ch 5 50%
korekta 0%

aktualizacja 11.12.2017
Ostrzeżenie! W opowiadaniu pojawiają się przekleństwa i sceny +18!
Treść przeznaczona głównie dla dorosłych czytelników. Nie biorę odpowiedzialności, jeżeli ktokolwiek niepełnoletni to przeczyta.

Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 6 listopada 2017

Ch 4

- Uderzaj.
- Co?
- To, co słyszałaś. Uderzaj. – Patrzyłam to na niego, to na worek, który wisiał tuż przede mną. Chwilę temu weszliśmy do sali treningowej i od razu wiedziałam, że będzie chciał mi coś pokazać. Niekoniecznie spodziewałam się tego.
– Na co czekasz? – Uniósł jedną brew do góry, a ja przełknęłam cicho ślinę. Z lekkim wahaniem stanęłam na nogach i podniosłam ręce do góry. Mając dłonie zwinięte w pięści przyjrzałam się czarnemu, skórzanemu materiałowi. Przymknęłam oczy na chwilę, aby odtrącić od siebie wszystko. Wszystko z zewnątrz, nie pomijając również emocji wewnątrz mnie. Byłam… ciszą. Starałam się nią być. W jednej sekundzie słyszałam szum wentylatorów, a w drugiej wyprowadziłam pierwszy cios. Raz, drugi, trzeci. Celowałam, czując na kostkach siłę moich uderzeń. Nie wiedziałam nawet czy robię je poprawnie. Po kolejnych moich niepewnych ruchach, poczułam jak Nagato kładzie mi dłoń na ramieniu i przesuwa nieznacznie.
- Odsuń się na chwilę i obserwuj. – Bez słowa wykonałam polecenie. On sam ustawił się na moim poprzednim miejscu. Bez ostrzeżenia wyprowadził prawy cios. Huk rozniósł się po niewielkiej salce. Wzdrygnęłam się widząc ten gwałtowny ruch, a zaraz po nim pojawił się kolejny.
- Miej cały czas napięty brzuch. Zwróć uwagę, jak trzymam ręce. – Kiwnęłam głową, gdy ten odwrócił się na moment w moim kierunku. Zagryzłam wargę i wpatrzyłam się w to, co mi kazał. Jego cała sylwetka była w gotowości. Każdy jego ruch był pewny i bardzo mocny. Wręcz z podziwem obserwowałam, jak się porusza. A było to tylko uderzanie tego przeklętego worka. Nie chciałabym przekonać się na własnej skórze o jego sile. Współczułam tym, którzy spotkali się z jego gniewem.
- Spróbuj teraz Ty. – Opuścił ręce wzdłuż ciała i odsunął się o krok. Przybliżyłam się więc i, mając w głowie jego postawę, ustawiłam się. Napinając mięśnie brzucha czułam, że moje ciało jest stabilniejsze. Biorąc do siebie wszystkie wskazówki poczułam, jak ruch staje się nieco lepszy i dokładniejszy. Lewe wyprowadzenie, a za nim posłałam drugie. Uderzałam. To jedyne się teraz liczyło – nic więcej. Każda komórka mojego ciała reagowała.
Prawa. Lewa. Prawa. Powtarzałam, jak mantrę w głowie. Zaczęło mi szumieć w uszach, a z każdą chwilą mój oddech stawał się co raz cięższy z wysiłku. Czułam, że co raz bardziej słabnę. Nagle wydarzenia z ostatnich dni przyszły do mnie niespodziewanie ogromną falą. Aresztowanie, rodzice, rozprawa sądowa. Yuri. Marszcząc brwi w gniewie, poczułam, że mam ochotę coś zniszczyć. Warknęłam i z zupełnie nową siłą uderzyłam w worek. Poczułam, jak cały ten impet rozchodzi się wzdłuż ramienia. Nie powstrzymało mnie to jednak przed dalszymi ciosami. Wręcz zachęciło. Jedna ręka, a zaraz za nią podążała następna. Czułam, jak coś wewnątrz mnie się rozdziera na kilkanaście kawałków. Miałam ochotę krzyczeć. Za każdym ruchem wydawałam z siebie zduszony dźwięk. Pozostawałam sama. Nikt już nie odwróci tego, co się stało. Nie znajdę już drogi do poprzedniego życia. Tak wiele bram zostało przede mną zamkniętych, a tak niewiele pozostawało. Nie widziałam lepszej przyszłości. Już nie. Rodzice pomimo starań, tak naprawdę dbali tylko o swoje interesy. Od bardzo dawna nie miałam ich szczerego wsparcia. Teraz tym bardziej wiem, że dałam im potwierdzenie, że trzeba było mnie bardziej pilnować. Czułam się tak bardzo samotna. Coś zakuło mnie w piersi i zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. Przytrzymałam na chwile worek, ale zaraz powróciłam do dalszych uderzeń. Lewa. Lewa. Prawa. Yuri... Pozostawała sama, beze mnie. Bez moich wyjaśnień. Tak bardzo pragnęłam spotkać się z nią choć raz, ten ostatni i porozmawiać. Ona zawsze wiedziała co robić i jak się zachować. Była cicha, ale zawsze pamiętałam, że po prostu tak jest jej łatwiej. Nigdy mnie nie zawiodła. A ja... tak wiele razy.
- Uugh! – Krzyknęłam, a moją rękę w następnej sekundzie ogarnął tępy ból. Zatoczyłam się do tyłu, przytrzymując ją bliżej siebie. Jęknęłam, zaciskając powieki.
- Spokojnie mała. Jest lepiej, ale nie zrób sobie nic przy okazji. – Wykrzywiłam twarz w grymasie słysząc te słowa. Wyprostowałam powoli palce, chcąc by to otępienie zniknęło. Zaczął powoli podchodzić do mnie, gdyż wcześniej widocznie musiał się odsunąć. Stanął zaraz naprzeciwko, a jego dłoń powędrowała na mój policzek. Poczułam przyjemne ciepło i zamknęłam oczy. Były to te same ręce, które bez litości uderzały, jakby chciały powalić największego wroga.
- Tak wiele emocji można wyczytać z Ciebie... – Wyszeptał i pogładził palcami moją twarz. – Musisz się tego pozbyć. Nie, nie uczuć. – Natychmiast zaprzeczył, widząc, że chce coś powiedzieć. – Ja, czy Konan nie wykorzystamy tego przeciwko Tobie. Ale jest tak wiele osób, które mogłyby Ci zaszkodzić. Nie chciałbym tego oglądać. – Zastanowiłam się nad jego słowami. Patrzyłam w jego oczy i widziałam, jak na moment opuszcza swoje bariery. Na jego twarzy malowała się wręcz czułość.
- Więc mnie naucz.
Na moje stwierdzenie położył mi rękę na głowie, tę samą, którą gładził policzek i poczochrał po włosach. Nadęłam policzki, tak samo, jak gdy byłam mała. Zawsze tak robił, gdy byłam niesforna.
- Uderzaj dalej.

Nie wiem, jak wiele czasu minęło. Nie miałam pojęcia, ile udało mi się potu siebie wyrzucić, ale gdy skończyłam miałam ochotę wypluć z siebie płuca. Bez sił usiadłam na podłodze, ale wyglądało to raczej jak stoczenie się. Opierając się o kolana, rozejrzałam się dookoła. Zaskoczona dostrzegłam, że nie ma nigdzie Nagato. Nawet nie zauważyłam ani nie usłyszałam, gdy wychodził. Siedziałam na samym środku, a po lewej i prawej stronie były ustawione różne maszyny do podnoszenia ciężarów, to na nogi, to na ręce. Było też parę ławeczek, materaców i po dwie drabinki na jedną ze ścian. Ani śladu po kimkolwiek. Okropnie dysząc zawiesiłam głowę i wpatrzyłam się w podłogę. Czułam się, pomijając zmordowanie, niespodziewanie… dobrze. Czułam, jak wiele negatywnych emocji mnie opuściło. Owszem, wciąż czułam niepokój, ale ta mała sesja pozwoliła mi na chwilę zapomnieć. Jak skończyły mi się zmartwienia po prostu uderzałam, a to pozwoliło mi się choć w małym stopniu uspokoić. Uśmiechnęłam się do samej siebie i otarłam pot z czoła. Wykrzywił się on jednak na samą myśl, że nie mam żadnych innych ubrań. Powinnam od razu pogadać o tym z tym rudzielcem, a nie zastanawiać się, co teraz. Byłam cała przepocona. Poderwałam głowę do góry słysząc, jak ktoś wchodzi do pomieszczenia.
- Już skończyłaś? – W drzwiach pojawiła się postać Itachiego. – To dobrze, chodź. – Stał i patrzył na mnie, a do mnie wróciła ta dziwna fascynacja widząc go tak pewnego siebie. Ubrany był wciąż tak samo, ale zakładając ramiona na piersi na pewno musiał zdawać sobie sprawę, jakie wrażenie wywiera. Niebezpieczny… i zdecydowanie oddziałujący na mnie w niewłaściwy sposób. Starałam się jednak nie dać tego po sobie poznać i niby od niechcenia zaczęłam się podnosić na nogi.
- Gdzie Nagato? – Zadałam to nurtujące mnie pytanie.
- Został wezwany do działu zaopatrzeniowego. Przyjechali z dostawą. – Widząc, że obserwuje mnie uważnie, podeszłam do niego o krok. Oczywiście nie miałam pojęcia o jaką dostawę chodzi, ale stwierdziłam, że nie ma sensu zasypywać wszystkich zbędnymi pytaniami. Na pewno dowiem się w swoim czasie. Zawstydziłam się lekko, gdy dotarł do mnie zapach mojego przepoconego ciała. Miałam nadzieje, że nie czuć tego, aż tak bardzo. Zaczesałam włosy za uszy z westchnięciem, aby nie przesłaniały mi widoku. Mężczyzna otworzył przede mną drzwi i wypuścił pierwszą. Nie wiedziałam, gdzie ma za zadanie mnie zaprowadzić. Była jednak jedna rzecz, na której mi teraz zależało.
- Mogę wziąć najpierw prysznic?
- A masz rzeczy na zmianę? - Pokręciłam głową w zaprzeczeniu. Na tym nasza rozmowa się urwała. Szliśmy przez jakiś czas wzdłuż korytarza, a ja mogłam bez skrępowania obserwować jego plecy. Był sporo ode mnie wyższy i z dziewczęcą zazdrością spoglądałam na jego włosy spięte w kucyk. Jego ruchy jednak były bardzo pewne i widać było, że zna te tunele bardzo dobrze. Moją uwagę przykuła blizna, którą miał na ramieniu od wewnętrznej strony. Mignęła mi tylko przez moment, ale wyraźnie przecinała jego skórę. Korciło mnie, aby spytać się skąd ją ma. Siedziałam jednak cicho świadoma, że i tak mi nie odpowie. Doszliśmy do znajomej mi części bazy, ale zaraz za kolejnym zakrętem moja radość minęła. Po paru chwilach stanęliśmy w jakimś bocznym przejściu. Itachi natomiast zaczął grzebać w kieszeni spodni przy kolanie. Nie spotkaliśmy nikogo po drodze, ale zza niektórych drzwi słyszałam tubalne śmiechy albo strzępki rozmów. Wpuścił mnie pierwszą do pomieszczenia. Rozejrzałam się dookoła, a to, co rzuciło mi się w oczy było ogromnym łóżkiem, zdecydowanie większym od mojego i zaścielonym czarną pościelą. Po prawej stronie stała malutka komódka. W dalszym kącie stały dwa fotele, a przy nich stolik, na którym było pełno rozrzuconych dokumentów. Szafa i inne, osobne drzwi były na przeciwległej ścianie do ogromnego łoża. Wszystko wyglądało bardzo przytulnie, w przeciwieństwie do mojego pokoju. Stanęłam na środku i popatrzyłam na Itachiego pytająco. Nie potrzebowałam jakiś specjalnych znaków, by się domyślić, że jesteśmy u niego. Nie wiedziałam jednak po co. On jedynie spojrzał na mnie przelotnie podchodząc parę kroków, by zacząć czegoś szukać w szufladzie. Po paru chwilach odwrócił się do mnie z czarnym materiałem w dłoniach.
- Idź do łazienki. – Rzucił nim w moją stronę, a ja chwytając go dostrzegłam, że to koszulka. Skinęłam jedynie z wdzięcznością w jego kierunku. Przekraczając próg łazienki dostrzegłam takie same, białe kafelki, jak u mnie. Pomieszczenie było prosto urządzone, ale gdzieniegdzie na półeczkach widziałam męskie kosmetyki. Z satysfakcją jednak odebrałam to, że ja miałam wannę, a nie prysznic. Nie zastanawiając się wiele, rozebrałam się szybko i odsunęłam drzwi kabiny. Dziesięć minut później wyszłam odświeżona, pachnąc męskim żelem do kąpieli. Czułam się zdecydowanie lepiej móc zmyć z siebie cały ten pot i zmęczenie. Kątem oka dostrzegłam, że na koszulce przy karku jest mały symbol czerwonego wachlarza. Była zdecydowanie za duża, ale było to lepsze rozwiązanie niż gdybym miała być ubrana w tę poprzednią.
Dostrzegłam go, jak siedział w fotelu i przeglądał jakieś papiery. Od razu rzuciło mi się w oczy, że rozpuścił włosy, które teraz kaskadą spływały mu po ramieniu. Podkreślało to jego przystojną twarz. Poczułam, jak coś zaciska się wewnątrz mnie. Przyłożyłam palce do policzków i poczułam, jak są lekko ciepłe. O nie. Poklepałam się leciutko po nich i to właśnie ten gest zwrócił jego uwagę na mnie. Ciemne oczy spojrzały prosto w moje. Musiałam odwrócić twarz, aby nie dostrzegł tego, co robił ze mną zaledwie siedząc w cholernym fotelu. Opanuj się. Nawet go nie znasz.
- Lepiej? – Przymknęłam powieki słysząc jego niski głos i wciągnęłam jeden, głęboki wdech na uspokojenie.
- O wiele. Dziękuję. – Skinęłam głową, dalej mając ją zwróconą do ściany. – Oddam koszulkę, jak tylko będę mogła. – Pociągnęłam za jej spód i odważyłam się wreszcie na niego spojrzeć. On natomiast zaczął porządkować dokumenty i układać na pojedyncze stosy.
- Nie przejmuj się tym. – Wstał i chwycił za gumkę do włosów, która leżała luzem na stoliku. Związał ponownie włosy nisko i poprawił pojedyncze kosmyki zakładając je za uszy. Obserwowałam uważnie każdy jego gest. Zastanowiłam się, jak by to było, gdybym wplotła w nie palce. Przestań. – Lepiej chodźmy. Nie wiem jak długo Pain będzie na zaopatrzeniu. – Skinęłam mu jedynie głową i pozwoliłam poprowadzić się ponownie. Zignorowałam te absurdalne uczucia wewnątrz mnie.  

Hangar zaopatrzeniowy w rzeczywiście był hangarem. Wiedziałam, że znajdował się na powierzchni, mimo, że nie wyszliśmy na zewnątrz. W pewnym momencie przyszło nam wchodzić po nieskończonej ilości schodów. Ta klatka schodowa znacząco różniła się od tej, przez którą się tu znalazłam. Była podzielona na półpiętra i na każdym z nich znajdowały się duże, dwuskrzydłowe drzwi. Nie były oznaczone w żaden sposób, więc nie mogłam się domyślić co tam przechowują. Itachi zapytany o to, odpowiedział jedynie, że zapasy. Dużo mi to nie pomogło. Ogromne ilości kilometrów rozpościerały się dookoła nas, gdy przechodziliśmy między zapakowanymi paletami. Niektóre były tak owinięte folią, że nie można było za nic stwierdzić, co tam jest. Inne natomiast były pełne różnych rzeczy. Gdzieś w kącie dostrzegłam paczki z amunicją, w innym miejscu były jakieś metalowe części i narzędzia. Panował tu taki chaos, że mogło się tu znajdować wszystko. Oczywiście nie zajmowały one każdej wolnej powierzchni. Były ustawione pojedynczo lub w małych grupkach po bokach. Na samym środku pozostawało bardzo dużo miejsca. Trzy ciężarówki z pewnością mogłyby się tu wyminąć bez żadnych problemów. Przypomniał mi się hangar, w którym byłam na wyścigach. Był nieco mniejszy, ale w mojej głowie pojawiła się myśl, jak by to było pojeździć po takiej powierzchni. Oczywiście nie po to, by przewieźć towar. Z fascynacją przyglądałam się każdemu zakątkowi, chcąc zapamiętać wszystko. Itachi spoglądał na mnie od czasu do czasu, gdy szłam obok niego. Po którymś spojrzeniu z kolei zaczęłam go ignorować i w pełni patrzyłam na przestrzeń wokoło. W oddali znajdował się spory samochód dostawczy. Z każdym naszym krokiem powiększał się, a osoby chodzące w pobliżu były bardziej wyraźne. Na pierwszy rzut oka nie znałam nikogo stamtąd. Zwolniłam nieco kroku, a potem stanęłam za mężczyzną, gdy byliśmy tuż obok. Widziałam, że rozgląda się w poszukiwaniu kogoś. Już otwierał usta, aby coś powiedzieć, gdy do naszych uszu doszedł kobiecy głos.
- Nie mam zupełnie pojęcia po co Ci te damskie ciuszki. Mam tylko nadzieje, że nie zamierzasz bawić się w transwestytę. – Obeszliśmy ciężarówkę, a ja podniosłam brwi do góry widząc bardzo ładną blondynkę, która krzywiąc się podaje jakiś spory karton Nagato. On jedynie uśmiechnął się kącikiem ust i nie odpowiedział na jej komentarz. Ustawił pudło pod swoimi nogami i założył ręce na piersi. Dookoła ludzie chodzili i przenosili rzeczy, zupełnie ignorując ich.
- Ino! Powstrzymaj się czasem. – Usłyszałam z głębi samochodu uwagę jakiegoś mężczyzny. Głos wydawał mi się znajomy.
- No ale czego chcesz Kiba? Gdyby to Konan potrzebowała ich, to by przyszła sama. – Kobieta założyła ręce na piersi, a ja przyjrzałam się jej dokładniej. Każdy tutaj przeważnie ubrany był po wojskowemu albo bardzo surowo w bojówki i zwykły t-shirt. Ona natomiast miała na sobie obcisłe, jasne dżinsy i śliczną białą bluzkę z odkrytymi ramionami. Troszkę zdziwiła mnie ta odmiana. Gdy odwróciła głowę w naszą stronę, niebieskie, duże oczy zmierzyły mnie od góry do dołu.
- Ou. – Chciało mi się śmiać, gdy jej zaskoczoną minę uzupełniały usta ułożone w kształt okrągłego O. - Okej. Nic nie mówiłam. – Uśmiechnęła się niewinnie w kierunku Nagato i podeszła parę kroków w naszą stronę. On jedynie pokręcił głową ze zrezygnowaniem i przeczesał swoje włosy dłonią. Stukot jej wysokich butów rozniósł się echem po okolicy, gdy stanęła przede mną i wyciągnęła rękę. Uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Jestem Ino. – Odwzajemniłam się i również podałam dłoń.
- Sakura. – Wiedziałam, że od razu ją polubię.
- Miałabyś trochę ogłady kobieto. – Doszło do nas stwierdzenie brązwłosego mężczyzny, który najwidoczniej musiał nie usłyszeć późniejszych słów dziewczyny. Zeskoczył z otwartego tyłu pojazdu, trzymając w dłoniach dwie ogromne, foliowe torby. Z zaskoczeniem odkryłam, że znam go. Ciężko było zapomnieć te charakterystyczne, czerwone tatuaże na policzkach. Ubrany był w luźną szarą bluzę, której kaptur zarzucił na głowę. – O, dobry wieczór pani. Jak się czujemy na wolności? – Posłał mi zadziorny uśmiech i rzucił pakunki obok kół. W odpowiedzi jedynie wzruszyłam ramionami.
- Kiba skończ rozładunek i potem niech ludzie uporządkują to wszystko. – Polecenie wyszło od Nagato, który skinął głową na pobliskie paczki. – I zajmijcie się tym co zostało przywiezione wcześniej.
- Się wie kapitanie. – Zaśmiał się wesoło. Podszedł niby od niechcenia do Ino i dał jej szybkiego całusa w usta. Zaraz potem uciekł i usłyszeliśmy, jak wykrzykuje polecenia innym ludziom. Dziewczyna natomiast założyła ręce na biodra i patrzyła za oddalającym się chłopakiem.
- Zawsze musisz mi go gdzieś wysłać, akurat jak miał mi zrobić kolację? - Westchnęła ciężko i posłała rudowłosemu rozdrażnione spojrzenie.
- Nie martw się. Jeszcze Ci zrobi niejedną kolację. – Zassałam powietrze się słysząc tę dwuznaczność w głosie Nagato. Kobieta natomiast zaczerwieniła się płomiennie. On i Itachi widząc to zaśmiali się w odwecie.
- Mężczyźni… - Usłyszałam jej mruknięcie pod nosem. Odwróciła głowę w moim kierunku. – Jeszcze Cię kochanie porwę. Mówię Ci. W tej dziurze jest niesamowicie nudno. – Zarzuciła długie do pasa włosy na plecy. Puściła mi oczko i zaczęła się oddalać w kierunku skąd dochodził głos Kiby.
- Jeśli chcesz możemy Ci załatwić misję półroczną. Po niej dopiero wasze wieczory będą dobrze smakować. – Na odchodne również Itachi powiedział coś od siebie. Dziewczyna nawet się nie odwróciła, ale nad głową pokazała mu środkowy palec. Uśmiechnął się lekko widząc to. Odwracając od niego wzrok dostrzegłam, że Nagato zwrócił swoją uwagę na mnie. Zmarszczył czoło widząc na mnie zdecydowanie za dużą koszulkę czarnowłosego. Wskazał brodą na pudło.
- Ubrania dla Ciebie. Powiedziałem jej by wybierała w miarę neutralne rzeczy, ale z nią to nigdy nic nie wiadomo.
- Dzięki. – Uśmiechnęłam się do niego. Nareszcie. Miałam nadzieje tylko, że dobrze trafiła z rozmiarem. Niezbyt wygodnie chodzi się w workowatych spodniach. Po chwili odezwałam się ponownie. – Moglibyśmy porozmawiać? – Od rana powstrzymywałam się od zadawania pytań, ale to nie znaczyło, że ich nie mam. Chciałam usłyszeć odpowiedzi od niego.
- Oczywiście. Itachi pójdziesz do dowodzenia? Za chwilę dołączę do Ciebie.
- Nie ma problemu. – Czarnowłosy spojrzał na mnie przed odejściem. – Do zobaczenia.
Podniosłam mu rękę na pożegnanie. Obserwowałam go oddalającego się, a jego włosy kołysały się na boki. Zauważyłam, że Nagato przygląda mi się uważnie w zastanowieniu. Ostatecznie jednak podniósł karton, który wcześniej ustawił na ziemi i ruszył przed siebie nie mówiąc ani słowa.

- Co chciałabyś wiedzieć? – Zapytał, gdy przechodziliśmy korytarzami do mojego pokoju. Widocznie nie obawiał się pytań, skoro zaczął temat już teraz.
- Dlaczego tutaj jesteśmy? – Rzuciłam wzrokiem na jego profil.
- Bo jest tu względnie bezpiecznie. Oczywiście zależy w jakich kategoriach na to patrzysz.
- Ale baza wojskowa? Przecież państwo na pewno musi mieć informacje, że ktoś z niej korzysta. – Nie dawało mi to spokoju. Będąc wcześniej w sali treningowej ten temat również przewinął mi się przez myśli. Rząd z pewnością kontrolował wszystkie swoje jednostki, nie wyłączając tych już nieaktywnych. Dlatego dziwiło mnie, że taka organizacja jak Akatsuki bezkarnie buszowała sobie pod ich nosem i nie reagowali na to w żaden sposób.
- Dane w ich systemie wskazują, że już dawno te tunele się zawaliły. Jakiś czas temu było potężne trzęsienie ziemi. Na pewno Ci to nie umknęło. – Kiwnęłam mu w potwierdzeniu głową. Nie zapomniałam tego, jak kuliłam się pod biurkiem w pokoju. – Ich agent, a w rzeczywistości nasza wtyczka, po powrocie z oględzin potwierdził dane, jakie wskazywały ich komputery. Odłączyliśmy się od ich sieci. Nikogo nie zdziwiło, że więcej powiązań zostało utraconych. W końcu to ruina. – Spojrzał znacząco na ściany. – Kontrolujemy cały czas zainteresowanie tą jednostką, ale jak na razie wszystko wskazuje na to, że została bezpowrotnie wykluczona.
- Ale nikt, nikt, nie podejrzewa, że coś by się tu mogło dziać? – Podniósł brew do góry patrząc na mnie.
- Nie.
- Tak lekko do tego podchodzisz. Ja na Twoim miejscu nie traktowałabym tego tak lekceważąco. – Usłyszałam jego ciężkie westchnięcie. Spojrzałam na niego zdziwiona. A nie było tak?
- Wszystko zostało dokładnie sprawdzone, prześwietlone i skontrolowane. Jeżeli tak bardzo się obawiasz o to, to mogę Ci dać całą długą listę osób, które są odpowiedzialne za ten monitoring. Może do przyszłych świąt się wyrobisz. – Skrzywiłam się słysząc tę kąśliwą uwagę. Poczułam się przez moment głupio, że wątpiłam w jego skuteczność. Powiedziałam sobie jednak, że nie mam ku temu żadnych powodów. Teraz to dotyczyło również mnie. Chciałam być doinformowana pod każdym możliwym względem.
- Kolor włosów zobowiązuje, co? Wredna małpo. – Odpowiedziałam mu za to w ten sposób.  Zaśmiał się.
- Słuchaj Sakura. Gdybym miał Ci tłumaczyć wszystko tak dokładnie, to zajęłoby to za dużo czasu. Po prostu zaufaj mi, że wszystko jest na swoim miejscu tak, jak powinno. Jakoś to wszystko stoi od tych kilku lat. – Wzruszyłam ramionami. Szliśmy jakiś odcinek drogi w ciszy. W duchu przyznałam mu rację. Na pewno jest tutaj tak wiele spraw do zorganizowania i kontroli, że on sam potrzebuje do tego osobno przydzielonych ludzi. Z pewnością sam musiał najpierw przekonać się o ich lojalności. Nie wierzę, aby przydzielił tak znaczące funkcje pierwszym lepszym, niezaufanym osobom. Zastanowiła mnie też jeszcze jedna rzecz.
- Jest tutaj w ogóle jakaś hierarchia? Bo zauważyłam, że niektórzy się wręcz Ciebie boją, inni zachowują szacunek, a jeszcze inni nawet nie zawracają sobie głowy jakimiś... nie wiem. – Nie znalazłam określenia na to ostatnie. Z pewnością czuli do niego jakiś respekt, ale nie przejmowali się zbytnio tym, że to on tutaj ma władzę. Widziałam, że chce mi już odpowiedzieć, ale jakiś kawałek dalej, zza zakrętu wyszła dwójka mężczyzn. Nie znałam ich i na pierwszy rzut oka od razu wydali się mi nieprzyjemni. Obydwoje byli ubrani na czarno i było widać, że prowadzą jakąś zażartą dyskusję. Widząc nas, jeden z nich natychmiast przestał gestykulować ze zdenerwowania.
- Szefie. – Pochylili z szacunkiem głowy. Nagato jedynie kiwnął im głową i wyminęliśmy ich. Dostrzegłam jednak ich spojrzenia wlepione we mnie. Zwłaszcza jednego z nich, który uważnie przyglądał się mojemu ciału. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mi wzdłuż kręgosłupa. Zwróciłam swój wzrok przed siebie, starając się zignorować jego zainteresowanie. Odetchnęłam, gdy zniknęliśmy za następną ścianą.
- Nie dotkną Cię w mojej obecności, bądź osób ze mną ściśle związanych. – Musiał zauważyć moje spięcie, gdy przechodziliśmy obok nich. – Nie martw się. Dostrzegłem to tylko ja. Zbyt dobrze wiem, jak interpretować Twoje ruchy. – Uśmiechnął się kącikiem ust. Spojrzałam na niego z ukosa robiąc powątpiewającą minę. Uważałam nieco inaczej.
- Tak długo się nie widzieliśmy, a Ty jesteś w stanie już wiedzieć wszystko? Rozczarowałeś mnie. – Dźgnęłam go palcem w bok. On jednak nie zareagował na to w żaden sposób. Jedyną oznaką, że to poczuł był jego większy uśmiech. – Nie sądziłam, że możesz mieć aż takie płytkie spojrzenie na wszystko. – Mruknęłam pod nosem. Oczywiście nie dam mu tej satysfakcji, że rzeczywiście miał rację.
- To, że nie widzieliśmy się osobiście nie znaczy, że Cię nie obserwowałem i Cię nie znam. – Otworzyłam szerzej oczy i odwróciłam się całym ciałem do niego, idąc bokiem. Widziałam wyraźnie jego zadowolony profil.
- Śledziłeś mnie? – Zapytałam niedowierzając.
- Powiedzmy. – Jego oczy powędrowały na chwilkę na mnie. – Wracając do poprzedniego pytania. Tak. Mam tutaj wewnętrzny i zewnętrzny krąg. – Podniosłam brew i ponownie zaczęłam iść normalnie. Minęliśmy tabliczkę do naszego korytarza, a chwilę później staliśmy przed drzwiami do mojego pokoju. Wskazał mi brodą na klamkę, gdy ja dalej wpatrywałam się w niego, nieco zamyślona. Do licha. Nie zauważyłam nikogo. Wędrowałam myślami wciąż do jego odpowiedzi o obserwowaniu mnie. Wracałam wspomnieniami do mojego codziennego życia i stwierdziłam, że nigdy nie widziałam niczego, ani nikogo podejrzanego. Wyciągnęłam z kieszeni spodni klucze i chwilę potem weszliśmy do środka. Nagato postawił przy łóżku karton i stanął obok niego zakładając rękę na pas spodni.
- Coś jeszcze? – Zagryzłam wargę, marszcząc czoło.
- Co masz na myśli mówiąc „wewnętrzny i zewnętrzny krąg”? – W między czasie podeszłam do pudła, które zostawił i przeniosłam je na pościel. Stęknęłam cicho, gdy opuściłam je w dół. Było naprawdę ciężkie.
- Wewnętrzny tworzą wszystkie zaufane mi osoby. Poznałaś część z nich. Itachi, Hidan, Konan, Hinata, czy choćby ta cała Ino. – Machnął ręką na ostatnie imię. – Każde z nich ma swój niezastąpiony wkład w to, aby to wszystko dobrze funkcjonowało.
- No nie mów, że Hidan. – Skrzywiłam się słysząc go jako jednego z wymienionych. Przeciągałam akurat kluczami po taśmie, aby móc powyciągać rzeczy i przez przypadek przejechałam sobie ostro po palcach. Syknęłam i przyłożyłam je do ust. On tylko pokręcił głową.
- Przecież Ty jesteś zagrożeniem dla samej siebie. Gdzie Ty tutaj? – W odpowiedzi rzuciłam w niego pierwszym pod ręką materiałem z pudła. Wylądował on idealnie na jego twarzy. Widząc, co to uśmiech od razu zszedł mi z ust. Rumieniec oblał mi policzki. On natomiast ściągnął to, co w niego cisnęłam i ze zmarszczonymi brwiami przyjrzał się temu. Ze śmiechem odrzucił na łóżko ogniście czerwone stringi.
- Jak mówiłem. Ino jest nieprzewidywalna. 

Po tym małym zdarzeniu zostałam sama z informacją, że za godzinę przyjdzie ktoś po mnie. Było po godzinie dziewiętnastej, jak się dowiedziałam. Miałam zostać zaprowadzona na kolację. Czułam się bardzo niekomfortowo, będąc tak niańczoną. Wręcz czułam irytację, że nie mogłam nigdzie pójść sama. Potem jednak przypomniałam sobie tamtych dwóch typów z korytarza. Nie zapomniałam również lekcji z jadalni, gdy Hidan mnie tam zaprowadził. Nie chciałam sama zostać z kimkolwiek z tamtych mężczyzn. Każdy z nich mógłby zrobić ze mną co chce, a nie wspominając już o tym, że byli uzbrojeni. Odtrąciłam te myśli i zaczęłam rozpakowywać wszystkie rzeczy z kartonu. Oprócz pamiętnej bielizny, znalazła się również normalna, bawełniana oraz parę biustonoszy. Oprócz tego karton pełny był zwykłych białych oraz czarnych koszulek. Znalazłam też dwie pary dżinsów i czarne bojówki. W oczy rzucił mi się też jakiś inny czerwony materiał. Wyciągając go, okazało się, że jest to śliczna, obcisła bluzka, z wyciętymi plecami. Rzucając ciuchy na łóżko zastanawiałam się, skąd wzięto fundusze na to wszystko. Zaraz potem miałam ochotę pacnąć się w czoło. Jestem w organizacji, która na pewno ma na swoim koncie wiele brudnych pieniędzy. Co to dla Nagato było parę kobiecych szmatek? Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam tam też dwie pary butów. Jedną były zwykłe proste, białe adidasy, a drugą wojskowe desanty. Założyłam je na nogi i pokręciłam głową z niedowierzaniem, bo pasowały idealnie. Otworzyłam wszystkie szuflady w szafie i poukładałam w niej rzeczy. Przynajmniej nie musiałam się martwić o nie. Usiadłam na łóżku i zestawiłam pudło na podłogę. Splatając ze sobą palce popatrzyłam dookoła. Nie wiedziałam co mam zrobić z sobą, a wewnątrz czułam pustkę.

A: Chciałam dopisać jeszcze ciut do końca, bo te rozdziały wydają mi się króciutkie w porównaniu do tych, które kiedyś pisałam. Obiecałam jednak rozdział dzisiaj, a że do późna siedzę na uczelni, to chciałam być pewna, że dotrzymam słowa.
Nienawidzę wprowadzać akcji. Już najchętniej bym napisała wszystko z grubej rury, ale potem mógłby być taki mindfuck o co chodzi? To tak trochę się powstrzymuję. Od przyszłego rozdziału, bądź od jeszcze następnego będę wprowadzać to, co będzie rozkręcać całą historię.
Tymczasem zostawiam wam to maleństwo.


Chyba nie zrobiłam za dużo błędów? 
Szablon wykonała Shayen