryłam, że część przejścia jest już całkowicie zawalona. Budynek lada chwila miał całkowicie runąć.
Sapnęłam, gdy usłyszałam czyjś krzyk za plecami. Oglądając się za siebie, napięcie wewnątrz mnie jeszcze mocniej się spotęgowało. Dwa metry za nami, po lewej, leżała Temari. Gruz całkowicie zwalił jej się na lewą nogę. Widziałam, jak krzyczała i starała się wyrwać ją, ale na darmo.
To był impuls. Krzyknęłam do Itachiego by się nie zatrzymywał. On, widząc, co zamierzam zrobić, zaprzeczył gwałtownie, nakazując mi bezsprzecznie biec dalej.
– Zabierz ją stąd! – Wydarłam się najgłośniej, jak mogłam, chcąc przekrzyczeć walące się ściany. Ile sił miałam w nogach, zawróciłam. Nie wiem jakim cudem znalazłam się koło niej. Widziałam tylko jej strwożone spojrzenie, którym omiotła moją twarz. Krzyczała coś do mnie, ale zupełnie nie mam pojęcia co. Zaczęłam przewracać kamienie unieruchamiające jej nogę. Zaczęłyśmy wspólnie wyciągać ją spod nich. Odetchnęłam, gdy udało nam się ją wyrwać. Zaraz potem mdłości spowodowały, że musiałam odwrócić wzrok. Była całkowicie zmiażdżona. Nie chciałam nawet wyobrażać sobie, jakie katusze musiała właśnie przeżywać. Przerzuciłam sobie jej ramię na szyję i z trudem wstałyśmy do pionu.
Widziałam tylko, jak przejście właśnie się całkowicie zawaliło. Oddech ugrzązł mi w gardle, gdy uświadomiłam sobie, że jesteśmy uwięzione. Zacisnęłam mocno zęby i ruszyłam z nią w przód. Jesteśmy w teatrze, tutaj jest mnóstwo wyjść. Słyszałam, jak Temari cały czas jęczy mi do ucha, gdy we dwie kuśtykałyśmy do bocznych drzwi. Starałam się zignorować to ohydne uczucie, gdy przez przypadek nastąpiłam na czyjąś rękę bądź nogę. Pod naszymi stopami było pełno trupów, głazów i zniszczonych krzeseł.
Nie wiem, jak dotarłyśmy do tych drzwi. Jedyne, co pamiętałam, to trzask, jaki rozległ się zaraz po naszym wyjściu do głównego hallu. Wejście było tuż przed nami, a raczej to, co z niego zostało. Wyrwa była ogromna, a przez nią widziałam drogę na zewnątrz.
Drugi raz tego dnia, jęknęłam z ulgą, gdy dostrzegłam przez nie Itachiego. Kilkoma szybkimi, skokami znalazł się przy nas. Wziął Temari na ręce tak, jak wcześniej Yuri. Biegłam za nim, czując, jak wszystko sypie mi się na głowę. Uskakiwałam przed każdym odłamkiem, który znikąd pojawiał się przed moją twarzą. Widziałam, jak udaje się im bezpiecznie wybiec z budynku. Oglądnęłam się przez ramię i z przerażeniem patrzyłam, jak sufit całkowicie zawala się za mną. Rzuciłam się do przodu, mając nadzieje, że uda mi się wydostać.
Poczułam, jak rozbite szkło wbija mi się w dłonie, gdy upadłam na betonową drogę na zewnątrz. Nie leżałam długo, bo ktoś chwycił mnie jednym szarpnięciem pod pachy i pociągnął w prawo. Na ostatkach sił biegłam, ledwo nadążając za Kisame przede mną. Niebieska ręka trzymała mnie za przedramię i bezlitośnie parła do przodu. Słyszałam w tle wycie syren policyjnych. To, co widziałam za sobą, było spektakularne. Budynek całkowicie zapadł się do środka, a kłęby kurzu wybiły się w górę.
Zostałam wepchnięta do czarnego SUV’a na tył, gdzie ułożona była Yuri. Natychmiast dopadłam ją, dociskając jej ranę. Zapomniałam całkowicie o Temari, o tym, że przed chwilą o mało nie zginęłam. Obserwowałam, jak jej klatka piersiowa ledwo co unosiła się w górę. Poczułam szarpnięcie, a potem o mało nie przewróciłam się na nią, gdy samochód ruszył z piskiem opon. Poderwałam głowę do góry i spotkałam się z czarnym spojrzeniem Itachiego.
Natychmiast powróciłam do Yuri. Pogładziłam jedną ręką jej przeraźliwie bladą twarz.
– Wyjdziesz z tego, obiecuję. – Łzy ponownie zaczęły płynąć po moich policzkach, a cała adrenalina jakby opuściła moje ciało. Byłam zmęczona, przestraszona i załamana.
– Jedziemy do Tsunade, poinformujcie ją. Przywieźcie tam też Temari. – Jak spod wody usłyszałam znajome mi imię. Patrzyłam na nią i modliłam się, byśmy dotarli na czas. Obruszyłam się, gdy nagle otworzyła na chwilę oczy. Było to zaledwie muśnięcie, ale widziałam je. Nachyliłam się nad nią, dociskając materiał do jej brzucha. Moje łzy kapały na jej policzki, staczając się po nich. Przycisnęłam czoło do jej, czując, że nie daję rady.
– K-ko..am ci…
– Nie, nie! Yuri! Nie! – Zaczęłam krzyczeć jak opętana. Czułam pod palcami na jej szyi, że jej puls słabnie. Natychmiast wyciągnęłam spod niej pasy i zapinając ją, leżącą w poprzek, zacisnęłam je mocno. Przycisnęłam ręce do jej klatki piersiowej, zaczynając masaż serca.
– Nie umrzesz, rozumiesz?! Nie możesz! – Z każdym uciskiem, wdechem, czułam, że moją duszę rozdziera coś na miliony kawałeczków.


Shayen: Ojapierdolę. Przepraszam, ale nie wierzę, że to napisałam. Płaczę. Jak na początku się trzymałam, tak teraz, uświadamiając sobie, co to jest – płaczę. Od samego prologu tak miało być, może szczegóły się różnią, ale wszystko jest niezmienione.

Jak myślicie: Yuri przeżyje, zginie? Część z was, z tego co czytałam ma nadzieje, że zginie. 
A teraz?

W ogóle, to nie spierniczyłam tego?

Wprowadziłam perspektywę kilku osób. Stwierdziłam, że gdybym pisała tylko jako Sakura, to nie wyglądałoby tak, jak miało. I tak sądzę, że mogło wyjść lepiej. Jak piszę teraz komentarz na koniec wiem, że i tak posiedzę nad tym tekstem dłużej.
Teraz zaczyna się jazda. Bo wątki, które nastąpią w następnych rozdziałach, nie będą miały końca. Tak się nakręciłam! Aż mi gorąco normalnie.
XD

Przepraszam, że rozdział tak późno. Planowałam napisać go i opublikować jeszcze pod koniec kwietnia. Potem podczas majówki nie miałam zupełnie laptopa ze sobą, bo durna ja zapomniałam ładowarki z domu.
Moim głównym zamiarem będzie teraz, by rozdziały pojawiały się średnio dwa razy w miesiącu. Najlepiej trzy. Nie obiecuję niestety, że tak będzie. Czasem mam tak, że potrafię usiąść i napisać 60 stron (Starry Hopes, jest tego najlepszym przykładem), a czasem napisze jeden akapit i mam dość. Dziękuję, że jesteście wyrozumiali na dotychczasową częstotliwość. <3

Ogromnie dziękuję wam również za te wszystkie słowa, które piszecie pod każdym rozdziałem. Każde z osobna powodują, że mam chęci i siłę by pisać dalej. To, co tutaj jest, wytrzasnęłam w półtora dnia. Nie jest to wielki tasiemiec, ale i tak dla mnie wielkim wyzwaniem było napisanie tego. I udało mi się to właśnie dzięki wam. Czytam wszystkie komentarze zawsze z ogromnym uśmiechem, a nawet łzami wzruszenia w oczach. Dostaję od was wiele komplementów, które dodają mi za każdym razem skrzydeł. Kocham was! Bardzo! <3