Szablon stworzony przez Shayen

24 marca 2019

Ch 21

— Ino? — zapytałam, a głos lekkim echem rozniósł się po hali. Nikt mi nie odpowiedział. Założyłam ręce na piersi i rozejrzałam się wokoło chcąc dostrzec kogokolwiek.
Byłam na dostawie z myślą, że bez problemu znajdę tę małą blondynę. Jednak nie spodziewałam się, że może mi to sprawić więcej problemu, jak zakładałam. 
Westchnęłam ciężko widząc barczystego faceta, który przekładał palety jakiś odcinek dalej. Nie widząc innego wyjścia ruszyłam w jego kierunku.
— Przepraszam, nie widziałeś może Ino?
Mój głos nie zadrżał, jednak poczułam się niepewnie, gdy tamten nagle odwrócił się z niezadowoloną miną. Zmierzył mnie od góry do dołu. 
Przybrałam na twarz maskę i z chłodnym spokojem wytrzymałam ten wzrok. Ten ostatecznie kiwnął głową w prawo. Jego cichy i niski głos warknął tylko:
— Jest tam gdzieś.
Bez słowa podziękowań ominęłam go. Czułam, jak napięcie ze mnie schodzi, gdy rzeczywiście dostrzegłam dziewczynę między regałami. Widziałam z daleka jak marszczy nos, czytając jakieś dokumenty w ręce.
— Co jest? — Uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy, gdy dostrzegłam, jak lekko drgnęła. 
Podniosła na mnie wzrok i pokręciła głową. Mimo to, jej mina była rozbawiona. 
— Nie wiem od kiedy potrafisz się tak skradać, ale nie podoba mi się to. — Pokręciła mi karcąco palcem przed nosem, a ja jedynie uniosłam na to brew. Wskazałam na kartki w jej dłoni. — To? Raport z działu broni. Jakiś idiota bierze amunicję w kartonach, nie odnotowując tego. Trzeba będzie postawić kogoś w cieniu.
— Sprawdzacie takie rzeczy? — Zdziwiłam się. 
— Sprowadzanie takich rzeczy zawsze niesie ryzyko. Robimy większe dostawy i zazwyczaj nikogo nie obchodzi kto, ile bierze. Ale te dziury są aż za duże. — Pstryknęła palcami w raport. 
— Z resztą. — Machnęła ręką i składając go, schowała do kieszeni spodni. — A ty co tutaj robisz?
— Szukałam cię. — Jej chytry uśmieszek powiedział mi, że czeka jedynie na to, jaki mam interes. 
— Zamieniam się w słuch. 
— Potrzebowałabym różowych wstążek. Podobnych do tej, którą podarowałaś mi przed wyścigiem.
— Po co ci one? — Zamrugała zaskoczona, ale widziałam, że już sięga po telefon. Zaczęła pisać coś w nim. — Ile sztuk i na kiedy?
— Dużo, do następnego wyścigu. — Uniosła brwi do góry zupełnie nie rozumiejąc, po co mi to było. Pospieszyłam z wyjaśnieniami. 
— Pamiętasz jak Shinohara znalazł tamtą? 
— I co z tym? Tak ci się spodobała, że chcesz obwiesić nimi pokój? — Szturchnęła mnie zaczepnie, a uśmieszek kwitł na jej ustach. Wyciągnęła rękę z telefonem w moją stronę.

Do: Kiba
10 metrów różowej wstążki, podobnej do tej, której użyłam do podduszenia tamtego gościa z Kioto. Na dzisiaj. Dziękuję kochanie!

Zamrugałam.
Co?
Ino musiała dostrzec moją skonsternowaną minę, bo tylko zaśmiała się głośno. 
— Dostałam od Kiby kwiaty, a że po drodze zaszliśmy do dostawcy i się rzucał… Długa historia. — Wzruszyła ramionami, a ja tylko przeczesałam włosy nie wierząc w nią.
Wstążką, pomyślałam, czując, że ogarnia mnie zarówno rozbawienie, jak i lekkie zmieszanie. 
— W ogóle! Szykuj się, jutro jedziemy po małe zapasy. — W tym czasie poprawiła kucyk. — Przy okazji pójdziemy po parę ciuszków. Wybierzesz coś w swoim guście. — Mrugnęła do mnie. Obydwie dobrze wiedziałyśmy, że i tak bardzo skutecznie będzie ingerować w moje wybory.
— No… dobra — odpowiedziałam z lekkim wahaniem. — I tak na razie nie ma żadnych planów, jeśli chodzi o wyścigi. Chyba, że Temari czegoś nie mówi.
— W takim razie jutro, punkt osiemnasta w garażu. Wiesz która ciężarówka.
— Jasne — potwierdziłam.
— To ja uciekam, musze jeszcze pogadać z paroma osobami. Przyniosę wstążkę, jak tylko dostanę!
Machnęła mi ręką i już jej nie było. Widziałam tylko znikające blond kosmyki za zakrętem. 

Następnego dnia, tak jak zapowiedziała Ino, czekała na mnie przy ciężarówce. Ku mojemu zaskoczeniu ubrała wygodne, białe adidasy, a na nogach opinały jej się czarne dżinsy. Uniosłam brew w górę.
— A tobie co się stało, że nie w szpilach?
— Ładne powitanie, nie zaprzeczę — mruknęła i od razu zauważyłam, że nie jest w humorze. Byłyśmy jedynie we dwie w wielkiej hali. 
Podeszłam do niej i oparłam się o samochód, dotykając lekko jej ramienia.
— Co jest, Ino? — zapytałam ani razu nie odwracając od niej głowy. Ona jedynie ciężko westchnęła i przeczesała swoją długą grzywkę za ucho. 
— Kiba ma jakiś problem z sobą. Doprowadza mnie do szewskiej pasji czasem — warknęła i odepchnęła się do przodu. Wzięła głęboki oddech i widziałam, jak stara się przywołać beztroską minę. Uśmiechnęła się zadziornie i bez żadnych oporów chwyciła mnie pod ramię. Zaskoczona jęknęłam czując, ile siły w to włożyła. 
— Idiota pozostanie idiotą, nic na to nie poradzisz. 
Mrugnęła do mnie, po czym zaczęła mnie ciągnąć do drzwi samochodu.
— Jedziemy tylko we dwie? — zapytałam zaskoczona, czując lekki niepokój.
— Tak. Pomożesz mi załatwić jedną sprawę i potem mamy całą noc dla siebie. — Zaśmiała się cicho. Zmarszczyłam nos wiedząc doskonale, że czeka mnie kilka, bardzo ciężkich godzin.
Niemniej zaintrygowała mnie jedną rzeczą. Zawsze byłam ciekawską osobą i w tym momencie nie czułam oporów wypytać, ją trochę. Zwłaszcza, kiedy była to Ino.
Dlatego, jak tylko we dwie już byłyśmy w ciężarówce, a ona ruszyła z miejsca, pytanie samo wyszło z moich ust:
— Co to za interes? — Przez kilka sekund na jej ustach tkwił jedynie chytry uśmieszek, zanim mi odpowiedziała. Przejechałyśmy pierwsze bramy kontrolne aż, gdy minęłyśmy ostatnią, zabrała głos.
— Facet nie wywiązał się z dostawy broni. Muszę dać mu małą nauczkę.
Nieprzyjemne dreszcze przeszły mi po ramionach, gdy powiedziała to zimnym tonem. Rzadko słyszałam go u niej. Ostatnim razem, gdy zostałyśmy we dwie zaatakowane. 
— Co zamierzasz? — niepewność w moim głosie musiała dać jej nieco do myślenia, bo rzuciła mi uspokajające spojrzenie.
Musiałam przyznać, że nieco obawiałam się jej w tym momencie. Jak dotąd nie pomyślałam o tym, że przecież Ino również nie bez powodu była w tej organizacji. Nagato cenił ją sobie, pomimo otwartej niekiedy niechęci. Jednak dopiero teraz dotarło do mnie, że potrafi być niebezpieczna tak samo, jak miła. 
— Nie martw się. Włos mu z głowy na razie nie spadnie — powiedziała to pewnym głosem, ale cwany wyraz jej twarzy przeczył jej słowom. Kontynuowała:
— Na razie jedynie pomachamy mu przed nosem bronią, może nabawi się kilku siniaków. Jest młody, przejął interes po ojcu. Pain chce mu dać tylko nauczkę, by się pilnował. 
Mój żołądek nieprzyjemnie ścisnął się ze stresu.
— Nagato wie, że jadę z tobą? 
Zmięłam materiał mojej czarnej bluzki w dłoni. Nie powiedziałabym, że byłam zachwycona. 
— Tak, sam to zaproponował. 
Przetarłam dłońmi twarz, nie spodziewając się takiej odpowiedzi. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. To, że miałam wątpliwości, to za mało powiedziane. 
A co, jeśli ktoś nas zobaczy? Może ten mężczyzna będzie miał obstawę? Może tak naprawdę zamiast dać komuś nauczkę, to my ją dostaniemy?
Musiałam jednak z zaskoczeniem zauważyć, że to nie strach wywołał tę lawinę pytań. I nie wiedziałam, czy mam się tym przerazić, czy cieszyć. 
Widziałam, że te brutalne aspekty takiego życia, co raz mniej mnie szokują i odpychają. Bałam się jedynie tego, bym nie straciła swojego człowieczeństwa. 
Ludzkie życie było ważne, wątpiłam bym kiedykolwiek była w stanie zabić kogoś. A mimo to wewnątrz mnie wahałam się. Bo w końcu nie wiedziałam, jak bym teraz postąpiła, po tych wszystkich tygodniach nieprzerwanych treningów, gdyby na muszce trzymana byłaby Ino, czy Nagato. Jeśli w takiej sytuacji, jedynie wyrok śmierci z mojej ręki miałby ich uratować. W końcu widziałam, jak Itachi zabija. Ino, Kiba, Naruto, Temari… Te wszystkie osoby na moich oczach odbierali życie innym. 
A jednak się ich nie bałam, bo byli po mojej stronie. I tak naprawdę… To ja byłam powodem, dla którego to robili. 
To ja zabiłam tych ludzi, nie oni.
Ciężki, drżący oddech, który wzięłam, boleśnie wbił się w moje płuca. 
Gdyby nie Ino, która gwałtownie i mocno ścisnęła rękę na mojej dłoni, znów rozpacz przejęłaby nade mną władzę. I nie wiem, czy byłabym w stanie to opanować.
— Oddychaj. 
Posłuchałam jej.
Brałam głębokie wdechy, jeden za drugim, a ciało co raz mniej mi drżało. Jednak po tych kilkunastu minutach, nie byłam w stanie opanować go do końca.
— Zostaniesz w wozie, jeśli to za dużo. Załatwię to sama. — Jej twardy ton dawał mi jasno do zrozumienia, że wie, co się ze mną dzieje. 
Odetchnęłam, nagle zirytowana własną słabością. Nie wiedziałam, jak mam się zachować. Dwie, sprzeczne natury wewnątrz mnie walczyły ze sobą. Stara ja wiedziała, że to złe, tak nikt nie powinien postępować. Jednak była też ta nowa, która widziała rzeczy, o których wcześniej mi się nie śniło. I nie ugięłam się pod ich ciężarem, zarówno dzięki ludziom dookoła, ale przede wszystkim mnie samej. 
I właśnie dlatego pokręciłam zdecydowanie głową, nie zgadzając się z nią. 
— Pójdę z tobą. 
Mój pewny głos różnił się od kotłujących się wewnątrz mnie emocji. Nie byłam tak bardzo przekonana do swojej decyzji. 
Chciałam zrobić krok w przód, nie cofać się wciąż i wciąż, nieustannie. Walczyłam więc ze swoimi własnymi myślami przez resztę drogi, układając starannie wszystkie elementy tej osoby, którą właśnie się stawałam. 
Musiałam przestać być irytująca. Miałam w sobie siłę. 
A jednak jej oczy prześladowały mnie na każdym kroku. 

***

Warkot motocykli zagłuszył ciszę zaułka, do którego właśnie wjechaliśmy. Zgasiłem silnik, w potem ściągnąłem kask z głowy. Poprawiłem irytujące kosmyki włosów, które w trakcie jazdy uciekły z mojego karku. Zaraz obok mnie podjechał drugi pojazd.
— Akumo wie, że się zjawimy? — zapytałem, jednocześnie wstając na proste nogi. Wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki i wrzuciłem niedbale do kieszeni spodni. Przy okazji sprawdziłem, czy broń na moim pasie wciąż tam jest. Czując chłód metalu poczułem się pewniej.  
— Nie — mruknął Sasuke. Kąciki moich ust same wyskoczyły w górę, gdy usłyszałem tę nowinkę. Chłopak był niewiarygodnie roztrzęsiony, gdy miał do czynienia z Akatsuki. Zwłaszcza, gdy jego ojciec najzwyczajniej w świecie uciekł, zostawiając całą odpowiedzialność na nim. 
Współczułem mu z jednej strony, z drugiej, to nie był mój interes. 
Kiwnąłem głową na brata by ten się ruszył i sam popchnąłem drzwi z prawej strony. Były jak zwykle otwarte i nieprzyjemnie zaskrzypiały, gdy je ruszyłem. Wewnątrz czekał na nas przysadzisty mężczyzna, skryty w mroku. Kiwnął głową w wyrazie szacunku i nie ruszając się z miejsca, przepuścił nas dalej. 
Korytarz był obskurny, a na podłodze walały się stare, kartonowe pudła. Od czasu do czasu mijaliśmy jedynie zamknięte drzwi. 
Słyszałem równe, spokojne kroki Sasuke za sobą. Zacisnąłem szczęki i chwyciłem pistolet z mojego pasa w dłoń. Zbliżaliśmy się do pomieszczenia, z którego wylewała się delikatna łuna żółtego światła. 
Wchodząc do niego, od razu w oczy rzucił się wszechogarniający bałagan. W samym centrum stało duże biurko zawalone papierami, na którym spał dwudziestoparoletni chłopak. Jak zawsze jego ciemne włosy rozrzucone były w nieładzie na wszystkie strony, a z ust ciekła mu ślina.
Skrzywiłem się z niesmakiem. Sasuke nie czekając podszedł do niego i z obojętną miną trzasnął go w tył głowy. 
Widziałem tylko jak Akumo zakrztusił się i upadł na podłogę, zupełnie nie spodziewając się czegoś podobnego. Zaraz przed jego twarzą pojawiła się moja dłoń z bronią.
— Wstawaj — warknąłem cicho. Ten zerwał się natychmiast na proste nogi. Od razu zaczął się jąkać, wyrzucając z siebie jakieś tłumaczenia.
— J-ja…! T-t-to nie b-była moja wina! Oni zawiedli! O-obiecali, że wszystko będzie na czas. 
— O czym ty mówisz? 
Sasuke stanął zaraz obok mnie, wciskając ręce w kieszenie. Pytanie z jego ust było obojętne. 
— N-nie jesteś zły za to? — Jego wielkie oczy, przepełnione nadzieją patrzyły prosto na mnie. 
Zmarszczyłem czoło słysząc, że coś poszło niezgodnie z ostatnim planem. Przez moją nieobecność Pain musiał pozmieniać kilka rzeczy, w które nie byłem wtajemniczony.
Zamiast zaprzeczyć uniosłem brwi w górę i powoli schowałem broń. Nie spuszczałem z niego wzroku, przez co ponownie jego ramiona opadły w dół. 
— Masz informacje o Orochimaru. — Kiwnąłem głową na komputer w drugim kącie pokoju, jasno dając mu do zrozumienia, co nas interesuje. 
Znając Paina, już wyznaczył kogoś do ukarania go za jego niesubordynację. Nie zamierzałem ingerować w to i tworzyć niepotrzebne problemy. Przynajmniej dostanie nauczkę tak, jak należy. Nie zamierzałem marnować swoich sił na kogoś tak słabego. 
Chłopak natychmiast podskoczył w tamtym kierunku i nie zajęło mu to więcej, jak trzy minuty i wyciągał w moim kierunku pendrive’a. Wcześniej strącił po drodze puste puszki po piwie. Głowa powoli zaczynała mnie boleć, a cierpliwość do takiej niezdarności kończyła. 
Dlatego nie odezwałem się już ani słowem i odwróciłem na pięcie do wyjścia. Wcześniej tylko widziałem, jak Sasuke wyrywa z jego ręki istotne dla nas dane. 
Miałem już wejść w ciemność korytarza, gdy tamten niespodziewanie się odezwał.
— N-nie potrzebujecie kolejnego wozu? Słyszałem, że różowa straciła ostatniego mercedesa, którego załatwiłem. 
Natychmiast się odwróciłem w jego kierunku słysząc wzmiankę o Sakurze. Tylko ona miała tak charakterystyczne włosy. Nie było mowy o kim innym.
Mimo, że moja twarz i oczy nie zdradzały niczego poza obojętnością, zaskoczyła mnie ta nowinka. Sasuke jedynie posłał w moim kierunku pytające spojrzenie. 
Po co był jej potrzebny samochód?
Akumo jedynie jeszcze bardziej skulił się pod ciężarem mojego wzroku. Jednak widziałem, że za wszelką cenę chce znów wkupić się w moje łaski. 
— Mogę załatwić wam cokolwiek zechcecie. Tylko dajcie mi miesiąc, b-będzie na czas — jęknął wystraszony, gdy prychnąłem pod nosem. 
Zaintrygował mnie ten temat. Poczułem ogromną potrzebę dowiedzenia się, co kombinuje Sakura i kto jeszcze jest w to zamieszany. Ostatnim razem była w kompletnej rozpaczy, teraz dowiaduję się czegoś nowego. 
— J-jest o niej co raz głośniej.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
— Wrócimy do tego — powiedziałem obojętnym tonem. Jednak nuta zadowolenia, która wkradła się w słowa, była poza moją kontrolą. Tamten jedynie pokiwał gwałtownie głową i usłyszałem jak cicho mruczy z ulgi, gdy wychodziliśmy.
Kiedy znaleźliśmy się na zewnątrz Sasuke nie omieszkał mnie zapytać o tę sytuację.
— Kim jest ta laska? — Zasiadł na motocykl i trzymając kask mocno w rękach, nie spuszczał ze mnie wzroku. Słabo skrywana ciekawość wręcz z niego biła. 
Westchnąłem rozbawiony, przypominając sobie jej naburmuszoną minę. 
— Poznasz ją. 
Bez słowa więcej uruchomiłem silnik. Widziałem, jak wykrzywił się z niezadowolenia. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie lubi niewiedzy. Zrobiłem to z premedytacją za ostatnią akcję, którą odwalił. Niech nie myśli, że wszystko będę mu ułatwiać.
Sakura ponownie sprawiła, że myślałem jedynie o niej. Nie zamierzałem odpuścić tematu i jadąc, na słuchawce włączyłem połączenie do Paina. Nie odebrał.
Moja ciekawość sięgała zenitu.

***

Rozejrzałam się uważnie po ulicy, gdy Ino zatrzymała się przy krawężniku. Znajdowałyśmy się na obrzeżach miasta, gdzie znajdowały się typowe slumsy. Niepokój ściskał moje gardło, nie wiedząc zupełnie czego mam się spodziewać. Poczułam, jak dziewczyna ponownie chwyta moją dłoń i ściska. 
— Nie pokazuj niczego poza obojętnością. Może być ci szkoda tego dzieciaka, ale nie pokazuj tego. Może wyglądać bezbronnie, ale bez zawahania zabiłby cię. — Jej niebieskie oczy wysyłały w moją stronę jedynie ostrzeżenie. Żadnej litości. 
— Już ja znam jego sztuczki — mruknęła niezadowolona. Kiwnęła głową. Wyszłyśmy na zewnątrz, a moja dłoń sama powędrowała na uda. Ostrza trzymały się w pasach, przez co czułam więcej odwagi. Wiedziałam, że potrafię ich użyć. Bałam się jedynie, że nie będę w stanie tego zrobić, w razie konieczności.
Westchnęłam ciężko i przybliżyłam się do Ino.
— Głowa w górę. Chodź.
Wskazała na zaułek między budynkami i bez zawahania ruszyła w tamtym kierunku. Słońce już dawno schowało się za linię horyzontu i jedynym oświetleniem pozostały latarnie na ulicy. Czułam niebezpieczeństwo z każdym krokiem, co raz wyraźniej. Zacisnęłam ręce w pięści.
Nie chciałam być tchórzem.

Weszłyśmy między dwie ściany, a w lewej znajdowały się metalowe drzwi. Wyglądały na ciężkie i gdy Ino pociągnęła za klamkę, zawyły głośno. Czułam, jak paznokcie wbijają się w skórę moich dłoni. Ból pozwolił mi myśleć. 
Weszłam za nią w ciemność korytarza.
— Ino. — Niemal podskoczyłam, gdy usłyszałam zachrypnięty, gruby głos z kąta. Z niepokojem dostrzegłam tam parę świecących ślepi. Ogromny mężczyzna stał pod ścianą i uważnie mi się przyglądał.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Jedynie uniosła rękę w wyrazie powitania i pociągnęła mnie do przodu. Czułam wzrok wypalający mi dziurę w plecach. Trzymałam je sztywno wyprostowane i szłam za nią nie wiedząc, czego mam się spodziewać. 
W tle było słychać stukanie długopisu o stół i lekkie skrobanie. Łuna światła zbliżała się do nas z każdym krokiem.
Skrzywiłam się z niesmakiem czując smród papierosów i spoconego ciała. Otoczenie było całe zagracone, a śmieci walały się w każdym kącie. Na środku pokoju widziałam młodego mężczyznę, z zaczesanymi włosami za uszy. Mimo to wystawały w każdą możliwą stronę. Jasne oczy były przenikliwe, ale strach na sekundę pojawił się w ich spokojnej, niebieskiej tafli. Spojrzał niepewnie na Ino, ale kpiący uśmiech sam wykwitł na jego twarzy. 
W następnej sekundzie zmierzył mnie od góry do dołu, a usta wykrzywiły się jeszcze bardziej. 
Czułam, jak zimna maska twardnieje na moim obliczu, a emocje chowają się głęboko wewnątrz.
Uniosłam brew w górę, bardzo podobnie do pewnej osoby, która ma tak w zwyczaju. 
— Widzę, że moja propozycja została przyjęta, skoro ta ślicznotka się tutaj pojawiła.
Mój podbródek powędrował w górę, ale zmrużyłam oczy zastanawiając się, o co mu chodzi. Usłyszałam, jak Ino wyciąga zza pasa broń. Po jednym pistolecie na dłoń. Wstrzymałam odruch, by się wzdrygnąć. Mimowolnie chwyciłam najdłuższe ostrze w dłoń.
— Chyba coś ci się pomyliło, kochanie. — Słodki ton Ino go nie zwiódł. Jego mina zrzedła, gdy zobaczył, że nie mamy przyjaznych zamiarów. Odrzucił srebrny, obgryziony, długopis na stół i wstał niepewnie. 
— Ostatnio bardzo nieładnie nas zawiodłeś.
Powoli na jej ustach wykwitał okrutny uśmiech. Lewą dłoń opuściła w dół, lecz prawa wciąż mierzyła do niego z broni. 
— Nie uważasz, że powinieneś za to zapłacić? 
Blondynka przysiadła na biurku zupełnie swobodnie, a jej oczy wręcz iskrzyły się rozbawieniem. Rozmasowałam nadgarstek, a wzrok Akumo mimowolnie prześlizgnął się na nóż w mojej ręce. 
Ciemna, gęsta i mroczna satysfakcja z jego strachu spłynęła na mnie przyjemną falą. Podobała mi się ta władza nad nim. Pierwszy raz widzę, by ktoś bał się zaledwie mojego małego ruchu. Uczucie było wspaniałe, obezwładniające. 
Zrobiłam krok w przód czując ogromną i młodą pewność siebie.
— Akatsuki tak łatwo nie wybacza — mój szept niósł za sobą niebezpieczeństwo. Nie poznawałam własnego głosu. Tak samo, jak Ino, która rzuciła w moją stronę zaskoczone spojrzenie. 
Zaraz potem śmiech na jej ustach przybrał niemal wesołą nutę. 
— Szybko się uczysz Sakura.
Wysłała w moim kierunku buziaka, a mnie na moment, to rozbawiło. Kąciki ust mi drgnęły. 
— C-czego chcecie? P-przecież już byliście o-odebrać dług! — Mężczyzna zaczął panicznie się jąkać, szukając wzrokiem jakiejkolwiek ucieczki. Jednak Ino zastępowała mu drogę do korytarza, a to za moimi plecami znajdowały się inne drzwi. 
Usta Ino ułożyły się w dziubek. 
— Och? O czym ty mówisz? — Dłoń z bronią prosto przed jego twarzą lekko się przekrzywiła, a jej uścisk się wzmocnił w niemej groźbie. 
— Uchiha byli dzisiaj u mnie! — wykrzyczał spanikowany, a jego ciałem szarpnął nagły skurcz. Z jękiem skulił się na podłodze łapiąc za łydkę. 
Spięłam się słysząc to nazwisko. 
Itachi?, pomyślałam zaskoczona. Ciekawość i tęsknota ukuły moje serce. Jednak to złość była zapalnikiem, który spowodował, że kucnęłam przy mężczyźnie. Wyraźnie widziałam jego wątłe ciało, bez żadnych mięśni. 
— Czego tu szukali? — zapytałam przez ściśnięte gardło. Kostki pobielały na moich knykciach, gdy zacisnęłam boleśnie pięści. 
Zanim dostałam odpowiedź poczułam, jak Ino zaciska dłoń na moim barku. Unosząc wzrok widziałam, jak kręci głową, bym porzuciła temat. Zmarszczyłam brwi, gotowa już się z nią spierać, jednak rozdzierający ból w ramieniu rozszedł się po ciele. Jęknęłam głucho, a moja dłoń z nożem wystrzeliła do przodu. 
Przeciągły syk wydobył się z ust Akumo, gdy przecięłam mu głęboko policzek. Natychmiast chwyciłam za jego rękę, która ściskała bezlitośnie moją w miejscu, gdzie wcześniej wbił fragment szkła. Zaciskałam mocno zęby, czując okropne pulsowanie.
— Ty skurwysynie — sapnęłam. Jego oczy, które jeszcze chwilę wcześniej jaśniały odwagą natychmiast zasnuły się mgłą strachu. Przycisnęłam mocniej dłoń z ostrzem do jego twarzy, a on pisnął. Czułam, jak znieruchomiał pode mną. 
— No to teraz się doigrałeś — warknięcie Ino było złowrogie. Nieznacznie przechyliła głowę w niemej prośbie, bym dała jej dostęp do niego. Powolutku, widząc, że trzyma go cały czas na celowniku, zaczęłam wyciągać nóż. Na jego szczęście był cholernie ostry, jednak i tak czułam satysfakcję, gdy wiedziałam, że zaboli go zaraz bardziej, niż mnie. 
Stęknęłam cicho, gdy wyrwałam się z jego uścisku i stanęłam na proste nogi. Zamknęłam oczy, ufając w zupełności Ino. Czułam, jak moje ciało walczy z wbitym w nie szkłem. Nie mogłam go wyciągnąć, jeszcze nie teraz. Nie wiedziałam, jak głęboka była rana, a nie mogłam doprowadzić do wykrwawienia się.
Z miną wykrzywioną w bólu bezlitośnie patrzyłam, jak Ino bez żadnego trudu obija jego twarz z każdą sekundą, co raz brutalniej. 
Miała rację. Nie zawahał się. 
Ja też nie powinnam. 


— Jak to wygląda? — zapytała, gdy wychodziłyśmy z korytarza. Po drodze posłała jedynie złowrogie spojrzenie mężczyźnie przy wyjściu. Bez słowa nas przepuścił. 
Przygryzałam wargę, by nie jęczeć przy każdym kroku. Cholerstwo paliło, jak nic innego. 
— Nie wiem — warknęłam przez zaciśnięte zęby. — Potrzebuję apteczki. 
— Mam w samochodzie. 
Przyjęłam to z ulgą. Sekundę później znalazłyśmy się na tyłach ciężarówki, a Ino spod siedzenia wyciągnęła białe pudło. Przez to, że uciskałam ranę, nie mogłam poszukać tego, co potrzebowałam. 
— Potrzeba mi bandaży, czegoś do zszycia rany i przeciwbólowych. Rwie okropnie. 
Widziałam, jak zaczyna szukać wszystkiego, o co poprosiłam. W międzyczasie ostrożnie odsunęłam palce od rany. Syknęłam, gdy poczułam, jak krew zakrzepła dookoła i skleiła moją dłoń ze skórą. Widziałam, jak nowa zaczyna się sączyć. Chwyciłam szybko szkło i jednym, pewnym ruchem wyciągnęłam je. Obejrzałam uważnie, czy żadne odłamki nie pozostały i ponownie ścisnęłam. 
Ino znalazła wodę utlenioną, więc chwyciłam za nią od razu. Wiedziałam, że to najgłupsza rzecz jaką mogłam w tym momencie zrobić, ale nie miałam wyboru. Ranę trzeba było pobieżnie odkazić. Wciskając sobie koszulkę w zęby, nie zastanawiając się więcej, przechyliłam butelkę. 
Stłumiony krzyk wydarł się z mojego gardła, a zaraz potem przyłożyłam gazę do rany. Materiał wypadł z moich ust.
— Kurwa mać. Powiedz, że nie wyliże się z tego za szybko — wysapałam. Nie sądziłam, że tak głupia rana potrafiłaby sprawić tyle bólu. 
— O to się nie martw — potwierdziła cichym, stanowczym głosem. 
Chwyciłam za zszywacz, by założyć szwy tymczasowe. Nie potrzebowałam tego, co zdążyłam zauważyć, jednak wolałam być pewna. 
— Odpakuj mi dwie tabletki, proszę. — Kiwnęłam głową na opakowanie między nami. Kiedy ona wyciągała pigułki, ja wcisnęłam dwa razy. Grzebiąc w apteczce zauważyłam maść przeciw zakażeniom, więc nawet nie wahałam się jej użyć. Po tym jak zabandażowałam ramię, połknęłam od razu leki. 
Odetchnęłam i odchyliłam się do tyłu, opierając w pełni o ścianę samochodu. Bolało, nawet bardziej, jak wcześniej, ale teraz mogło być już tylko lepiej. 
W tle słyszałam tylko, jak Ino zbiera wszystkie rzeczy dookoła i ponownie pakuje. Jak skończyła, to siedziałyśmy przez chwilę w ciszy. Oczy miałam zamknięte, a głowę odchyloną do tyłu. 
— Dobrze sobie poradziłaś.
— Hm? — Spojrzałam na nią z niezrozumieniem. 
— Nie spodziewałam się, że potrafisz być taka bezwzględna. 
Wzdrygnęłam się. Nagle uświadomiłam sobie własne zachowanie. Przypomniałam sobie te uczucia, to obezwładniające samozadowolenie.
Zamknęłam oczy. Mocno wciągnęłam powietrze. Nie żałowałam. Mimo to, bałam się samej siebie.
— Ja też — powiedziałam cicho. Usłyszałam szelest, a zaraz potem usiadła obok, również odchylając głowę w tył. — Mogę mieć do ciebie prośbę?
Spojrzała na mnie zaciekawiona. Zmieszana nie wiedziałam, jak interpretować te wszystkie nowe uczucia wewnątrz mnie.
— Nie pozwól bym się w tym zatraciła.
— W czym?
— W tej satysfakcji. Boże — jęknęłam udręczona. Schowałam twarz w dłonie i niemal syknęłam, czując jak skóra na zranionym ramieniu się naciąga. — To nienormalne, Ino! Czemu tak bardzo podobał mi się strach w jego oczach? Dlaczego tak bardzo chciałabym ponownie poczuć się silniejsza od kogoś? — Głos mi się załamał. 
Nie rozumiałam siebie. To wszystko było bestialskie! Chciałam być samodzielna. Już nigdy miałam nie być ofiarą. Ale nie pragnęłam nikogo zabić, zranić. Przerażało mnie to. To, co zrobiłam zaledwie parę minut temu spadło na mnie niczym grom z jasnego nieba. 
Gdybym przycisnęła mocniej nóż, mogłabym go uczynić kaleką na zawsze. Tak blisko byłam jego oczu. 

Delikatne dłonie Ino objęły mnie. Poczułam ciepło jej ciała oraz to jak zaczyna do mnie uspokajająco szeptać. 
— To normalne — powtarzała. — Dopóki będziesz widziała równowagę między tym, co słuszne i tym, co trzeba zrobić, a czymś złym, będzie dobrze. 
Zrobiła pauzę, bym dobrze zrozumiała jej słowa. Czułam, jak jej głos działa na mnie uspokajająco.
— Gdybyś tego nie zrobiła, on by zrobił coś o wiele gorszego, jak szkło. W tym świecie trzeba być okrutnym. Bo tylko tacy przetrwają najdłużej. Masz osoby, które nigdy nie pozwolą ci się stać potworem. Ja do tego nie dopuszczę.
— Bądź silna, bądź odważna, nie bój się własnych działań. Myśl o celach, myśl o konsekwencjach swoich czynów i co one ci przyniosą. Bo tak naprawdę to ty podejmujesz decyzję. I to ty sama z sobą musisz być szczera, czego pragniesz. 
— Ja będę zawsze obok by ci pomóc, gdy obierzesz złą drogę. Znamy się jakiś czas, ale już od samego początku czułam sympatię do ciebie. Bo jesteś jej warta. 
Spojrzałam na nią przez zaszklony wzrok, jednak żadna łza nie wypłynęła. Czułość ścisnęła mnie za gardło. Objęłam ją mocno sprawnym ramieniem. Już dawno nie czułam czegoś tak wspaniałego. Jedynie Yuri była w stanie wesprzeć mnie w ten sposób. 
Teraz miałam Ino. I wiedziałam, że zrobię dla niej wszystko.
— Dziękuję — wymamrotałam w jej włosy.
— Nie masz za co wielko czoła. — Zaśmiała się do mojego ucha.
Oderwałam się od niej ze zmarszczonym nosem.
— Wcale nie mam wielkiego czoła! — Całe napięcie całkowicie ze mnie zeszło. Nasz śmiech na pewno było słychać na ulicach.


Obserwowałam uważnie obraz za oknem. Tabletki zaczęły działać natychmiast, więc moje ramie jedynie pulsowało gorącem, a ból był przytłumiony. 
Ino chciała wracać po tym, co się wydarzyło, ale ja nie miałam ochoty. Musiałam poukładać wszystko w głowie. Pragnęłam być jeszcze jakiś czas na powierzchni. Siedzenie pod ziemią dusiło mnie, pomimo wszystkich obowiązków. 
Dlatego kazałam jej jechać na te zakupy. Mogłam przebierać w ciuchach i spokojnie pozwolić płynąć własnym myślom. 
Z zamyślenia jednak wyciągnął mnie jej głos.
— Co jest? — zapytała do słuchawki telefonu, który chwilę wcześniej musiał zacząć wibrować. Zawsze miała go wyciszonego. 
— Ta, już ci ją daję. — Uśmiechnęła się cwanie w moim kierunku i wyciągnęła rękę. Nie spodziewając się sprawy do mnie, przycisnęłam komórkę do ucha. 
— Halo?
— Siema Sakura! — Wesoły głos Kisame zabrzmiał w słuchawce. Brwi powędrowały mi w górę. 
— Hej? Co jest? — zapytałam niepewna. 
— Mam do ciebie interes. 
— Hm? To znaczy? — Oparłam głowę o przyjemnie zimną szybę. 
— Pomyślałem, że mogłabyś być zainteresowana wyścigiem. Znajomy do mnie zadzwonił, że będą organizować coś grubszego. 
Uśmiech pojawił się na moich ustach na samą myśl. Nie zamierzałam już nigdy bać się żadnych decyzji. 
— Oczywiście. 


Następnego dnia, późnym popołudniem, szłam po korytarzach organizacji wracając od Temari. Wcześniej tego dnia pojawiłam się na umówionym treningu z Nagato, ale moje ramię nie pozwalało mi na razie na jakiekolwiek ekscesy. Musiałam doprowadzić siebie do porządku przed wyścigiem, który miał być już jutrzejszej nocy. 
Na wejściu zostałam powitana przez zadowolony uśmieszek na jego ustach. Ino musiała zdać mu pełny raport z mojego zachowania z wczoraj. Nie miałam co do tego wątpliwości, gdy powiedział, że na coś podobnego liczył.
Nie skomentowałam.
Niemniej nie rozwiązywało to mojego problemu z samochodem. Na stanie Akatsuki nie miało żadnego, które by mnie satysfakcjonowało. W ostateczności pojechałabym czarnym mercedesem, którym woziła się Temari na wyścigi. 
Jednak ona załatwiła mi coś o wiele lepszego. Jej stary znajomy, szycha, pozostawił jej auto do warsztatu. Założyła się z nim, że jeśli wygram tym egzemplarzem, to dopuści mnie do swoich wyścigów.
Widziałam zadowolenie wypełniające ją z każdej strony. Jak to stwierdziła: 
To byłby idealny start w poważnych wyścigach. 
Killer Bee był jednym z najbardziej rozpoznawalnych organizatorów wyścigów. Zaledwie pierwszy z pięciu. 
Niepokoiło mnie jednak coś innego. Nie powiedziała ani nie pokazała mi, co to za samochód. Warknęła jedynie, że będzie gotowy na jutro i więcej mi nie potrzeba. Ufałam jej, bo wiedziałam, że do niej trafiały same perełki. 
Zamierzałam wrócić do siebie i zająć się przygotowaniami na jutro. Oczywiście, jak zawsze, nie mogłabym mieć tyle szczęścia. Na mojej drodze stanęła osoba, której nie miałam najmniejszej ochoty oglądać. 
Hidan stał oparty plecami o ścianę, a ręce miał schowane w kieszeniach skórzanej kurtki. Widziałam, że miał też na sobie białą koszulę rozpiętą do połowy. Naszyjnik lśnił srebrem na jego skórze. 
Posłał mi chytry uśmieszek i jednym ruchem odepchnął się. Zrobiłam jeszcze kilka kroków w przód i zatrzymałam się. 
Odetchnęłam ciężko. Jego ostatnie zachowanie nie zwiodło mnie. Zwłaszcza, że teraz wyglądał, jakby był ponownie był tym samym, wkurzającym człowiekiem. 
— Dobra. Musimy wyjaśnić sobie kilka rzeczy. — Nie zamierzałam bawić się w żadne podchody. Miałam już dosyć tych wszystkich gierek dookoła.
On jedynie założył ręce na piersi, przez co jego klata się napięła. Odwróciłam od tego wzrok. Nie zamierzałam dać się rozproszyć. Zwłaszcza, że jego cwany wyraz twarzy dobitnie pokazywał mi, że taki właśnie miał w tym cel.
— Te pocałunki nic nie znaczyły, więc nie licz na nic.
Widziałam, że mój stanowczy ton nie zrobił na nim wrażenia. 
— Ależ kochanie. Myślałem, że już na samym początku ci to powiedziałem. Nie obchodzą mnie uczucia. — Oblizał usta i nie spuszczał ze mnie wzroku ani na chwilę. — Nie znaczy to jednak tego, że się nie powtórzy.
Zmarszczyłam nos niezadowolona.
— Tak, dokładnie to oznacza. 
Stanęłam pewniej na nogach, gdy spuścił ramiona wzdłuż ciała, gotowa odskoczyć w każdym momencie. Zrobił pierwszy krok w moją stronę. 
Zbliżał się pomalutku, nie spuszczając swojego wzroku. Zaskoczył mnie, gdy przeszedł obok bez słowa. 
Zatrzymał się dosłownie pół kroku dalej. Poczułam, jak chwyta kosmyk moich włosów w palce. Gorący oddech owiał mój kark. 
Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę. 
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Ten tylko zaśmiał się krótko rozweselony, a jego oczy błyszczały iskierkami rozbawienia. 
Zaczął odchodzić, nie zaszczycając mnie ani jednym spojrzeniem więcej.






Shayen: Cześć po dłużej przerwie! Powiem wam, że bardzo mi ona pomogła. Co prawda nowe obowiązki wypruwają ze mnie wszystko, ale dzisiaj cały dzień poświęciłam na przyjemność. <3

Przeczytałam wszystkie komentarze, nawet nie raz, nie dwa, a po kilkanaście razy! Nie wiecie, jak mnie motywujecie. Dziękuję wam za to, że byliście, jesteście i będziecie. Wszystkim osobom, które będą czekać. Bo nigdy nie porzucę tego opowiadania, ani pisania. Tylko przy mnie trzeba mieć nieco cierpliwości.

W przyszłym tygodniu nie wiem, jak to będzie z rozdziałem, ponieważ będę wyprowadzać na swoje. Ale na pewno postaram się coś w tygodniu naskrobać. Nawet nie wiecie, jak się jaram. Mam mega motywację!
Będę też nadrabiać powoli zaległości u was, więc proszę, bądźcie cierpliwi. Na pewno skomentuję! <3

A co sądzicie o rozdziale? ;) Sakura staje się powoli badassem. XD Ale chcę by to było naturalne. W końcu zabijanie i w ogóle rzucanie nożami w ludzi nie jest normalne. Chyba. XD

ps. Patrzcie jakiego arta znalazłam! <3 Jestem zakochana. *-*
Na podstawie Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r., publikator: Dz. U. 1994, nr 24, poz. 83, tekst jednolity: Dz. U. 2006, nr 90, poz. 631 oświadczam, że wszelkie prawa do publikowanych przeze mnie materiałów należą wyłącznie do mnie i niniejszym nie udzielam zgody na wykorzystywanie moich materiałów do jakichkolwiek celów bez mojej zgody.